Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Co robić, gdy wykradną Ci dane karty płatniczej?

Jest miły, niedzielny wieczór. Piję spokojnie wino, odpoczywam, gdy w pewnym momencie przychodzi SMS. To mój bank.

„Twoja platnosc karta nie powiodla sie z powodu niewystarczajacego limitu na transakcje internetowe. Zmien limity w serwisie lub na…”

Zaraz, zaraz. Przecież w tej chwili nigdzie za nic nie płacę. Szybkie zerknięcie na serwis transakcyjny i okazuje się, że ktoś przed chwilą dokonał kilku płatności, rzekomo moją kartą, w Paryżu i w tej chwili próbował jeszcze zapłacić za coś przez internet. Co prawda tydzień temu wróciłem właśnie z weekendówki, gdzie o parę miejsc francuskojęzycznych zahaczyłem, ale o Paryż ani cokolwiek we Francji na pewno nie.

Ok, co robić w takiej sytuacji?

1. Dowiedz się, jaki jest numer do infolinii Twojego banku. W mBanku to 801 300 800 albo +48 42 6 300 800.
2. Zadzwoń tam jak najszybciej, by zastrzec kartę. U mnie w banku od razu też mogłem zamówić nową, przy okazji pani próbowała namówić mnie na dodatkowe produkty – to akurat chyba trochę słaby moment na to.
3. Konsultantka też poinstruowała mnie, że należy starą kartę pociąć.
4. Trochę zależy od tego, jak szybko się zorientujesz. U mnie transakcje są jeszcze na etapie blokady, więc podobno jest możliwe, że bank jeszcze odrzuci transakcje. Jeśli nie, zaczyna się pisanie reklamacji.
5. W dłuższej perspektywie – warto pomyśleć, jakie masz limity na karcie. U mnie wszystko, co udało się opłacić mojemu nowemu paryskiemu alter ego, zmieściło się w 1500 zł.

Ostrożności nigdy za wiele, ale czasem nie wystarczy. Oby Wam się nie przydało, ale może komuś zostanie z tyłu głowy w razie czego :)

zlodzieje

Białoruś 2016

Lubię czasem pojechać w jakieś niestandardowe miejsce. Tak się złożyło, że parę miesięcy temu dowiedziałem się, że Zemfira rusza na trasę koncertową. Oczywiście koncert w Polsce był poza zasięgiem, ale do wyboru miałem Kaliningrad, Wilno i Mińsk. Pierwszym wyborem był Kaliningrad, jednak tam okazało się, że korzystając z polskiej karty, system sprzedaży biletów odrzuca każdą płatność. W Wilnie już byłem, więc stanęło na Mińsku. Po drodze odwiedziłem jeszcze Brześć (bardzo ciekawa twierdza), a w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Siedlce.

W zasadzie zdziwiłem się tym, jak normalnie tam było w porównaniu z tym, czego się spodziewałem na bazie doniesień medialnych i procesu uzyskania wiz (od razu wspomnę, że jest on wykonalny samemu, pod warunkiem że ma się trochę czasu, cierpliwości i mieszka się w pobliżu Gdańska, Warszawy, Białegostoku lub Białej Podlaskiej). Gdyby nie te wizy, zapewne już zastanawiałbym się, kiedy wrócić na city break – zwłaszcza, że ceny transportu i jedzenia na miejscu z naszej perspektywy są bardzo niskie.

Białoruś 2016 – album ze zdjęciami

Find all railway tracks that have nodes in bounding box using OQL

Using Overpass Turbo, code in Overpass Query Language:

Result:

oql-all-tracks

Tramwaj na Morenę – pierwotne plany

Tramwaj na Morenę był planowany równo z powstawaniem osiedla. W kronice LWSM Morena znalazłem pierwotne plany, jak miała wyglądać trasa tramwaju i kiedy miał powstać.

tramwajmorena1

tramwajmorena2

Niestety, inwestycja zaliczyła lekkie opóźnienie. Tramwaje ruszyły dopiero na koniec sierpnia 2015 roku. Na plus jednak – powstała też druga odnoga na terenie Moreny :)

Lista wszystkich ulic Tczewa

Na bazie Overpass Turbo z danych OpenStreetMap, treść zapytania:

[out:csv(name;false)];
area[name=”Tczew”];way(area)[highway][name];out;

Zapytanie zwraca duplikaty, więc trzeba jeszcze wybrać unikalne wartości.

1 Maja
30 Stycznia
Adama Mickiewicza
Adama Ważyka
Adolfa Dygasińskiego
Akacjowa
Al. Zwycięstwa
Aleja Kociewska
Aleja Solidarności
Aleja Zwycięstwa
Aleksandra Fredry
Andrzeja Frycza-Modrzewskiego
Andrzeja Struga
Armii Krajowej
Bartosza Głowackiego
Bałdowska
Bolesława Chrobrego
Bolesława Prusa
Bosmańska
Braci Grimm
Brzozowa
Ceglarska
Christiana Andersena
Chłodna
Chłopska
Cypriana Kamila Norwida
Czatkowska
Czerwonego Kapturka
Czesława Miłosza
Czyżykowska
Dokerów
Dominikańska
Dworcowa
Dworzec Suchostrzygi
Działkowa
Elizy Orzeszkowej
Elżbiety
Fabryczna
Flisaków
Franciszka Fenikowskiego
Franciszka Żwirki
Fryderyka Chopina
Gabrieli Zapolskiej
Garncarska
Gdańska
Generała Henryka Dąbrowskiego
Generała Jarosława Dąbrowskiego
Generała Józefa Bema
Generała Józefa Wybickiego
Generała Leopolda Okulickiego
Generała Władysława Andersa
Generała Władysława Sikorskiego
Grunwaldzka
Gryfa Pomorskiego
Hanny Haas
Hanny Hass
Harcerska
Henryka Sienkiewicza
Hugona Kołłątaja
Ignacego Jana Paderewskiego
Jabłoniowa
Jacka Malczewskiego
Jagiellońska
Jakuba Jasińskiego
Jana Brzechwy
Jana Kasprowicza
Jana Kilińskiego
Jana Kochanowskiego
Jana Matejki
Jana Stanisławskiego
Jana z Kolna
Janusza Korczaka
Janusza Kusocińskiego
Jarosława Iwaszkiewicza
Jarzębinowa
Jasia i Małgosi
Jaworowa
Jedności Narodu
Jodłowa
Juliana Przybosia
Juliana Tuwima
Juliusza Słowackiego
Józefa Chełmońskiego
Kapitana Karola Olgierda Borchardta
Kapitańska
Kasztanowa
Kaszubska
Kazimierza Jagiellończyka
Kazimierza Przerwy-Tetmajera
Kazimierza Pułaskiego
Kazimierza Wielkiego
Kolejowa
Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
Kozia
Kościelna
Krucza
Krzysztofa Kamila Baczyńskiego
Króla Jana III Sobieskiego
Królowej Bony
Królowej Jadwigi
Królowej Marysieńki
Krótka
Kręta
Księdza Aleksandra Kupczyńskiego
Księdza Bernarda Sychty
Księdza Biskupa Konstantyna Dominika
Księdza Janusza Stanisława Pasierba
Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Księdza Piotra Ściegiennego
Księdza Władysława Młyńskiego
Księżniczki Dobrawy
Kubusia Puchatka
Kwiatowa
Lecha
Lecha Bądkowskiego
Leona Kruczkowskiego
Leona Wyczółkowskiego
Leopolda Staffa
Lipowa
Lotnicza
Malinowska
Marii Konopnickiej
Małgorzaty Samborówny
Mestwina
Mieszka I
Mikołaja Kopernika
Mikołaja Reja
Most Lisewski
Mostowa
Młyńska
Nad Wisłą
Nadbrzeżna
Niepodległości
Nizinna
Nowa
Nowowiejska
Nowy Rynek
Obrońców Tczewa
Obrońców Westerplatte
Ogrodowa
Okrętowa
Parkowa
Partyzantów
Piaskowa
Piastowska
Pinokia
Pionierów
Piotrowo
Plac Patriotów
Plac generała Józefa Hallera
Plac marszałka Józefa Piłsudskiego
Plac świętego Grzegorza
Podgórna
Podmurna
Poligonowa
Polna
Pomira
Pomorska
Portowców
Południowa
Prosta
Przemysława II
Przemysłowa
Półwiejska
Retmańska
Robotnicza
Rokicka
Romualda Traugutta
Rondo Kociewskie
Rondo Żołnierzy Wyklętych
Rybacka
Rycerska
Sadowa
Sambora
Saperska
Sienkiewicza
Skarszewska
Skromna
Skwer Doktora Schefflera
Solidarności
Spacerowa
Sportowa
Spółdzielcza
Stanisława Ignacego Witkiewicza
Stanisława Konarskiego
Stanisława Staszica
Stanisława Wigury
Stanisława Wyspiańskiego
Starowiejska
Stefana Batorego
Stefana Grota-Roweckiego
Stefana Okrzei
Stefana Żeromskiego
Stoczniowców
Stroma
Strzelecka
Suchostrzycka
Szewczyka Dratewki
Szkolna
Szkoły Morskiej
Szyprów
Tadeusza Boya-Żeleńskiego
Tadeusza Kościuszki
Tadeusza Rejtana
Targowa
Tczewska
Topolowa
Warsztatowa
Wierzbowa
Wilcza
Wincentego Pola
Wisławy Szymborskiej
Wita Stwosza
Wiślana
Wodna
Wojciecha Kossaka
Wojska Polskiego
Wybudowanie
Wyzwolenia
Wąska
Władysława Broniewskiego
Władysława Jagiełły
Władysława Jurgo
Władysława Orkana
Władysława Stanisława Reymonta
Za Dworcem
Za Portem
Zamkowa
Zielona
Zofii Nałkowskiej
Zygmunta Krasińskiego
Zygmunta Starego
Łazienna
Łąkowa
Świętego Wojciecha
Świętopełka
Żeglarska
Żuławska

Wielki mecz

Już od pewnego czasu było wiadomo, że Wisła wraca. Po sześciu latach od założenia Gryfa, który w założeniu miał połączyć to, co najlepsze z obu tczewskich drużyn, grupa fanów związanych z dawną Wisłą zorganizowała od nowa klub. Nie byli pierwsi – dawni piłkarze Unii już od paru lat co roku startowali w Pucharze Polski. Trzeba więc było ich przebić. Wisła Tczew została zgłoszona do rozgrywek B-klasy w sezonie 2015/2016. Pierwszy mecz miał zostać rozegrany 29 sierpnia, a na rywala wylosowana została Mewa Gniew.

Było i wcześniejsze spotkanie. Wisła, chyba w innej formie, została też zgłoszona do rozgrywek pomorskiego Pucharu Polski. 16 sierpnia biało-czerwoni na stadionie miejskim na Bałdowskiej wygrali 4:2 z rezerwami Bałtyku Gdynia. Jak wynikało ze zdjęć na Facebooku, pojawiło się kilkaset osób. Pojawiły się też pierwsze tarcia – autor posta na fanpage “Wisła Tczew Fanatics” sugerował, że albo do młyna przychodzi się śpiewać, albo należy wyp…lać, zamiast “pozować na morderców”.

Jeszcze przed tym meczem w Tczewie trwała mobilizacja. Fani Wisły (i zaprzyjaźnionej Arki) uczestniczyli w konkursie na zabazgranie jak największej ilości miejsc klubowymi barwami. Niestety, nie były to estetyczne malunki, jakie czasami zdarza się spotkać na blokach i garażach Gdańska czy Gdyni. Sugerowały raczej, że mażący mają pierwszy raz spray w dłoni. Zaproszenia na pierwszą kolejkę były kierowane do całych rodzin, wydarzenie na Facebooku przyciągnęło około trzystu osób.

Na parę dni przed spotkaniem okazało się, że mecz odbywa się dokładnie w tym samym czasie, co pierwszoligowy mecz Arki w Gdyni. Niewykluczone, że właśnie to wywołało spięcie pomiędzy ultrasami Wisły a TPAG – tczewską grupą fanów Arki Gdynia, którzy domyślnie byli bazą, z której powstawała grupa wiślacka. Najprawdopodobniej ze względu na to, że osoby bliżej Wisły postanowiły, że w trakcie jej pierwszego meczu ligowego nie mają zamiaru wybierać się do Gdyni, “Tczewska Patologia Arka Gdynia” ogłosiła, że nie chce mieć nic wspólnego z lokalnym klubem. W odpowiedzi na to WTF ogłosiło zakaz wchodzenia w barwach Arki na mecz w Tczewie.

Pod względem podziałów kibicowskich Tczew to ciekawe miejsce. Stare Miasto i Zatorze, znane też jako Kozen, to bastion fanów Lechii Gdańsk. Nowe Miasto, Suchostrzygi i Czyżykowo to z kolei teren fanów Arki. O takich niuansach warto pamiętać, gdy przechadza się po mieście z wyglądem sugerującym, że można śmiało zaczepiać, bo zaczepiającemu nic nie grozi. Been there, done that.

Nadszedł w końcu dzień wielkiego meczu. W miejskim autobusie jadącym na Czyżykowo mniej więcej połowa ludzi wybierała się na stadion. Średnia wieku 16, może 18, duży odzew na wezwanie do ubrania się na biało-czerwono. Były też dziewczyny, które zadziwiająco nie wyglądały na stereotypowe Karyny. Faceci już bardziej w typie Seby, zdecydowanie włosy dłuższe niż jeden centymetr były w tym autobusie bardzo passe. Nawet komunikaty głosowe z systemu informacji pasażera ładnie wpisywały się w nastrój. “Plac Jana Pawła Drugiego”, mówił osobnik o głosie przechlanego dresa, a przy obu bokach czułem nabuzowane energią i niezrzuconym napięciem, spocone męskie ciała.

Jeszcze tylko przejście przez szpaler mniej więcej dziesięciu panów z prewencji, z których jeden poprosił mnie grzecznie o otwarcie plecaka i pokazanie wiktuałów, które w środku wnoszę, i byłem na stadionie. Po nie do końca zatwierdzonej renowacji przeprowadzonej przez kibiców Wisły, zrobiło się tu bardzo biało-czerwono. Przy rozstawionym namiocie można było kupić żurek i inne polskie specjały, z okienka budynku klubowego sprzedawano koszulki i szaliki, wystawiono też głośniki, z których wydobywał się zadziwiająco dobry rock. Ewidentnie spora część widowni przyniosła ze sobą piwa, bo gdzie nie spojrzałem, widziałem kogoś raczącego się trunkiem ze szklanej butelki. To było chyba najbardziej B-klasowe w tym meczu.

Spokojnie przyszło z 300 osób. Sędzia – jak to na tym poziomie rozgrywkowym – przyjechał jeden, trzeba więc było zorganizować paru młodych działaczy do potrzymania chorągiewki na końcach boiska. Chłopak w szaliku, który w połowie był biało-czerwony, a w połowie żółto-niebieski, przyszedł w pobliże mnie i rzucił chorągiewką w kierunku krótkowłosego osobnika w okularach, który przyprowadził swoją dziewczynę.

– Będziesz sędziować. Wystarczy, że będziesz tam stał i trzymał chorągiewkę.

Ewidentnie nie było to w zakresie wymarzonych aktywności, które w tym momencie chciał robić, ale na drugą połowę dał się przekonać. Stał przy samej barierce, a jego dziewczyna tuż za nim zrzucała co jakiś czas nieistniejące pajęczyny z jego pleców.

– Ty, czaisz jaki telefon obczaiłem? MyPhone jakiśtam, cztery stówy jedyne, a bebechy takie, o których ty możesz tylko śnić. Osiem megapikseli aparat, chyba osiem gigabajtów pamięci, najnowszy Android!

Od pierwszego gwizdka rozpoczął się doping – od wystrzelenia papieru z tub, który na parę minut uniemożliwił grę. W połowie meczu pojawiły się też na chwilę race. Zaskoczył mnie brak wulgaryzmów. Chyba na poważnie potraktowali zaproszenie całych rodzin, bo najgorsze, co usłyszałem to “wygramy, wygramy, wygramy, wioskę pokonamy”. Śpiewane rzeczy nie bardzo jednak odnosiły się do tego, co działo się na boisku. Aż do sytuacji, w której piłkarz Wisły przestrzelił karnego. “Nic się nie stało, Wisełko, nic się nie stało!” – usłyszeli piłkarze i wtedy, i dziewięć minut później, gdy jeden z piłkarzy Mewy trafił do siatki. Odpowiedzieli dobrze – mecz skończył się wynikiem 3:1 dla Wisły.

Z pętli na Czyżykowie pierwszy autobus w kierunku Dworca to była siedemnastka, która jechała przez Stare Miasto. Choć odrobinę zestresowani, niektórzy fani wracający z meczu wsiedli w autobus.

– Jaki wynik? – zapytał na wejściu kierowca.

Zaraz za autobusem powoli potoczył się radiowóz.

Przejazd przez Stare Miasto z narracją paru bardziej doświadczonych w lokalnych rozgrywkach fanów był interesujący.

– O, tutaj jest najgorzej. – gdy w bramie jednej z kamienic można było dostrzec grupę osobników w wieku około trzydziestki, która z zafascynowaniem znad trunków obserwowała przejeżdżającą kawalkadę.

– Patrz, jak nas obserwują. Ale teraz, jak odjechaliśmy, to już nie mogą nic zrobić. – gdy na autobus patrzyła grupka może czternastoletnich dzieciaków.

Można było się poczuć, jakby przebijało się przez strefę wojny. A tu tak naprawdę nic, tylko paru lokalsów zamroczonych trunkami i tradycyjna staromiejska patologia.

Przy kupowaniu biletu do Gdańska system rezerwacji biletów się zawiesił. Tczew nie chciał mnie wypuścić ze swoich macek.

W 142 na Dworcu PKS dosiadł się do mnie starszy pan. Lekko łysiejący, przy sobie, ewidentnie szukał konwersacji. Zobaczył, że patrzę na areszt śledczy, zastanawiałem się przy tym, czemu nie wszystkie okna są przykryte blindami.

– Szósta blinda od prawej, tam siedziałem w roku siedemdziesiątym.

– Długo?

– Tak. W ogóle, jaka kanalia ten Wałęsa. Ja walczyłem i jak na tym wyszedłem? On z kolei skakał przez płot, chyba po alkohol tylko. Sam od jakiegoś czasu zbieram butelki z tamtego czasu i mam zamiar zanieść pod ten mur, przez który on niby skakał. Bolek… A potem miał taką okazję, a wszystko zniszczył, wszystko zaprzepaścił. Jak można być tak bardzo zakłamanym? No i ja na tym tyle straciłem. Właśnie zresztą wracam z tych obchodów, dobrze, że go tam nie zaprosili. Obchody były ładne, ładne piosenki grali, ale dla mnie to już było trochę za długo. Ten kraj jest straszny. Trzeba z niego wyjechać. Zresztą, ja sam też wyjeżdżałem, a moje dzieci to w ogóle wyprowadziły się za granicę, nie będę panu mówił do jakiego kraju, ale się wyprowadziły i żyją zupełnie inaczej. Jasne, na początku było ciężko, ale z czasem weszły na zupełnie inny standard. Ostatnio chciały, abym we wrześniu, to znaczy w następnym miesiącu, do nich przyjechał. I tak zapytali mnie, a dziadku, bo ja na siebie mówię dziadek, czy przyjechałbyś do nas we wrześniu? Bo my byśmy chcieli pojechać na wakacje do Hiszpanii, a nie ma kto nam popilnować dzieci. To ja im powiedziałem, że tak nie zrobię, i przyjadę dopiero po piętnastym września. A wie pan, ile ja lat już dziadek pracuje? Pandeset tri! Znaczy pięćdziesiąt trzy.

– Ładnie.

– Bo wie pan, czasem mam tak, że zaczynam mówić w innych językach. To pandeset tri to było akurat po czesku. Czeski i polski w ogóle są do siebie bardzo podobne.

– W końcu słowiańskie języki.

– To prawda, polski, czeski, słoweński, bo Słowacja to jest Slovensko, potem dalej słoweński i te inne jugosłowiańskie, ale grecki to już nie. Tak samo niemiecki, tam się mówi zupełnie inaczej, bo ajns cwaj draj fier fynf zeks ziben acht nojn i cin, a w greckim jest deka, i mówi się tak jak w niemieckim, że najpierw jeden, a potem dziesięć. Z kolei rosyjski ma zupełnie inne liczby, bo czterdzieści to sorok.

– No tak, ale rosyjski akurat ma inne dziesiątki podobne do polskiego.

– To prawda. Oj, żebym tylko nie przegapił swojego przystanku. O, tu się przesiądę. Tu odjeżdża taki autobus o bardzo ładnej liczbie, 162.

Nie pożegnał się ze mną, niestety.

Droga do Tyraspola (Mołdawia i Naddniestrze, #4)

Oczywiście tempo pisania mam jak zwykle niezłe. BTW, pisaniem tego prokrastynuję pisanie pracy magisterskiej. Nie dodawałem bezpośrednich linków do obrazków, ale w większości przypadków, gdy kliknie się na „otwórz obraz w nowym oknie”, dostępna jest większa wersja.

Obawiałem się trochę, że na pociąg o 7:30 możemy się spóźnić. W końcu pora wczesna, według czasu polskiego to była nawet 6:30. Obawy były jednak zupełnie niepotrzebne – stres zrobił swoje i najpierw do 1:30 nie mogłem zasnąć (choć miały na to wpływ też dźwięki dobiegające z przestrzeni wspólnej hostelu – dyżurujący pracownik puszczał jakąś folkowo-dubstepową muzykę, w której najbardziej przebijał się flet), a potem, już koło 5 rano, wybudziły mnie rozmowy. Gdy uznałem, że już nie zasnę, ożywiłem się herbatą i sam wyszedłem przed drzwi wejściowe hostelu.

Spotkałem tam Scotta. Scott jest Amerykaninem z Kalifornii, który po studiach przyjechał na dwuletni wolontariat w Korpusie Pokoju. Wolontariusze z USA zajmują się tu głównie edukacją – uczeniem języka, ochrony zdrowia, pomocą w rozwoju lokalnych społeczności i małych przedsiębiorstw. Razem z paroma innymi Amerykanami, przyjechali do Kiszyniowa z północnej Mołdawii, aby świętować dotarcie do połowy ich wolontariatu. Co ciekawe, był względnie zorientowany w historii Polski, bo jakimś cudem na ten temat nam dyskusja o 5:30 rano zeszła.

Ruszyliśmy coś koło 6:30. Po drodze znaleźliśmy otwarty sklep, w którym kupiliśmy sobie po placku z ziemniakami w środku (w tym wypadku był to wypiek przypominający bardzo bałkański burek), po czym, klucząc dość mocno pomiędzy domkami, do których nie prowadziła utwardzona droga, dotarliśmy na dworzec. W mieście wisiało sporo plakatów wyborczych. Kampanię dobrze opisuje blog republica air moldova, jest tam i Zinaida, którą i ja na plakacie złapałem.

Zinaida Greceani

Pomimo, że do odjazdu było jeszcze 45 minut, pociąg już stał na peronie. Zrobiliśmy sobie jednak najpierw małą przechadzkę po peronach. Idąc wzdłuż peronu pierwszego, w odległości kilkuset metrów dociera się na dworzec podmiejski, z którego jeżdzą lokalne pociągi. Podział jest swoją drogą zupełnie niepotrzebny – jeden dworzec spokojnie poradziłby sobie z całym ruchem. Koło budynku dworca rozstawił się też, chyba sezonowy, stragan z wszelkiego typu produktami chińskimi.

Peron 1 dworca w Kiszyniowie

Jak się okazało, przypadły nam miejsca w wagonie „barowym”. Aby wejść na pokład, musieliśmy na wejściu pokazać nasz bilet konduktorowi (dla każdego wagonu był osobny konduktor). Po jakimś czasie od startu sprawdził raz jeszcze bilety, zabierając je i oddając je dopiero, gdy zbliżaliśmy się do stacji docelowej (nie były to już jednak te same egzemplarze – trafił nam się nawet jeden do innej stacji końcowej ;))

Fotele w wagonie były ustawione w nietypowym dla mnie układzie 2 miejsca po jednej stronie, 3 po drugiej. Zapewne to przez większy rozstaw torów. Wagon był wypełniony w mniej więcej 30% – w większości jechali lokalni mieszkańcy, poza nami obcokrajowcami był jeszcze jeden starszy mężczyzna, który większość drogi przespał, a także grupka nastoletnich Ukraińców. Oni też byli najbardziej zachęcani przez prowadzącego sprzedaż przekąsek i napojów, żeby wypić sto gramów. Przez większość trasy w wagonie panowała dość kinowa atmosfera.

Droga prowadziła przez głównie rolnicze tereny, więc po drodze najbardziej napatrzeć mogliśmy się na kozy, krowy i okazyjną strzechę. Widać jednak, że prowincja jest dużo biedniejsza od stolicy.

Po drodze pociąg zatrzymał się jedynie na paru stacjach. Gdy jednak stawał, to na dłużej. Zwłaszcza parę razy – na stacji przed Benderami, potem na stacji Bendery-2, potem na stacji Bendery-2 kontrolowanej przez Naddniestrze. Na pierwszej z wymienionych było też coś w rodzaju mołdawskiej kontroli granicznej – na pokład wszedł policjant i przeszedł się po wagonie. Czuć było lekkie napięcie.

Ciekawe było też, że na samym wjeździe na teren kontrolowany przez Naddniestrze za drzewem chowali się ubrani w stroje moro pracownicy kolei mołdawskich. O ile sam strój jest typowy dla pracowników torowych CFM, to zastanawiało mnie, czemu chowają się za drzewem i co robią tak daleko wzdłuż linii. Jak się okazuje, obsługę techniczną linii nadal prowadzi CFM.

Wjechaliśmy w końcu na teren Naddniestrza. W trakcie postoju w Benderach obserwowaliśmy, co dzieje się na zewnątrz. Milicjant w szerokiej czapce tłumaczył coś wysiadającej kobiecie, parę osób przechadzało się po peronie, wokół stacji było zwyczajne blokowisko i silosy czegoś, co na wikimapii jest opisywane jako kombinat chlebproduktów. Właściwie nic nie sugerowałoby, że jesteśmy w nieuznawanym państwie, które ma tak złe opinie w Sieci. Stwierdziłem więc, że jest na tyle spokojnie, że mogę zrobić zdjęcie telefonem.

Ups, zapomniałem wyciszyć telefon. No więc pół wagonu usłyszało, że robione jest zdjęcie. Z końca wagonu wstał człowiek, którego opisałbym jako typowego bałkańskiego podstarzałego macho – biała, rozpięta do połowy koszula, odpowiedni brzuszek, opalenizna, owłosienie, wszystko pasowało. Przeszedł się po wagonie, rozglądając się w każdą stronę, dobrze przyglądając się i nam, ale zagadał tylko do Ukraińców, mówiąc jednemu z nich, że fajny ma telefon. Po chwili wrócił na swoje miejsce na końcu wagonu i już do samego Tyraspola siedział odwrócony w stronę pozostałych foteli, rozglądając się.

Parę minut później pociąg ruszył. Po drodze mijaliśmy twierdzę w Benderach, przejeżdżaliśmy też mostem nad Dniestrem, a następnie trasa prowadziła wzdłuż drogi Tyraspol – Bendery. Mijane samochody często były jakby gorsze niż to, co widzieliśmy w Kiszyniowie. Spokojnie można było trafić na auta z okresu Związku Radzieckiego – trzeba jednak przyznać, że bardzo zadbane.

Przed samym Tyraspolem mija się kompleks klubu sportowego Sheriff. Mogliście słyszeć tę nazwę – Sheriff Tyraspol regularnie uczestniczy w europejskich pucharach. W skład kompleksu wchodzi: 10 pełnowymiarowych boisk piłkarskich, w tym jedno w hali, stacja benzynowa „Sheriff”, supermarket „Sheriff” (jest to najczęściej spotykana w kraju sieć supermarketów) i hotel „Sheriff”. Trzeba przyznać, że robi wrażenie.

W Tyraspolu wysiadło całkiem sporo osób. Na peronie stało paru milicjantów, i choć mój rosyjski jest bardzo słaby, to miałem wrażenie, że z głośników słyszę, dwukrotnie powtórzone:

– Pasażerów z Polski prosimy o wejście do budynku stacji i udanie się do służby migracyjnej.

Zastanawialiśmy się później, czy to możliwe. W końcu nikomu nie mówiliśmy po drodze, że jesteśmy z Polski. Krzysiek jednak miał na sobie koszulę z logo AleBrowaru, na którym bardzo wyraźnie napisane jest Hop Heads of Poland, a po wagonie przechadzał się ktoś, co do kogo nie byliśmy pewni, czy nie jest przypadkiem pracownikiem jakichś naddniestrzańskich służb. Niewykluczone jednak, że to wszystko nam się wydawało ze względu na legendy, jakie o Naddniestrzu krążą.

W holu stał wielki telewizor, na którym puszczany był pierwszy program telewizji rosyjskiej. W trakcie naszego pobytu na stacji akurat była to długa przemowa jakiegoś popa. Po drugiej stronie powieszony był rozkład jazdy pociągów, na którym zdecydowana większość pociągów była zawieszona ze względu na problemy finansowe.

Do okienka migracyjnej służby stała już spora kolejka. Udało się jednak dość szybko dostać karty migracyjne i je wypełnić. Karty mają opis po rosyjsku i po angielsku, więc z tym nie było żadnego problemu. W związku z tym, że byliśmy na terenie Naddniestrza mniej niż 10 godzin, celniczka powiedziała nam, by na kartach zaznaczyć tranzyt. Poprosiła też o przeczytanie na głos imienia, nazwiska i podanie otczestwa, które obok zapisu w łacince dopisała sobie obok cyrylicą. Do innych ludzi z kolejki faktycznie zwracali się otczestwem, więc gdyby coś ode mnie chcieli, byłbym Mateuszem Mirosławowiczem ;) Jedną część karty migracyjnej zabrano od razu na miejscu, drugą miałem mieć przy sobie i oddać na przejściu granicznym przy wyjeździe.

Cała procedura poszła jednak dość szybko. Dostaliśmy potrzebny stempel na karcie migracyjnej i od tego momentu byliśmy oficjalnie na terytorium Naddniestrza.

Jak dotrzeć do Naddniestrza? (Mołdawia i Naddniestrze, #3)

Alkohol zostawię na innego posta, bo ten zajął mi odrobinę za dużo czasu.

Jednym z głównych celów wyjazdu było zajrzenie do Naddniestrza. To nieuznawane przez żadnego członka ONZ państwo ostatnio sporo pojawia się w polskich mediach, w zasadzie tylko jako potencjalny punkt zapalny na linii Ukraina – Rosja. Na terenie PMR znajdują się siły pokojowe, złożone z przedstawicieli Mołdawii, Naddniestrza, Rosji i Ukrainy. Poza nimi w Tyraspolu i okolicach stacjonuje jeszcze 14. armia rosyjska, która uczestniczyła w walkach w 1992 r. – te oddziały są tam wbrew woli Mołdawii. Po zakazie tranzytu przez Ukrainę jedyną dostępną drogą do Naddniestrza dla rosyjskich żołnierzy jest przylot rejsowym samolotem do Mołdawii, a następnie przejazd z Kiszyniowa do Bender albo Tyraspola z użyciem któregoś z opisanych niżej środków transportu. O ile Mołdawia nie ma problemu z członkami sił pokojowych, to niezbyt akceptowani są przez nich żołnierze do nich nieprzynależący – czego efektem jest czasem deportacja.

Co ciekawe, w Kiszyniowie można spotkać sporo samochodów z naddniestrzańskimi tablicami. Ot, przykład. I tak, bardzo często były to Lexusy albo Range Rovery. Zaskoczyło mnie to, jak mało w Kiszyniowie było starych, zdezelowanych aut.

Gdy chcemy pojechać do Naddniestrza, mamy do wyboru dwa środki transportu: busy i kolej. Warto jeszcze ustalić, gdzie chcemy dojechać – czy tylko za samą granicę, czy chcemy zobaczyć też stolicę. Oba kierunki się nie wykluczają – Bendery i Tyraspol leżą tylko paręnaście kilometrów od siebie i mają naprawdę przyzwoitą komunikację publiczną.

Busy ruszają z centralnego dworca autobusowego, który mieści się obok głównego rynku. Od 6:30 do 19 kursy do Tyraspola są praktycznie co 15-20 minut, skrócone kursy do Bender co 20-50 minut. Cały rozkład można zobaczyć tutaj, bilet do Bender kosztuje 31 lei (6,20 zł), a do Tyraspola 37 lei (7,40 zł). W drugą stronę jest drożej – dokładnych cen niestety nie pamiętam, ale za bilet z Bender do Kiszyniowa zapłaciliśmy bodajże 34 ruble naddniestrzańskie (~11 zł). Przejazd trwa około 1h-1h30, zależnie od kolejki na granicy i ruchu. Tabor jest zależny od kursu – od autokarów rejsowych po typowo marszrutkowe busiki. Kontrola graniczna odbywa się na wjeździe do Bender. Rozkład busów z dworca w Benderach.

W przypadku pociągów jest w zasadzie jedna dobra opcja: pociąg o 7:34 z Kiszyniowa do Odessy (przed wyjazdem sprawdź aktualny rozkład). Pociąg po drodze zatrzymuje się w dwóch miejscowościach po mołdawskiej stronie, następnie w kontrolowanej przez Mołdawię części stacji Bendery-2 (dokładniejszy opis za chwilę), w kontrolowanej przez Naddniestrze części stacji Bendery-2, a o 9:40 w Tyraspolu. Bilet kosztuje tylko 14 lei (~2,80 zł). Natychmiast po przyjeździe do Tyraspola należy zarejestrować swój pobyt w okienku służby granicznej w hali dworca.

Bilety można kupić w budynku centralnego dworca kolejowego (przystanek trolejbusowy Gara Feroviara) – należy podejść do kas dla połączeń krajowych, bo z perspektywy Mołdawii przejazd do Tyraspola to przejazd wewnątrz kraju. Co najmniej jedna kasa jest czynna całodobowo. W budynku można też znaleźć bankomat, kawiarnię z piwem, makietę kolejową, akwarium, pokoje, w których można za opłatą przenocować, automat do doładowań Orange…

Pociąg do Odessy odjeżdża z głównego dworca. Część pociągów (oznaczonych w rozkładzie jako „trenurile suburbane”) odjeżdża z dworca podmiejskiego, który znajduje się kilkaset metrów na północ, da się jednak do niego przejść bezpośrednio z głównego kompleksu. Odjeżdżają stamtąd też dwa pociągi dziennie do stacji Bender-2, końcowa stacja tych pociągów jest kontrolowana przez Mołdawię i koleje mołdawskie, ale otoczona jest ze wszystkich stron przez tereny, nad którymi bezpośrednią kontrolę sprawuje Naddniestrze. Jeżdżą tam spalinowe składy Ganz D1 z drewnianymi siedzeniami – zdjęcie ze stacji Bender-2 węgierskiego blogera. Dosłownie 300 metrów dalej na południe mieści się „właściwa” stacja Bender-2, która jednak jest już kontrolowana przez Naddniestrze. Z tego co czytaliśmy w Sieci, nikt nie był pewien, czy pociągami podmiejskimi obcokrajowiec może legalnie wjechać do Naddniestrza. Nawet odpowiedź MSZ Naddniestrza na pytanie w tej sprawie niewiele rozjaśniła, więc na wszelki wypadek polecam sprawdzoną trasę do Tyraspola :)

Jeśli ciekawi Was jakiś konkretny temat odnośnie Mołdawii i Naddniestrza, piszcie albo tu w komentarzach, albo do mnie prywatnie. Jeśli będę cokolwiek wiedział, postaram się o tym napisać.

Kiszyniowski transport i pocztówki (Mołdawia i Naddniestrze, #2)

Gdy już wylądujemy w Kiszyniowie, pojawia się problem, jak dostać się do miasta. Przydatne w tym może być zdobycie lokalnej waluty. Na lotnisku mamy do wyboru kilka bankomatów i kantorów, które wymieniają euro, dolary, franki szwajcarskie i rosyjskie ruble. Orientacyjny kurs w momencie naszego wyjazdu wynosił około 5 lei za jedną złotówkę.

Z lotniska do miasta mamy do wyboru 3 opcje:
– Taksówki – cena przejazdu to około 80-120 lei (16-24 zł). Nie korzystaliśmy.
– Autobus linii A – tu istnieje nawet coś takiego, jak rozkład, z którego można wywnioskować, ze autobus jest średnio co godzinę i przejazd do centrum miasta zajmuje około 40 minut. Bilet kosztuje 3 lei (~60 gr). Autobus przejeżdża główną ulicą przez całe centrum miasta i próbowaliśmy go użyć w drodze powrotnej. Niestety, w centrum miasta akurat trwały demonstracje i dwa kursy z rzędu nie przyjechały.
– Marszrutka linii 165 – ich parking jest po prawej stronie po wyjściu z terminala. Jeżdżą co 10 minut i, jak to marszrutki, zatrzymują się w zasadzie w dowolnym miejscu po drodze. Bilet też kosztuje 3 lei, a po drodze przejeżdża się między innymi obok stadionu Zimbru Chisinau i dworca kolejowego. Busy dojeżdżają do ulicy (str.) Ismail po tej trasie.

Po drodze minęliśmy Tu-134 należącego kiedyś do Air Moldova.

Tu-134

Około 40 minut jazdy w zatłoczonym, solidnie nagrzanym Mercedesie Sprinterze i dotarliśmy na przystanek końcowy. Jako, że rozkłady są rzadkością i nie są zbyt szczegółowo przestrzegane, chyba najlepszym sposobem na opanowanie lokalnej komunikacji miejskiej jest Easyway – odpowiednik naszego jakdojadę dla kilku krajów Europy Wschodniej. Posiada aplikację na Androida i iPhone, ceny przejazdów, właściwie wszystko, czego potrzeba. Dopóki jednak kręcimy się w miarę w centrum, komunikacja miejska nie jest zbytnio potrzebna – całą ulicę Stefana cel Mare da się spokojnie przejść w godzinę. Polecam jednak przejażdżkę trolejbusem – bilet kosztuje jedyne 2 lei (~40 gr). Co ciekawe, w większości trolejbusów są głosowe zapowiedzi przystanków. Kierowca ma też do dyspozycji mikrofon, którego często używa, by informować, że jedzie np. na skróconej trasie. Tabor jest różnorodny – od starych ZiU po całkiem nowe maszyny.

Trolejbus linii 4 w Kiszyniowie

Z przystanku poszliśmy zrzucić bagaże w naszym hostelu – Funky Mamaliga Hostel. Za noc w pokoju wieloosobowym zapłaciliśmy około 33 zł za osobę, rezerwując przez hostelbookers.com. W cenie pokoju jest „śniadanie” składające się z bochenka chleba położonego w kuchni, marmolady i masła, a także dostęp do WiFi. Hostel mieści się na ulicy Mihail Kogalniceanu 16, w miarę blisko głównej ulicy. Jest czysta pościel, łazienka, kuchnia, więc w zasadzie wszystko, czego potrzeba. Aby korzystać z zamykanej na kluczyk szafki, trzeba zostawić depozyt 50 lei.

Patio hostelu

Ogródek hostelu

Pocztówki i znaczki można kupić na centralnej poczcie, która mieści się przy ulicy Ștefan cel Mare și Sfînt 134. Sam urząd jest czynny codziennie od 7 do 19, ale część filatelistyczna w soboty zamyka się o 16, a w niedzielę jest w ogóle nieczynna, a tam jest największy wybór pocztówek. Znaczek priorytetowy do Polski kosztuje 11 lei (~2,20 zł), a ekonomiczny 9,50 lei (~1,90 zł). List wysłany w piątek priorytetowym we wtorek już był w Gdańsku, na ekonomiczne nadal czekam.

Budynek centralnej poczty

Przy wejściu do poczty jest też mały salon Orange, ale gdy zapytałem o język angielski, sprzedawca przekierował mnie do większego salonu, znajdującego się może z 50 metrów na lewo od wejścia do poczty. Działa tam system numerków, jak w naszych salonach. Po odczekaniu około 40 minut dogadałem się bez problemu ze sprzedawczynią i wyszedłem z mołdawską pre-paidową kartą sim.

Starter kosztował mnie 30 lei (6 zł) i na koncie od razu było 30 lei. Aby aktywować numer, musiałem zadzwonić na jakikolwiek inny numer. Wtedy miałem możliwość wyboru języka – dostępny był też angielski i wybór ten oznaczał, że wszystkie komunikaty odtąd dostawałem po angielsku. Doładować konto można choćby w automatach, które są w bardzo wielu punktach stolicy. Rozmowa do Polski kosztuje 4,50 lei za minutę (~90 gr). W ofercie są też pakiety 500 MB internetu ważne na 24 godziny, które kosztują 10 lei (2 zł). Są też do wyboru pakiety trzydziestodniowe. Na lokalne numery komórkowe dzwoni się, dodając 0 przed numerem.

Przydatne kody:
*133# – sprawdzenie stanu konta
*100*32# – aktywowanie pakietu internetowego.

W kolejnej części opiszę lokalne piwa i sposoby na dotarcie do Naddniestrza.

Skoczmy do Mołdawii, bo czemu nie (Mołdawia i Naddniestrze, #1)

Od jakiegoś czasu męczył mnie taki drań, co to się travel bug nazywa. Łaził za mną i podszeptywał.

– No pojedź gdzieś, pojedź.

Wredna z niego bestia, to i w końcu mu uległem. Gdy zobaczyłem, że LOT w Szalonej Środzie oferował kilka wschodnioeuropejsko-bałkańskich kierunków, w tym Mołdawię za 399 zł w obie strony, puściłem SMS do znajomego, który natychmiast zapalił się do pomysłu. Jeden spontaniczny zakup później zostałem posiadaczem biletów na dni 5 i 7 czerwca na trasie Warszawa – Kiszyniów. Do zestawu były jeszcze potrzebne bilety na Pendolino. Bardzo przydatne jest przypomnienie na 30 dni przed odjazdem, by kupić bilety – to najwcześniej, jak da się je dorwać, a wtedy bilet studencki kosztuje 24 zł. W Warszawie byliśmy o 8:30, co jest wystarczającym zapasem jeśli chodzi o transfer i odprawę na Okęciu.

Warszawa z okna pociągu

Z Dworca Centralnego są dwa dobre sposoby na dostanie się na lotnisko:

  • Pociąg – na lotnisko jeżdżą pociągi SKM i Kolei Mazowieckich, w obu honorowane są bilety warszawskiego ZTM (z tym że w KM trzeba pójść do kierownika pociągu, by „skasował” bilet). Podróż trwa około 20-25 minut, więc potrzebny jest bilet jednorazowy przesiadkowy ważny 75 minut – 4,40 normalny, 2,20 ulgowy. Niektóre pociągi jadą z Centralnego, inne ze Śródmieścia (połączony z Centralnym, ale ok. 10 minut piechotą)
  • Autobus 175 odjeżdża sprzed Dworca Centralnego. Bez korków droga trwa 22 minuty. Cena ta sama co w przypadku pociągu, bilety też.

My wybraliśmy pociąg i wysiedliśmy na podziemnym peronie, z którego bezpośredni korytarz prowadzi do terminalu. Zaraz przy wyjściu z korytarza są od niedawna dwa McDonaldy z całkowicie normalnymi cenami. Odprawy na Okęciu są piętro wyżej i w przypadku LOT-u najpierw podchodzi się do któregoś z kiosków samodzielnej odprawy, by wydrukować sobie papierek pełniący funkcję karty pokładowej, a następnie do stanowiska odprawy, by tam zostawić bagaż.

Samoloty LOT i szwajcarskich linii lotniczych stoją przy bramkach po prawej stronie terminala.

Razem z otwarciem świeżo wyremontowanej części terminala lotniskowego, otwarto też taras widokowy. Wejście do niego jest spoza budynku, z lewej strony. Zdecydowanie nie polecam schodów w ciepłe dni, chyba że ktoś lubi spacer cztery piętra w dół w bardzo słabo wentylowanej klatce schodowej bez klimatyzacji. Sam taras jest bezpłatny i przyjemny.

Taras widokowy

Samolot Small Planet Airlines

Kontrola bezpieczeństwa jest prowadzona w dość standardowy sposób, choć załapałem się chyba pierwszy raz na przegląd absolutnie całej zawartości plecaka. Jako że lecimy poza strefę Schengen, po niej jeszcze kontrola paszportowa i można już czekać na samolot.

Strefa oczekiwania na samolot dla lotów non-Schengen

Na trasie do Kiszyniowa latają Bombardiery DHC-8-400, które są samolotami turbośmigłowymi i mieszczą na pokładzie 78 pasażerów. Do niedawna te samoloty należały do EuroLOT, teraz zostały przejęte przez spółkę-matkę (podobnie jak samo połączenie do Kiszyniowa). Zapewne wpływ na to mógł mieć trwający długi weekend, ale na pokładzie do Mołdawii leciało tylko ok. 30 osób.

Bombardier Dash 8 Q400, SP-EQC

W samym przelocie wyróżniało się tylko parę rzeczy. Jedno to oczywiście darmowy poczęstunek, którego na pokładzie tanich linii się nie uświadczy ;)

Poczęstunek - szklanka wody i Prince Polo

Kolejna kwestia – przy podchodzeniu do lądowania nieźle trzęsło. Swój wpływ na to oczywiście miał wiatr, ale myślę, że i rozmiar samolotu, porównując z A320 czy B737. Do tego samoloty turbośmigłowe to dużo wyższy poziom hałasu – na tyle, że części komunikatów załogi po prostu nie dało się zrozumieć.

Pas lotniska w Kiszyniowie

Mniej więcej w rozkładowym czasie wylądowaliśmy w Kiszyniowie. Budynek terminala jest właśnie rozbudowywany, więc nie cała powierzchnia jest dostępna. Autobus, który podjechał po nas do samolotu bardzo przypominał tczewskie pojazdy Meteora.

Terminal lotniska w Kiszyniowie

W autobusie lotniskowym

Jednej rzeczy na miejscu nie ogarnęliśmy – zaraz po wyjściu z samolotu część osób podchodziła do obsługi naziemnej, by odebrać od nich bagaż, który jak się okazało, był bagażem podręcznym włożonym do luku. Przez to na moment opóźniliśmy autobus lotniskowy, bo myśleliśmy, że też musimy odebrać nasz w ten sposób. Okazało się jednak, że bagaż rejestrowany powędrował w normalny sposób do terminala.

Jeszcze tylko kontrola paszportowa, dokonana przez niespecjalnie uśmiechniętą celniczkę i odtąd mogę mówić, że byłem w trzynastu krajach. A może już czternastu? Odnośnie tego można dyskutować, ale o tym w następnych częściach.

Tymczasem jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia, które jak japoński turysta strzelałem wszystkiemu, co było poniżej mnie i wyglądało jak rzeka, miasto lub przejście graniczne podczas lotu, polecam album na Imgurze. Tam też zapraszam tych, którym nie chce się czekać na kolejną część :)

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.