Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Monthly Archives: Luty 2008

Po rekolekcjach

Mimo tego, że pora już dość późna, biorąc pod uwagę, że następnego dnia muszę wstać na szóstą, to stwierdziłem, że trzeba w końcu opisać rekolekcje. Krótkie relacje, które wychodziły mi lepiej niż myślałem, zawarłem już na blipie zdjęcia zaś wrzuciłem na picasaweb, ale teraz pora opisać dokładniej przemyślenia. Może nie będzie to typowe literackie sprawozdanie, ale po kolei postaram się omówić te ważniejsze kwestie.

Droga do Gniewu ma to do siebie, że po obu stronach, gdy jest dobra widoczność, widać dość daleko pola. Niektórym się podoba, innym mniej, mi bardziej. Sam Gniew to miasteczko niewielkie, chociaż właściwie niemalże połączone z pobliską Nicponią (aż się dziwię, że nie wchłonęli Nicponi ;]). Wzgórze zamkowe zdecydowanie góruje nad okolicą. Gniew nie jest duży (kilka tysięcy mieszkańców), ale bloki również posiada, kiedyś też jeździły tam pociągi, po których pozostało nieco torów i budynek stacji kolejowej. Transport dobry jest szczególnie do Tczewa, Pelplina i Starogardu Gdańskiego, co powoduje, że ten pierwszy stanowi centrum młodzieży licealnej (co prawda jest tu tez zespół szkół ponadgimnazjalnych, ale niewielki, poziom też chyba nieszczególny), dokąd jeździ zarówno PKS, jak i busiarze. W Gniewie wydawany jest też miesięcznik, Nowiny Gniewskie, do którego zakupu udało się mnie namówić siostrze Milenie, lokalnej zakonnicy, swoją drogą bardzo uparta kobieta, niemniej paru ciekawych rzeczy o jej mieście od niej zdążyłem się dowiedzieć. Same Nowiny zbyt ciekawą gazetką nie są, przypominają nieco tczewską Panoramę Miasta, a kosztują 2,50 zł. Miasteczko złe nie jest, niemniej spotkaliśmy paru buraków (jeden próbował staranować kolegę, drugi, chłopaczek w dresie o posturze podobnej do mojej, tak szedł, że celowo nie zmieścił się w bramie wejściowej), ale to zdarza się wszędzie.


Dormitorium
Zamku w Gniewie znajduje się w południowym jego skrzydle, z okien pokojów rozprzestrzenia się bardzo ładny widok na pobliską równinkę, a przy dobrej widoczności widać też Kwidzyn . Jedliśmy w pobliskim Hotelu Marysieńka, na czwartym piętrze, tam gdzie normalni goście hotelowi już nie docierają ;]

Jeśli chodzi zaś o grupy, które przyjeżdżały by namówić nas do wstąpienia w swoje szeregi, były to, tak jak zapowiadałem, kolejno ZHR, Neokatechumenat i Opus Dei. Z ZHR przyjechało małżeństwo, które jak zrozumiałem, dowodzi Związkiem Harcerstwa Rzeczypospolitej w pomorskim, poopowiadali całkiem przyjemnie, facet fajnie grał na gitarze, ale nic poza tym. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, może dlatego, że nigdy nie uważałem, że harcerstwo jest czymś dla mnie. Jeśli chodzi o Neokatechumenat, przyjechało również małżeństwo, ale tym razem rodzice jednej koleżanki z rocznika, którzy nie skupili się na samej organizacji, a raczej na tym, jak znaleźli drogę do Boga, co im to daje, i, jak każda grupa, zachęcali nas do szukania swojej drogi powiększenia swojej integracji z Kościołem. Zrobili dużo lepsze wrażenie niż znane mi osoby z neokatechumenatu, niemniej jestem co do tej organizacji lekko uprzedzony ;] Następnego dnia spotkaliśmy się z kasztelanem zamku, członkiem Opus Dei, z dziwnego powodu zarówno ja, jak i mój kolega (tutaj zaznaczam, że on w przeciwieństwie do mnie należy do organizacji kościelnych, jak Oaza, i robi kurs na ceremoniarza ;]) byliśmy dość wyczuleni, słuchaliśmy z zaciekawieniem, ale i tak tylko udało nam się potwierdzić nasze opinie, fakt, że ta organizacja ma poglądy zgodne z nauką Kościoła, ale tutaj możnaby długo opisywać, co właściwie jest moim zdaniem nie tak, że wspomnę tylko o dyktowaniu sposobu spędzania czasu, oddawaniu majątków na „dzieła korporacji” przez numerariuszy (trzon organizacji, około 30-35%, ludzie żyjący w celibacie).

Jeśli chodzi o ludzi, nie wiem czy to spotkanie bardziej nas zintegrowało, trwało jednak zbyt krótko. Dzięki długości jednak, mogliśmy spokojnie dużo więcej czasu spędzić w nocy, wszak to tylko 1,5 dnia, i można wyspać się w domu. Sam poszedłem spać około 3:30, a wstałem o 7:20, ale dzień później mam wrażenie zaskutkowało to jednak paroma dziwnymi zdarzeniami.

Mimo, że były to rekolekcje, niewiele wspomniałem o kwestiach wiary. Może dlatego, że niewiele we mnie odmieniły? Fakt, byłem dziś bardziej kontaktowy w stosunku do ludzi niż zwykle, ale to może być efektem późnego wieczora i nocy dnia pierwszego, gdy właściwie próbowaliśmy się zbiorowo integrować na różne sposoby ;]

Reklamy

Rekolekcje

O 8:30, czyli za godzinę i 15 minut wyjadę z mojego miasta razem z około 40 osobami z mojego rocznika na szkolne wyjazdowe rekolekcje na zamek w Gniewie. W planach dużo modlenia się, by nas na siłę zmęczyć, by nic głupiego nie wpadało nam do główek, a także spotkania z przedstawicielami takich organizacji jak: Opus Dei, Neokatechumenat, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Nie będę miał tam dostępu do internetu, ale od czego Blip? Tak więc właśnie tutaj będzie można czytać relację prawie na żywo. A po powrocie zrobię podsumowanie tutaj na blogu.

Pozdrawiam i życzę miłego poniedziałku i wtorku! Wracam we wtorek po południu.

Szkoła wyznaniowa

Bohaterowie: pedagog (P), M. i K. – uczniowie.

P: K., uczesz się wreszcie kiedyś.
K: Nie, jestem nieustępliwy i nie mam zamiaru się czesać.

[po chwili]

K: Nie pozwala mi na to moja wiara, w Koranie nie ma nic o czesaniu się.
P: Ale to jest szkoła katolicka…
K: Ja wierzę w co chcę, a moja religia nie pozwala mi się czesać (to chyba akurat kłamstwo)
M: Proszę pani, to jest szkoła wyznaniowa.
P: Tak, ale tylko z jedną religią w nazwie.
M: Ale wyznaniowa.

[pani pedagog wyruszyła w dalszą drogę, zaprzestając prób namówienia K. do uczesania się]

Kolejka domowa

Dzisiaj z szafy wyjęta została moja kolejka, której używałem w dzieciństwie. Obecny jej stan jest tragiczny, napęd nie działa, lokomotywka popsuta, tory powyginane, ale o dziwo prawie 90% z nich jest przejezdne. Oto zdjęcia z niej:

Kolejka

Super Speed

)

Oto, jakie cudowne staty podawał mi menedżer aktualizacji na ubuntu. Dodam, że moje łącze ma maksymalny możliwy download o tej porze na poziomie 340… kilobitów na sekundę. A pobierałem raptem 70 MB aktualizacji. To są efekty dziwnej jakości działania domowego wifi :)

A w Czadzie zamieszanie

Jak podaje bbc, tysiące czadyjskich rebeliantów wkroczyły do stolicy Czadu, N’Djameny i zmierzają w kierunku pałacu prezydenckiego. Jak zwykle w przypadku wojen domowych, które są bliskie rozstrzygnięcia, temat mnie interesuje, chociaż tym razem z nieco innej strony. a właściwie paru stron.

Po pierwsze, jak zachowają się francuskie wojska, które znajdują się w stolicy? Czy będą jej bronić, czy zostaną zaatakowane? Rzecznik francuskiego ministerstwa obrony powiedział BBC, że siły rebeliantów w stolicy liczą sobie kilka tysięcy ludzi, i że wkroczyli do stolicy zadziwiająco łatwo. Jedna z grup rebeliantów zadeklarowała w zeszłym roku stan wojny przeciwko francuskim wojskom. W N’Djamenie znajduje się francuskie wojsko, ale także około tysiąca cywilów. Co z nimi? Armia co prawda ma plany ewakuacji (wg BBC przygotowywane są samoloty, które ewakuowałyby Francuzów), czy będzie ona potrzebna?

Jak wygląda życie zwykłych ludzi w mieście w takiej sytuacji, poza tym, że pozostają w domu? Jak podaje BBC, szkoły są zamknięte, telewizja i radio zaprzestały nadawania, ciężko jest kupić benzynę, a siły rebeliantów są około 1,5 km od pałacu prezydenckiego. Odcięte zostały także niektóre linie telefoniczne. Główny bazar pozostaje zamknięty od czwartku. Jak podaje strona Air France:

Słabo znam francuski, ale o ile dobrze rozumiem, jest tu napisane, że dzisiejszy lot z Paryża o 16:10 odwołali. Zapewne lotnisko albo w tej chwili ma większość lotów odwołanych, albo zostało zupełnie zamknięte i jedynymi samolotami tam latającymi są wojskowe (trzeba tu wspomnieć, że Czad nie posiada wg Wikipedii myśliwców takich jak nasze MiG-i, czy F16, a jedynie nieco samolotów transportowych, treningowych ewentualnie do użycia w walce i śmigłowców, ale na lotnisku w N’Djamenie stacjonują też francuskie Mirage).

Pewnie wszystko okaże się jeszcze dziś. Jeśli rebelianci wygrają, to co potem? Czy wszystko będzie toczyć się jak dotąd? No i co się stanie z Idrissem Deby?