Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Category Archives: Informatyka

Find all railway tracks that have nodes in bounding box using OQL

Using Overpass Turbo, code in Overpass Query Language:

Result:

oql-all-tracks

Reklamy

„RPC failed” with git on Ubuntu 13.04

If you clone a git repository through HTTP and see an error message containing

error: RPC failed; result=6, HTTP code = 0

on Ubuntu 13.04 (or similar) it might mean you don’t have curl installed.

You can install it using

sudo apt-get install curl.

To już miesiąc

Już od miesiąca jestem na studiach. Całkiem szybko minął czas, a tu jutro już pierwsze kolokwia. Jak rasowy student, zamiast uczyć się z matematyki i etyki, piszę jednak posta na bloga.

Złożyłem papiery tylko na jedną uczelnię (Politechnika Gdańska), będąc pewnym, że się dostanę (prawdopodobieństwo wynosiło 1, miałem indeks przynajmniej na fizykę techniczną / matematykę). Rzeczywiście, dostałem się bez problemu na pierwszy kierunek z listy – ba, byłem pierwszy na wstępnej liście dzięki osiągnięciu 100% z rozszerzonej fizyki, 96% z rozszerzonego angielskiego i 81% z podstawowego polskiego. W trakcie wakacji przyszedł do mnie list z Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej, informujący o tym, że zostałem przyjęty na pierwszy semestr studiów stacjonarnych na kierunku informatyka.

Zajęcia zaczęły się już 27 września. O ile pierwszy dzień (2h wykładów z przedmiotów kierunkowych) był nawet przyjemny, tak drugi dzień zajęć mnie zaskoczył. 3 godziny wykładu z matematyki (podzielonej dla niepoznaki na matematykę elementarną i algebrę liniową), do tego godzina ćwiczeń z fizyki razem wystarczyły, bym poczuł się zmiażdżony. Matematyka była trudna, ale jeszcze zrozumiała. Dużo gorzej było z fizyką, gdzie po 10 minutach byłem w stanie już tylko przepisywać z tablicy kolejne obliczenia, których dokonywali równie zdezorientowani studenci. Doprowadziło to do tego, że już drugiego dnia studiów po zajęciach usiadłem do nauki. Muszę przyznać, sugerowano mi, że studia na Politechnice są trudne, przynajmniej na początku. Rzeczywiście tak jest – przynajmniej do momentu przezwyciężenia pierwszego szoku, ale żeby nie było – ostrzegałem! :D

Człowiek jednak szybko dostosowuje się do nowej sytuacji. Określenia, które wydawały się czarną magią, zaczynają nabierać sensu, a prowadzący nie tak straszliwi, jak wrażenie, które wywierali na samym początku (nawet, jeśli to legendy wydziału, wspominane w opowieściach przez studentów starszych lat). Byłoby znacznie łatwiej na samym początku, gdybym tylko znalazł przez wakacje dość ochoty, by na porządnie poczytać i poćwiczyć:

  • Wektory – dodawanie, iloczyn wektorowy i skalarny, wersory
  • Granice ciągu i funkcji
  • Pochodne – co prawda są wyjaśniane później na matematyce, ale na fizyce potrzebne są natychmiast
  • Całki – tutaj sam nadal niewiele umiem, ale pozostaję dobrej myśli ;]

Przydaje się też oczywiście przejrzeć i przećwiczyć to, co było na fizyce w liceum – głównie praktyczne podejście do liczenia zadań. Niektóre z nich nawet przypominają te licealne. Oczywiście sam w trakcie wakacji nie znalazłem dość motywacji, by uczyć się czegokolwiek, więc moim „rozwiązaniem” problemu nieznajomości powyższych było po prostu wypisanie sobie na kartce podstawowych wzorów i regularne uczenie się ich w pociągu po drodze na uczelnię.

Pora więc wspomnieć o plusach i minusach studiowania z mojej perspektywy.

Plusy:

  • Robię to, co lubię i na tym się skupiam – często zajęcia są po prostu ciekawe, choćby projekty, które mam wykonać na Podstawy Programowania – zrobiłem już konsolowego węża na Windowsa, zostały mi jeszcze linuksowy notatnik i klon gry Asteroids na dowolną platformę. Jedynym przedmiotem, który nie jest bezpośrednio związany z tym, co robię (fizyka jednak minimalne powiązania ma) jest Humanistyka dla inżynierów – blok przedmiotów humanistycznych, który musi po prostu być na uczelni technicznej. U nas jest prowadzony w formie wykładów z kolejno etyki, filozofii, prawa, ergonomii, psychologii i… gramatyki i ortografii.
  • Ciekawi, otwarci ludzie – idąc na informatykę, nie znałem praktycznie nikogo, obecnie poznałem wiele nowych, interesujących osób. Przy okazji także kilka osób, które określiłbym mianem geniuszów. Niemalże nie ma też stereotypowych informatyków ;) To jednak miłe uczucie, gdy na nudnym wykładzie widzi się, że ktoś właśnie wchodzi na swoim laptopie na Wykop, albo czyta Pratchetta.
  • Większe perspektywy – widząc na korytarzu ogłoszenia pracy w np. Intelu, czy kolejne warsztaty i konferencje, organizowane na wydziale czuje się, że są szanse na dobrą, interesującą pracę. Podobnie jest z realizowaniem pasji – mnóstwo kół naukowych, na które jednak na razie nie mam specjalnie czasu (to z kolei wiąże się z dojazdami i nie do końca idealnie pod koła ułożonym planem – kończę po prostu zbyt wcześnie…). Pozytywne jest też to, że studiuję we względnie dużym mieście – jest dostęp zarówno do gazety Metro, jak i życia kulturalnego. Zawsze mogę też pójść poczytać książkę w Empiku.
  • Zapewne niesamowite są też imprezy, ale jakoś nie mam czasu, ni ochoty chodzić. Można uznać, że obudził się we mnie głęboko skrywany kujon ;)
  • Całkiem przydatną rzeczą jest też samopomoc studencka – różne ciekawe materiały między nami krążą, często potrafią być bardzo przydatne w zrozumieniu jakiegoś zagadnienia ;)
  • W pociągu zawsze mam czas na poczytanie jakiejś książki.
  • WiFi i dostęp do gniazdek elektrycznych na uczelni. Bardzo przydatna rzecz, jeśli ktoś wozi ze sobą laptopa. Mój jest na to nieco za ciężki, pomyślę kiedyś o netbooku.

Są też oczywiście minusy.

  • Chyba największym z nich jest to, że dojeżdżam. Łącznie z oczekiwaniem na dworcu i dotarciem na niego, dojazd w jedną stronę zajmuje mi średnio godzinę i 45 minut. Zdziwiło mnie, że zajmuje mi to aż tyle czasu (spodziewałem się około 1h20), ale cóż – tak jest i trzeba się z tym pogodzić. Ewentualnie, można szukać pokoju w Trójmieście, ale jak na razie radzę sobie, dojeżdżając. Na szczęście nie mam wielu okienek, co ułatwia sprawę. Trzeba jednak przyznać, że gdy przerwa jest krótsza niż 5 godzin, nie opłaca mi się wracać do domu. Tak samo – gdy zaczynam zajęcia o 8:15, wstaję o 5:30. Dopiero ciekawie będzie, gdy w przyszłym semestrze będę miał jakieś zajęcia na 7:15…
  • Kolejnym z nich może być to, co jest też na swój sposób urokiem studiów – nie uczy się nas, lecz wymaga. To, jak ktoś sobie z tym poradzi, zależy już od nastawienia. Oczywiście za minus można też uznać różnicę w programie liceum, a tym, czego wymaga się na Politechnice. To jednak standard w większości uczelni technicznych w kraju.
  • Kolejki do dziekanatu, chociaż i na to znalazłem już sposób. Jeśli jest potrzeba, idę w trakcie zajęć pozostałych roczników.

Niektórzy twierdzą, że na ETI nie ma dziewczyn. Nieprawda, na moim kierunku jest ich całe 10%! :D Co ciekawe, na wydziale jest też kierunek Inżynieria biomedyczna, na którym osoby płci pięknej stanowią większość.

Podsumowując, pierwszy miesiąc przysporzył mi wielu nowych odczuć. Czuję się też troszeczkę mądrzejszy, niż byłem przed pójściem na studia. Czy było warto iść akurat na Politechnikę? Tego dowiem się w przyszłości. Czuję jednak, że wybrałem dobry dla mnie kierunek i z tego się cieszę.

Dobrze, teraz pora na nieco nauki przed snem. Tu się nie tylko pije ;)