Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Monthly Archives: Styczeń 2008

Telefonia komórkowa wraca do KRLD

Jak podaje North Korean Economy Watch, poinformowane z kolei przez niejakiego Wernera, Orascom Telecom otrzymało pierwszą komercyjną licencję na stworzenie i obsługiwanie sieci telefonii komórkowej w standardzie 3G na terenie Korei Północnej.

Licencja została przyznana firmie CHEO Technology JV Company (“CHEO”), w której 75% udziałów posiada Orascom Telecom, a pozostałe 25% należy do państwowej Korea Post and Telecommunications Corporation (Koreańska Korporacja Pocztowo-Telekomunikacyjna?). Zgodnie z licencją, CHEO ma prawo do działania na terenie całego kraju, okres jej trwania to 25 lat, przez pierwsze 4 lata mają zapewniony też monopol na rynku.

Orascom Telecom ma zamiar zainwestować w ciągu najbliższych trzech lat nawet do 400 milionów dolarów w budowę sieci telefonii komórkowej na terenie KRLD. W planach na najbliższy rok mają rozbudowanie sieci na Pjongjang i inne większe miasta północnokoreańskie.

Jak podaje Wikipedia, nie jest to pierwsze wprowadzenie sieci telefonii komórkowej do KRLD. Już w listopadzie 2002 roku rozpoczęto konstruowanie sieci w KRLD, która swoim zasięgiem obejmowała większe miasta, należała do państwa. Do listopada 2003 roku 20 tysięcy Koreańczyków zdążyło zakupić telefony komórkowe. Nie nacieszyli się jednak nimi zbyt długo – 24 maja 2004 roku nagle zostały one zakazane. Najprawdopodobniej sieć do użytku rządowego nadal istnieje w stolicy, lecz nie mogą z niej korzystać cudzoziemcy przebywający w okolicy.

Ten post to część mojego testu, czy dałbym radę pisać artykuły o Korei Północnej w miarę często i ciekawie, wiadomości są prawdziwe, lecz niewykluczone, że tematyka północnokoreańska już niedługo się z tego bloga wyniesie.

Reklamy

Pierwszy Tu-204 dostarczony do Air Koryo

Wygląda na to, że pierwszy w Polsce znalazłem i umieściłem na forum o KRLD konkretne dowody potwierdzające dostarczenie pierwszego Tu-204 do Air Koryo, północnokoreańskich linii lotniczych. Informację o tym podała strona Frontier India, a także dwa fora – Luchtzak Aviation i Nordkorea-Info.de (to ostatnie po niemiecku). Więcej informacji odnośnie samolotu można znaleźć na airliners.net. Jeden z samolotów jest całkiem nowy, drugi służył już w liniach Vnukovo.

Co to oznacza dla Air Koryo? Linia ta jako jedna z trzech linii lotniczych otrzymała jedną gwiazdkę w rankingu Skytrax, ponieważ jej dotychczasowa flota składała się wyłącznie ze starożytnych samolotów produkcji radzieckiej – Iłujszynów Ił-18, Ił-62, Ił-76 Antonov An-24 (ach, gdzie te czasy gdy An-2 latały do Gdańska… :D), Tupolewów Tu-134 i Tu-154. Absolutnie żadnego z tych samolotów nie można określić jako „nowoczesne”, chociaż działają jakoś nawet bez większych katastrof.

Zakup dwóch Tu-204 można określić jako duże unowocześnienie floty, może to pozwoli na zdjęcie Air Koryo (przynajmniej tych samolotów) z czarnej listy przewoźników w Unii Europejskiej, co dałoby możliwość wznowienia lotów do któregoś z krajów UE. Czy jednak stanie się to w chwili, gdy (podobno, a przynajmniej tak podaje www.northkorea.pl) trwają dyskusje nad zamknięciem niepotrzebnych ambasad, w tym ambasady w Polsce? Spotterzy mogą zacierać ręce, co prawda jeden z samolotów był już używany przez linię Vnukovo, ale mimo wszystko dwa nowe kąski w barwach tak specyficznych linii lotniczych…

Wojny śmietnikowe, koniec ferii i takie tam

Kilka dni temu ze zdziwieniem stwierdziłem, że przy śmietniku widzianym przeze mnie z okna majstrują robotnicy. Następnego dnia okazało się, że montują drzwiczki. Zastanawiałem się, po co drzwiczki do ceglano-blaszanej wiateczki z trzema pojemnikami na śmieci. Odpowiedź poznałem dwa dni później, a zarazem dwa dni temu, wynosząc tam śmieci. Otóż, drzwiczki były już niemalże gotowe, a w środku stała sprzątaczka z bloku obok. Wyrzuciłem śmieci, i grzecznie spojrzałem na nią, jako że obserwowała mnie z odległości około jednego metra. Zapytała, z którego bloku jestem, wskazałem więc na miejsce, z którego piszę notkę, po czym rozmowa potoczyła się dalej:

Sprzątaczka: Nie będziecie już tu przychodzić wyrzucać śmieci.
Ja: A przepraszam, z jakiego powodu?
Sprzątaczka: Właśnie montowane są drzwiczki i śmietnik będzie zamykany.
Ja: Po co?
Sprzątaczka: Ten śmietnik należy do TEGO bloku. [wskazała przy tym na blok obok] Wy macie swój śmietnik gdzieś tam. Odtąd tam będziecie chodzić.
Ja: Hmm… Głupie, ale cóż.

Sprzątaczka uśmiechnęła się, cała radosna z tego, że udało jej się pokazać mi moje miejsce w szeregu. Wybyłem zatem, zmierzając w kierunku babci, z którą miałem iść na zakupy, śmiejąc się coraz bardziej. Wyjaśniłem jej, co się stało, po czym wyruszyliśmy na zakupy. Najwyraźniej ta kwestia niesamowicie ją zajmowała, ponieważ co chwila wracała do niej w dyskusji. Stwierdziłem, że mam dość rozmowy o tym, chcę po prostu wiedzieć, gdzie ja w końcu do cholery mam te śmieci wyrzucać? Zrozumiała.

Zaraz po powrocie do domu usiadłem do komputera, by zająć się kolejnym niesamowicie ważnym przelotem (o tym później), wyjrzałem jednak przez okno, by zobaczyć, że śmietnik już zamknięty, najwyraźniej na klucz (nie wiem, nie dotarłem tam jeszcze), a przed śmietnikiem stoi już pierwszy worek z czyjąś produkcją zbędną. Poinformowałem o tym babcię, i podczas mojego przelotu na trasie, której już nie pamiętam (zapewne Pruszcz Gdański – Wilno, albo Wilno – Mińsk, o ile dobrze kojarzę daty) usłyszałem rozmowę telefoniczną, dobiegającą z przedpokoju. Była ona bardzo emocjonalna, ale zawierała kilka tez i postulatów, z którymi się zgadzam, a mianowicie:

    • – Do czego to dochodzi, by śmietniki zamykać.
      – Śmietnik, do którego teraz podobno mamy chodzić, znajduje się o 50 metrów dalej, i jest współdzielony z jednym lub dwoma blokami (aż tak dokładnie nie znam rozkładu śmietników na osiedlu :D), podczas gdy większość bloków ma własne śmietniki, niektóre nawet dwa.
      – Do czasu rozwiązania tej kwestii pod drzwiczkami nowozamkniętego śmietnika będą pojawiać się kolejne worki.
  • Pojawiły się też odpowiedzi i usprawiedliwienia:

    • – Administracja dowiedziała się o tym dopiero dzisiaj, jako że okazuje się, że blok stojący 30 m stąd należy do innej spółdzielni.
      – Jak wynika z informacji administracji naszej spółdzielni, tamten śmietnik został zamknięty z powodu regularnego przepełniania go przez okoliczne: sklep spożywczy, aptekę, solarium, salon fryzjerski, kebabownię, a także nasz blok.
      – Kluczyki do śmietnika posiadają wyłącznie mieszkańcy sąsiedniego bloku.
  • Wnioski wyszły takie, że nasz blok powinien mieć swój śmietnik. Aby jednak tego dokonać, musiałoby znaleźć się na niego miejsce, co oznacza ograniczenie miejsca na plac zabaw. Bardzo przyjemna sytuacja, nieprawdaż? Niemniej, co za różnica, do którego śmietnika kto wyrzuca śmieci, skoro i tak trafiają w to samo miejsce?

    Kończą się ferie zimowe w moim województwie. Zaliczam je do udanych, jako że 20 godzin spędziłem grając w Microsoft Flight Simulator 2004, co zaliczam do czasu zmarnowanego, niemniej było fajnie, rozbiłem w tym czasie około sześciu samolotów, nie licząc gry multiplayer z kolegą, w trakcie której dokonaliśmy chyba czterech czy pięciu zderzeń (nie zapomnę tego „O fuck, zrzuciłem paliwo!!!” nad Zatoką Gdańską podczas przelotu na trasie Babie Doły – Kaliningrad ;]). Swoją drogą, w tym czasie miejsce miała również jedna katastrofa realna (wypadek samolotu CASA w Mirosławcu – chciałem tam polecieć, ale lotniska w Mirosławcu nie ma w FS2004), cóż, samoloty czasem spadają, zdarza się. A że ILS był niesprawny – cóż, można uznać, że nigdy go tam właściwie nie było, skoro stał od sześciu lat nieruszany. Jest też jedna pozytywna strona żałoby narodowej – strony w odcieniach szarości wyglądają moim zdaniem wyjątkowo dobrze (ma ktoś stary czarno-biały monitor na stanie? :D) i niektóre przynajmniej mogłyby takimi pozostać. W trakcie ferii wpadłem też przynajmniej na kilka szaleńczych pomysłów, ale o tym niewykluczone, że opowiem później. Na dzisiaj wystarczy ;)

    Korea Północna w 1998 r.

    Poprzez DPRK Forum znalazłem ciekawe zdjęcia z Korei Północnej, zrobione przez Amerykanina, który uczestniczył w programie pomocy humanitarnej w 1998 r. Jako ciekawostkę można powiedzieć, że zdjęcia już wtedy były zrobione aparatem cyfrowym. Zdjęcia jego są w dwóch osobnych albumach, jeden z widoczkami, drugi z ludźmi i działaniami. Wrzuciłem też linka do tych albumów na wykop. Warto obejrzeć, ponieważ zawierają zdjęcia z miejsc, gdzie turyści raczej się nie zapuszczają. Ciekawe tam mają góry i wzgórza, interesującą rzeczą byłoby kiedyś tam się znaleźć… I tak nie wytrzymałbym dłużej niż tygodnia tam ;D

    Leciutki remanent.

    Dawno nie przeglądałem pobocznych spraw na tym blogu, zająłem się tylko i wyłącznie bardzo nieregularnym pisaniem notek. Zrobiłem jednak porządek w Blogrollu, o ile porządkiem można nazwać jego gwałtowną ekspansję. Niektóre z rzeczy, które tam się znajdują, mogą budzić kontrowersje, ale tam gdzie miałem jeszcze jakieś odczucia, dodałem komentarz, który wyświetla się po najechaniu, więc proszę o niepytanie mnie, czemu właściwie takie blogi czytam, albo takie strony polecam.

    Z innych ciekawych spraw, miałem zasiąść do kolejnego odcinka opowiadanka o murach, ale patrząc na godzinę na zegarze w moim ubuntu (00:58, dla Kondzia specjalnie – @40) , chyba wybiorę jednak sen. Nic no, może później. Może będę miał więcej do dopisania wtedy…

    Druga w nocy

    Druga w nocy i dziwne piosenki sprzyjały przemyśleniom. Sytuacja się pogarszała. Wyraźnie był odsuwany na boczny tor. Ze zdziwieniem odkrył, że obecna grupa jego znajomych stanowi w wielu wypadkach nieodgadnioną dla niego rzeczywistość za ścianą. Porozmawiać, zrobić coś razem – i owszem, ale żeby dowiedzieć się czegoś bardziej osobistego, nie mógł po prostu porozmawiać, jak to dawniej bywało. Musiał angażować całe swoje moce przerobowe, analizować strzępki zasłyszanych rozmów, podpytywać bardziej zaufanych osób o jakieś informacje, które rzadko były, a nawet jeśli, to dana osoba nie chciała ich ujawniać. Prawda, przyjaźń ważniejsza niż zaspokojenie ciekawości nawet osoby, która tego dalej nie wyda, nareszcie ludzie zaczynali to rozumieć.

    Nagle znalazł się w miejscu, gdzie rzeczywiście stała taka ściana. Spróbował rozbić ją narzekaniem każdej napotkanej osobie. Jedna stwierdziła, że ściana powstała przez rozglądanie się na boki. Druga powiedziała mu, że to co za ścianą, i tak nie ma szans na stworzenie czegoś budującego, pozytywnego, dlatego niepotrzebna mu wiedza, co tam właściwie jest. Sama jednak wyjęła maleńką cegiełkę z muru, by dać choć trochę mglistego pojęcia na to, co tam się znajduje.

    Dziura powstała po wyjęciu cegiełki była dość duża, by przez nią zajrzeć. Na początku nie zobaczył tam nic. Przypominając jednak sobie dziwną zagadkę otrzymaną od pierwszej osoby, pojedyncze słowa od drugiej i ledwo co widoczne widmowe ruchy po drugiej stronie, zbudował sobie swój własny obraz tego, co tam było. Cały radosny podzielił się swoim odkryciem z pierwszą osobą, gdy nagle po drugiej stronie pojawiła się trzecia osoba. Powiedziała, że jeszcze za wcześnie na to, by murek zniknął, ale z czasem będzie słabnąć. On tymczasem przeczuwal, że trzecia osoba, a także druga, są częścią tej dziwacznej układanki, gdzie każdy mógł stać się jej elementem, i było to od niego niezależne.

    Rozejrzał się wokół, i ze zdziwieniem stwierdził, że po lewej właśnie rośnie kolejna ściana. Budowała ją osoba, którą znał, często z nią rozmawiał, czasami nawet miał wrażenie, że coś do niej czuł. Zerknął jeszcze raz, i stwierdził, że tablica z karteczkami, na których zapisywała swoje odczucia, została odsunięta tak, by widział tylko parę pierwszych słów. Zobaczył jednak za dużo i sam dodał kilka cegieł do muru. Gdy zorientował się, że mur urósł do dość pokaźnych rozmiarów, zawołał, ale nikt po drugiej stronie nie odpowiedział. Zaczął więc rozbierać mur, ale gdy tylko wychylił się przypadkiem na drugą stronę, zobaczył tam osobę, która z powrotem umieszczała wyjmowane przez niego cegły. Musiał mocno się powstrzymywać, by którąś nie cisnąć.

    Odwrócił się, i zobaczył zupełnie inny świat. Zawołał, i uzyskał odpowiedź. Wydawało się, że to co tam, jest na wyciągnięcie ręki, jednak bał się tam od razu iść, szczególnie, że na drodze stał niewielki murek, ot taki, że bez problemu można go było przeskoczyć. Nie chciał jednak ponownie być intruzem. Zaczął dowiadywać się, czy dałoby radę razem wyruszyć gdzieś na neutralny grunt, gdzie obydwoje mieliby tarcze, ale nie byłoby muru. Okazało się, że wybierają się w to samo miejsce, jednak dopiero za pół roku. Zapadł więc w sen przerywany krótkimi wymianami uśmiechów i niewiele znaczącymi konwersacjami. Powoli planował wyprawę, gdy ocknął się którejś nocy w ciemnościach. Usłyszał ciche skrobanie, spojrzał ukradkiem w stronę murku, udając że nadal śpi. Wydawało mu się, że ktoś od drugiej strony wyskrobuje murek łyżeczką. A może to jednak prawda? „Dowiem się za pół roku” – pomyślał i dalej poszedł spać, marząc o innym, kolorowym świecie gdzieś daleko za murami…