Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Monthly Archives: Styczeń 2014

inż.

Kilka dni temu dostałem SMS z dziekanatu. Jego treść była dość konkretna.

Przybyłem więc dzisiaj na Politechnikę (pociąg, którym chciałem jechać, zwiększał swoje opóźnienie, aż dotarł do 75 minut, gdzie cała trasa, którą wcześniej przejechał, powinna zająć ok. 20) w marynarce, białej koszuli i spodniach garniturowych. W pasujących do ubioru butach ślizgałem się niemiłosiernie na całej trasie.

Wszedłem co najmniej pół godziny przed czasem. Miałem 3 pytania, i chwilę na przygotowanie się. Potem usiadłem przed komisją i odpowiedziałem.

Teraz, jeśli będę miał taką ochotę, mogę podpisywać się

inż. Mateusz Kulewicz.

Jakie pytania miałem?

Zasady budowy interfejsów użytkownika systemów informatycznych
Opis wybranej metodyki wytwarzania oprogramowania
Sposoby prezentacji danych w aplikacjach webowych

Studia pierwszego stopnia za mną. Nie oznacza to, że przestanę jeździć na Politechnikę, bo jedno wiem na pewno – idę na magisterskie. Na co dokładnie trafię, jeszcze zobaczymy.

To wszystko nie oznacza jednak, że przestaję od dzisiaj do 24 lutego jeździć do Gdańska. Dlaczego? Otóż obecnie 1/7 każdego tygodnia spędzam w pracy. Już niedługo ograniczę komunikację na trasie Gdańsk – Tczew, ale to z innego powodu.

Reklamy

Hello World, po 3 miesiącach

Ostanie trzy miesiące były ostre. Ostatni post pisałem w drodze do Warszawy i przed nami było jeszcze ładnych parę tygodni tam. Co zdarzyło się od tego czasu?

  • Byłem na Bemowie na pikniku lotniczym. Co prawda pogoda była taka sobie i część samolotów nie przyleciała, ale i tak cieszyłem się niemożliwie.
  • Pojechaliśmy na jeden dzień Polskim Busem do Berlina. Wyjazd opisała Kasia, używając przy okazji moich zdjęć. Dodałbym tylko, że komunikacja miejska w Berlinie, choć bardzo skutecznie nas wszędzie dowoziła, była zadziwiająco niezadbana.
  • Z Warszawy wróciliśmy do Tczewa i z pracy na studia zarazem. To był zadziwiająco intensywny semestr, jak na raptem 11 godzin tygodniowo, na których musiałem być. Zapewne w dużej mierze przez projekt inżynierski – napisaliśmy aplikację, która wymyśla neologizmy. Może nie robi wszystkiego, co miała robić, ale niekiedy wychodzą fajne rzeczy.
  • Nagle doszedłem do wniosku, że chce mi się kupować urządzenia elektroniczne. Zaopatrzyłem się więc w Kindla (świetny zakup!), programowalny zegarek (tu jeszcze nie wiem), a w ostatnich dniach w maksymalnie low-endowy tablet za 159 zł. Jak na wydaną kasę, jestem zadowolony.
  • Kupiłem nie-chcę-wiedzieć-ile ebooków. To uzależnia.

Przez ten czas w zasadzie nie miałem kiedy się zatrzymać i odpocząć. Ciągle w myślach było tylko „jeszcze wytrzymać ten tydzień”, a potem następny, i tak do świąt. W końcu jednak mam wolne i odpoczywamy z Kasią we Wrocławiu, korzystając z kolejnego superdługiego weekendu sponsorowanego przez Politechnikę Gdańską.

A co w tym roku? Trochę rzeczy się zmieni. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to już za niecały miesiąc przed personaliami będę miał „inż.”, ale na studia drugiego stopnia jak najbardziej pójdę, i to dziennie. I uczelnia nie będzie jedynym miejscem poza domem, gdzie będę spędzał godziny czasu dziennie, ale o tym później. W planach mam też razem z początkiem wiosny wrócić do biegania i pobiec w paru biegach.

Tradycji noworocznej musi stać się zadość, pora więc na garść statystyk z zeszłego roku:

  • Rower: 4 wyjścia, 55 minut, 10,2 km. Średnia prędkość: 11,09 km/h. Słabo.
  • Bieganie: 52 razy, 21 godzin 38 minut, 191,72 km. Średnie tempo: 6 minut 46 sekund na kilometr. Także mój pierwszy start w Biegu Powstania Warszawskiego. Plan na ten rok: biegać dalej.
  • Książki: 38 książek, 12 832 strony. O 5 książek mniej niż rok temu i o 2 mniej niż chciałem. Mniej więcej w listopadzie zaczęło iść niezgodnie z planem. Moje ulubione książki w tym roku: Syn zarządcy sierocińca i Księżniczka z lodu. Na ten rok też planuję 40 książek.
  • Filmy: 26 filmów. Najbardziej podobali mi się: Stażyści, Grawitacja i Sęp.
  • Postcrossing: 9 wysłanych, 8 odebranych kartek. Jakoś po podwyżce cen Poczty Polskiej się trochę odechciało.