Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Category Archives: Lotnictwo

Skoczmy do Mołdawii, bo czemu nie (Mołdawia i Naddniestrze, #1)

Od jakiegoś czasu męczył mnie taki drań, co to się travel bug nazywa. Łaził za mną i podszeptywał.

– No pojedź gdzieś, pojedź.

Wredna z niego bestia, to i w końcu mu uległem. Gdy zobaczyłem, że LOT w Szalonej Środzie oferował kilka wschodnioeuropejsko-bałkańskich kierunków, w tym Mołdawię za 399 zł w obie strony, puściłem SMS do znajomego, który natychmiast zapalił się do pomysłu. Jeden spontaniczny zakup później zostałem posiadaczem biletów na dni 5 i 7 czerwca na trasie Warszawa – Kiszyniów. Do zestawu były jeszcze potrzebne bilety na Pendolino. Bardzo przydatne jest przypomnienie na 30 dni przed odjazdem, by kupić bilety – to najwcześniej, jak da się je dorwać, a wtedy bilet studencki kosztuje 24 zł. W Warszawie byliśmy o 8:30, co jest wystarczającym zapasem jeśli chodzi o transfer i odprawę na Okęciu.

Warszawa z okna pociągu

Z Dworca Centralnego są dwa dobre sposoby na dostanie się na lotnisko:

  • Pociąg – na lotnisko jeżdżą pociągi SKM i Kolei Mazowieckich, w obu honorowane są bilety warszawskiego ZTM (z tym że w KM trzeba pójść do kierownika pociągu, by „skasował” bilet). Podróż trwa około 20-25 minut, więc potrzebny jest bilet jednorazowy przesiadkowy ważny 75 minut – 4,40 normalny, 2,20 ulgowy. Niektóre pociągi jadą z Centralnego, inne ze Śródmieścia (połączony z Centralnym, ale ok. 10 minut piechotą)
  • Autobus 175 odjeżdża sprzed Dworca Centralnego. Bez korków droga trwa 22 minuty. Cena ta sama co w przypadku pociągu, bilety też.

My wybraliśmy pociąg i wysiedliśmy na podziemnym peronie, z którego bezpośredni korytarz prowadzi do terminalu. Zaraz przy wyjściu z korytarza są od niedawna dwa McDonaldy z całkowicie normalnymi cenami. Odprawy na Okęciu są piętro wyżej i w przypadku LOT-u najpierw podchodzi się do któregoś z kiosków samodzielnej odprawy, by wydrukować sobie papierek pełniący funkcję karty pokładowej, a następnie do stanowiska odprawy, by tam zostawić bagaż.

Samoloty LOT i szwajcarskich linii lotniczych stoją przy bramkach po prawej stronie terminala.

Razem z otwarciem świeżo wyremontowanej części terminala lotniskowego, otwarto też taras widokowy. Wejście do niego jest spoza budynku, z lewej strony. Zdecydowanie nie polecam schodów w ciepłe dni, chyba że ktoś lubi spacer cztery piętra w dół w bardzo słabo wentylowanej klatce schodowej bez klimatyzacji. Sam taras jest bezpłatny i przyjemny.

Taras widokowy

Samolot Small Planet Airlines

Kontrola bezpieczeństwa jest prowadzona w dość standardowy sposób, choć załapałem się chyba pierwszy raz na przegląd absolutnie całej zawartości plecaka. Jako że lecimy poza strefę Schengen, po niej jeszcze kontrola paszportowa i można już czekać na samolot.

Strefa oczekiwania na samolot dla lotów non-Schengen

Na trasie do Kiszyniowa latają Bombardiery DHC-8-400, które są samolotami turbośmigłowymi i mieszczą na pokładzie 78 pasażerów. Do niedawna te samoloty należały do EuroLOT, teraz zostały przejęte przez spółkę-matkę (podobnie jak samo połączenie do Kiszyniowa). Zapewne wpływ na to mógł mieć trwający długi weekend, ale na pokładzie do Mołdawii leciało tylko ok. 30 osób.

Bombardier Dash 8 Q400, SP-EQC

W samym przelocie wyróżniało się tylko parę rzeczy. Jedno to oczywiście darmowy poczęstunek, którego na pokładzie tanich linii się nie uświadczy ;)

Poczęstunek - szklanka wody i Prince Polo

Kolejna kwestia – przy podchodzeniu do lądowania nieźle trzęsło. Swój wpływ na to oczywiście miał wiatr, ale myślę, że i rozmiar samolotu, porównując z A320 czy B737. Do tego samoloty turbośmigłowe to dużo wyższy poziom hałasu – na tyle, że części komunikatów załogi po prostu nie dało się zrozumieć.

Pas lotniska w Kiszyniowie

Mniej więcej w rozkładowym czasie wylądowaliśmy w Kiszyniowie. Budynek terminala jest właśnie rozbudowywany, więc nie cała powierzchnia jest dostępna. Autobus, który podjechał po nas do samolotu bardzo przypominał tczewskie pojazdy Meteora.

Terminal lotniska w Kiszyniowie

W autobusie lotniskowym

Jednej rzeczy na miejscu nie ogarnęliśmy – zaraz po wyjściu z samolotu część osób podchodziła do obsługi naziemnej, by odebrać od nich bagaż, który jak się okazało, był bagażem podręcznym włożonym do luku. Przez to na moment opóźniliśmy autobus lotniskowy, bo myśleliśmy, że też musimy odebrać nasz w ten sposób. Okazało się jednak, że bagaż rejestrowany powędrował w normalny sposób do terminala.

Jeszcze tylko kontrola paszportowa, dokonana przez niespecjalnie uśmiechniętą celniczkę i odtąd mogę mówić, że byłem w trzynastu krajach. A może już czternastu? Odnośnie tego można dyskutować, ale o tym w następnych częściach.

Tymczasem jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia, które jak japoński turysta strzelałem wszystkiemu, co było poniżej mnie i wyglądało jak rzeka, miasto lub przejście graniczne podczas lotu, polecam album na Imgurze. Tam też zapraszam tych, którym nie chce się czekać na kolejną część :)

Reklamy

Bydgoszcz – Kraków: ile dopłaty za miejsce?

Po ogłoszeniu ostatnio wspaniałego połączenia lotniczego Radom – Ryga pojawiła się informacja o dokładnym rozkładzie lotów z Bydgoszczy do Krakowa za pieniądze pierwszego z miast.

Policzmy więc: 1 470 000 zł dopłaty za przeloty od 28 czerwca do 30 września. Loty w środy, piątki i niedziele – razem 41 par lotów. 82 loty, na każdym z nich 33 miejsca – łącznie 2706 oferowanych miejsc.

Dopłata w przeliczeniu na jedno miejsce w samolocie? Zaokrąglając grosze w dół, 543,23 zł. Myślę, że dla przewoźnika co najmniej przyzwoity biznes.

Węgier odczarowanie

W poprzednie wakacje dwa razy przejeżdżałem przez Węgry.

Za pierwszym razem, jadąc na Bałkany, z Budapesztu zapamiętałem głównie Cygankę, która wrzeszczała coś do mnie na stacji Nyugati. Wieczór skończyliśmy w Szegedzie, gdzie resztkami sił i ostatnim tramwajem dotarliśmy do campingu, na którego szyldzie zobaczyliśmy napis zárva. Dalsza część nocy to pięciokilometrowy spacer z ciężkim bagażem i namiotem w kształcie tarczy z powrotem na dworzec, godzina koczowania pod dworcem (na Węgrzech również wymyślono „przerwę techniczną” w środku nocy) i w końcu kilkugodzinna drzemka na dworcu. Po drodze na dworzec zostaliśmy też zaczepieni przez trzy panny wracające z imprezy, które znały świetnie angielski – potrafiły w nim powiedzieć aż touch my body.

Niecałe dwa tygodnie później, w drodze powrotnej wylądowaliśmy o 18 w Budapeszcie. Po odczekaniu 80 numerków (system taki, jak na pocztach) na stacji Keleti pani przy kasie nie miała dla nas dobrych wieści. Nie było już żadnych biletów na nocny pociąg do Warszawy. Były za to na poranny – o 7 rano. Stwierdziliśmy wtedy, że zaoszczędzimy na noclegu i wybierzemy się na nocne zwiedzanie miasta, po czym prześpimy się na stacji Keleti. Jak ustaliliśmy, tak zrobiliśmy. Po drodze dwukrotnie oferowano nam marihuanę, raz wdzięki niezbyt dobrze wyglądającej pani (razem z marihuaną) i dwa razy piwo. Na koniec jakże przemiłego pobytu w mieście zamówiłem w jednej z budek dworcowych herbatę, starając się wypowiedzieć tea po węgiersku (nie jest trudno, w sumie dokładnie tak samo, jak w polskim), zostałem ochrzaniony po angielsku, że nawet dzień dobry nie powiem. Nie ma co się dziwić, że nie zapamiętałem Węgier zbyt dobrze.

Na te wakacje razem z Kasią ustaliliśmy, że gdzieś polecimy samolotem. Korzystając ze Skyscannera i serwisów pozwalających na rezerwowanie noclegów szybko ustaliliśmy, gdzie możemy polecieć i przeżyć w ramach ustalonego budżetu. Po intensywnych dyskusjach i oglądaniu różnych miejsc zwyciężył Budapeszt. Pojawiła się świetna okazja do odczarowania Węgier.

Nie będę opisywał całego wyjazdu, bo świetnie zrobiła to już Kasia. Muszę jednak przyznać, że choć nadal nie jest to moje ulubione miejsce na Ziemi, to po tym wyjeździe Budapeszt zyskał dużo w moich oczach.


Mówiłem już, że uwielbiam latać?

Mam jeszcze parę szczegółów i przemyśleń odnośnie wyjazdu, którymi chcę się podzielić.

Airbnb

Podczas tego wyjazdu w Budapeszcie przetestowaliśmy nocowanie w mieszkaniu wynajętym przez Airbnb. Jest to serwis, który pozwala na wynajęcie pokoju lub mieszkania od lokalnych mieszkańców, służący jednocześnie za pośrednika, zabezpieczającego całą transakcję (i pobierającego dodatkowo 10% prowizji ;)). Znaleźliśmy tam tanią kawalerkę w dość dobrej lokalizacji – w dzielnicy Kőbánya, do której dojeżdżają autobusy linii 200E z lotniska i w której kończy swój bieg trzecia linia metra. Wygląda na to, że przy tego typu wyjazdach jest to bardzo dobra alternatywa – dostaliśmy całe funkcjonalne mieszkanie w cenie, w której w tym mieście można dostać co najwyżej pokój dwuosobowy w którymś z podrzędnych hosteli na górze Gellerta. Tymczasem tutaj było więcej przestrzeni, był aneks kuchenny i łazienka. Na korytarzu (zamykanym na klucz) ktoś powyklejał zdjęcia zwierząt.

Blok, w którym znajdowało się mieszkanie, jest częścią sporego blokowiska, co ma zarówno wady, jak i zalety. Ja jednak widziałem przede wszystkim te drugie, może dlatego, że sam na podobnym mieszkam. Z pewnością za komfortowe można jednak uznać chociażby to, że supermarkety (Lidl i Penny Markt) mieściły się w odległości 3 minut piechotą. Nie było też zbyt głośno, okolica wydawała się dość spokojna. A z okna poza blokami czasami widać też było startujące/lądujące samoloty.

Największym minusem tego mieszkania był jednak brak internetu. Za to w centrum handlowym KÖKI, koło stacji metra Kőbánya-Kispest było darmowe, bardzo dobrze działające wifi.

Latanie z Modlina

W połowie lipca otwarto lotnisko w Modlinie. To z niego znalazły się tanie bilety do Budapesztu – przelot w obie strony kosztował nas po 116 zł na osobę, a dało się też i taniej.

  • Jak tam najlepiej dotrzeć z Pomorza?

To zależy przede wszystkim od tego, czy ma się jeszcze zniżki studenckie. Jeśli tak, najsensowniej jest pojechać TLK do Nasielska (z Tczewa 27 zł z rezerwacją miejsc, z Gdańska ~31 zł), tam przesiąść się na pociąg Kolei Mazowieckich (16 minut jazdy, 3,15 zł), stamtąd z kolei autobus lotniskowy do portu lotniczego (około 10 minut, 4 zł, jeżdżą co 15 minut). Alternatywą jest też dojazd do Modlina z użyciem Przewozów Regionalnych i Kolei Mazowieckich (przesiadki w Iławie, Działdowie), ale czasowo zajmuje to nieco dłużej.

Bez zniżek studenckich rozwiązaniem może być przejazd do Gdańska, stamtąd Polskibus (którym zresztą wracaliśmy), dojazd nim do dworca Centralnego albo Gdańskiego i stamtąd bilet lotniskowy do Modlina – pociąg + autobus na lotnisko 12 zł.

  • Na ile wcześniej przyjechać?

My mieliśmy ponad 3,5h zapasu, ale spokojnie wystarczy być na lotnisku na 1,5h przed godziną wylotu. Nie wiem, czy to specyfika lotniska czy linii lotniczych (było podobnie zarówno w Modlinie, jak i w Budapeszcie), ale już na godzinę przed wylotem obsługa zaczęła sprawdzać bilety i ustawiać kolejkę do samolotu. Ważne jednak może być to, że Budapeszt jest znacznie większym lotniskiem i kolejki do kontroli bezpieczeństwa były naprawdę długie (za to bardzo szybko obsługiwane). W Modlinie zostaliśmy nawet wypuszczeni na płytę lotniska jeszcze zanim nasz samolot dotarł na stanowisko.

Po wylądowaniu w Budapeszcie czekała nas jeszcze długa droga do terminalu. Podobnie było w drodze powrotnej w drugą stronę. Takie są uroki tanich linii lotniczych na dużych lotniskach. Za to nad lotniskiem właśnie zachodziło słońce, co budowało pozytywne odczucie zaczynającej się właśnie przygody.

Ryanair jest, jaki jest. Chociaż bawią mnie próby sprzedawania zdrapek na pokładzie i fanfary, które uruchamiane są przy lądowaniu na czas, to nadal zachowany jest specjalny klimat lotu samolotem i do tego można natrafić na bardzo tanie bilety. To jest dla mnie w tej chwili najważniejsze.

  • Jak było z obłożeniem?

Lot do Budapesztu był wypełniony jedynie mniej więcej w połowie. Powrotny lot był całkowicie pełen. Możliwe, że dlatego, że wracaliśmy w niedzielę, a sporo ludzi korzysta z tanich lotów na weekendowe wypady do Budapesztu.

  • Czy w Modlinie coś zjem?

Na lotnisku w tej chwili z tym bardzo słabo. Jest otwarta jedna kawiarnia z kanapkami i są automaty z jedzeniem i piciem, ale lepiej zjeść coś ciepłego po drodze. My zajrzeliśmy do Pizza di Cantina, gdzie ceny pizzy zbliżały się do warszawskich, ale była smaczna. Jakieś 10 minut piechotą od przystanku kolejowego w Modlinie.

  • A na lotnisku w Budapeszcie?

Po kontroli bezpieczeństwa można podjechać piętro wyżej do KFC albo Burger Kinga. Ceny chyba normalne, a nie lotniskowe. Co jednak interesujące, Stripsy w węgierskim KFC smakują wyraźnie inaczej. Ciekawe, z czego to wynika…

W tej chwili po moim biurku pałęta się kilka pomarańczowych biletów jednorazowych budapesztańskiej komunikacji miejskiej. Leży też opakowanie cukierków stamtąd i kilka innych drobiazgów. Każdy taki wyjazd buduje sobie specjalne miejsce w mojej pamięci, a takie małe elementy tamtego świata zostają w moim, tak jak serbska flaga na tablicy korkowej. Każda podróż to dla mnie kolejna nowa cząstka, którą integruję w swój świat. Lubię podróżować.

Miejsca stojące w samolotach?

Prywatny chiński niskokosztowy przewoźnik Spring Airlines rozmawiał z firmą Airbus odnośnie dodania miejsc stojących w swoich Airbusach A320, tak by móc przewozić 40% więcej pasażerów.

A320 Spring Airlines

Zhang Wuan, przedstawiciel szanghajskiej linii, mówi:

Planujemy wprowadzić miejsca stojące, przeprowadziliśmy już wstępne konsultacje z Airbusem, by dowiedzieć się, czy kwestie bezpieczeństwa mogą zostać rozwiązane

„Chcemy tego, by więcej ludzi mogło pozwolić sobie na latanie”, mówi Zhang, dodając, że przewoźnik szacuje, że w takiej sytuacji może zmieścić 40% więcej pasażerów na pokładzie swoich A320.

Stojące miejsca najprawdopodobniej wyglądałyby jak stołek barowy, z pasem bezpieczeństwa. Zhang mówi, że Spring Airlines obecnie posiada 13 samolotów, ale dwa lub trzy więcej zostaną dołączone do floty jeszcze w tym roku.

za flightglobal.com

Komentarz mój – źródło zdaje się dosyć poważne, ale ta wiadomość mnie co najmniej zaskoczyła. Nie wyobrażam sobie takiego latania, ale jeśli wejdzie to w życie w Chinach, niedługo zobaczymy takie miejsca w naszych tanich przewoźnikach. Ryanair bardzo chętnie zapewne wprowadziłby takie miejsca, a dla chcących normalnego opłata dodatkowa w wysokości 10 funtów. ;]

Great Circle

greatcircle.py is a little console script, written in python to calculate the distance between two points on our planet. It uses Great-circle distance measuring. Latitude / longitude coordinates must be given in decimal format, you can find a good converter here. Of course, there are many tools (like Google Maps) giving same possibilities as this script, but I needed to code something :)

Download the script, right-clicking on the first word of this post, or here and choosing „Save target as…” or something like this. You’ll need python to run it. Windows users would possibly like to read the result before command line window exits, so you would have to run it directly from command line.

Start -> Run -> cmd.exe -> find the folder you put the script in -> run it, using python (smth like python greatcircle.py or, in some cases, [full path to python interpreter] greatcircle.py).

greatcircle.py to mały konsolowy skrypt, napisany w pythonie do wyliczania odległości między dwoma punktami na naszej planecie. Używa Ortodromy. Współrzędne muszą być podane w formacie dziesiętnym, dobry konwerter do tego formatu. Oczywiście, jest wiele innych narzędzi, na przykład Mapy Google) o takich samych możliwościach, ale miałem po prostu ochotę napisać jakiś skrypt :)

Pobierz skrypt, klikając tutaj i wybierając „Zapisz element docelowy jako…”. Do uruchomienia skryptu, potrzebny jest python. Użytkownicy Windowsa zapewne mogą spotkać się ze „zniknięciem” okienka z wierszem poleceń natychmiast po wpisaniu wszystkich danych, można to jednak obejść.

Start -> Uruchom -> cmd.exe -> wybrać folder, w którym umieszczono skrypt -> uruchomić go, używając polecenia „python greatcircle.py” lub, w niektórych przypadkach „[ścieżka do interpretera pythona – może być różna] greatcircle.py”

Lotniczy gość

Godzina 16:45. Siedzę sobie przed komputerem, nic szczególnie ciekawego nie robię.

Nagle słychać szum. To samolot przelatuje nad Tczewem. Biorąc pod uwagę, że trwają obchody 25 rocznicy przyznania Wałęsie Nobla, szybko włączam radar.piopawlu.net, by zobaczyć, jaki samolot właśnie nade mną przelatuje. Miałem dobre przeczucie – rejestracja nietutejsza. Odczytuję HZ-MF2, strony ze zdjęciami samolotów natychmiast pokazują mi wszystkie potrzebne informacje.

To przelatuje Boeing 737 z Arabii Saudyjskiej, należący – wg różnych źródeł – albo do Ministerstwa Finansów i Gospodarki, albo do pałacu królewskiego. Czy to leci król Abdullah, czy może jakiś jego wysoki urzędnik? Nieważne, i tak niecodzienny gość nad tczewskim niebem. Widział miasto? Niespecjalnie, mgła dość szczelnie dzisiaj okrywa wszystko.

Nie jest to pierwsza sytuacja, gdy w okolicy pojawiają się ważne osoby. W trakcie wizyt papieża Jana Pawła II, dość często śmigłowce z nim przelatywały w pobliżu. Podczas wizyty na Wybrzeżu prezydenta George’a Busha, kilkadziesiąt minut przed lądowaniem Air Force One, biało-czerwone śmigłowce minęły moje osiedle z prędkością przelotową na niezbyt dużej wysokości.

UPDATE:

W czasie obrad po raz pierwszy przyznana zostanie Nagroda Lecha Wałęsy. Za zasługi m.in. na rzecz dialogu międzyreligijnego otrzyma ją król Arabii Saudyjskiej Abdullah Bin Abdulazi Al Saud. Wyróżnienie, w formie ozdobnej plakiety, dyplomu oraz czeku na 100 tys. euro, w imieniu króla Arabii Saudyjskiej, odbierze jego syn.


za fakty.interia.pl

Przyjazd do Soliny

Jestem sobie akurat w Solinie, położonej w Bieszczadach, tuż obok zapory solińskiej. Nie mam może widoku na zaporę, ale do samego hotelu zbytnio przyczepić się nie można, nie jest zbytnio zimno, stoi telewizorek maleńki, prąd jest, zasięg świetny i internet poprzez Orange Free na kartę świetnie działa, po wyłączeniu grafik, flasha, javy i javascriptu nie zużywa nawet zbyt wiele transferu.

Jechaliśmy tutaj jednak pewnym autokarem marki Bova, należącym do tczewskiej firmy. Nie był on najwyższym osiągnięciem techniki, porównałbym go do niektórych radzieckich samolotów – ładnie wygląda, a w środku już gorzej – gdy ciężarówki przejeżdżały drugim pasem, to czułem jak odgina się „ścianka” autobusu. Po drodze też zerwał się jakiś pasek, i konieczna była jego wymiana. Sami kierowcy też nie należeli do najbardziej zorientowanych w trasie – jechaliśmy po pierwsze przez Łódź, co mi wydaje się nieco dziwną trasą, po drugie przed Sanokiem skręcili na Nowy Sącz, zamiast na Ustrzyki Dolne. W pomyłce zorientowali się po kilku minutach. Jechaliśmy w sumie 15 godzin.

Z tego, co zdążyłem się o późnej porze zorientować, Solina należy do miejscowości typowo turystycznych, po wyjściu z hotelu zaraz wpada się na alejkę barów, stoisk z pamiątkami i tym podobnych. Nie jest to zbyt przyjemne, ale cóż – w końcu i w Bieszczady mogą jeździć ludzie, którzy nie bardzo chcą łazić po górach, więc muszą mieć swoje atrakcje.

Po drodze natknąłem się na kilka ciekawostek, a raczej samolotów. Koło Piotrkowa Trybunalskiego widziałem spadochroniarzy i awionetkę, zaś nad Kielcami latały sobie właśnie samoloty (jeden z nich zidentyfikowałem jako żółty An-2, z tego co przeglądałem strony Aeroklubu Kieleckiego, to An-2 służą do transportu spadochroniarzy, więc możliwe, że był w nim ten feralny spadochroniarz, który zabił się tego dnia w Kielcach). W dwóch miejscowościach za Rzeszowem – Boguchwale i jeszcze jednej, bliżej niezidentyfikowanej – przy restauracjach stoją stare samoloty transportowo-pasażerskie. Zwiedziłem też około 6-7 toalet na stacjach benzynowych.

Na razie nie żałuję wyjazdu, dzisiaj jeziora bieszczadzkie, czyli głównie Solina, a także zwiedzanie Leska. Nic szczególnie męczącego, a przy okazji rejs stateczkiem po Solinie ;]

A w Czadzie zamieszanie

Jak podaje bbc, tysiące czadyjskich rebeliantów wkroczyły do stolicy Czadu, N’Djameny i zmierzają w kierunku pałacu prezydenckiego. Jak zwykle w przypadku wojen domowych, które są bliskie rozstrzygnięcia, temat mnie interesuje, chociaż tym razem z nieco innej strony. a właściwie paru stron.

Po pierwsze, jak zachowają się francuskie wojska, które znajdują się w stolicy? Czy będą jej bronić, czy zostaną zaatakowane? Rzecznik francuskiego ministerstwa obrony powiedział BBC, że siły rebeliantów w stolicy liczą sobie kilka tysięcy ludzi, i że wkroczyli do stolicy zadziwiająco łatwo. Jedna z grup rebeliantów zadeklarowała w zeszłym roku stan wojny przeciwko francuskim wojskom. W N’Djamenie znajduje się francuskie wojsko, ale także około tysiąca cywilów. Co z nimi? Armia co prawda ma plany ewakuacji (wg BBC przygotowywane są samoloty, które ewakuowałyby Francuzów), czy będzie ona potrzebna?

Jak wygląda życie zwykłych ludzi w mieście w takiej sytuacji, poza tym, że pozostają w domu? Jak podaje BBC, szkoły są zamknięte, telewizja i radio zaprzestały nadawania, ciężko jest kupić benzynę, a siły rebeliantów są około 1,5 km od pałacu prezydenckiego. Odcięte zostały także niektóre linie telefoniczne. Główny bazar pozostaje zamknięty od czwartku. Jak podaje strona Air France:

Słabo znam francuski, ale o ile dobrze rozumiem, jest tu napisane, że dzisiejszy lot z Paryża o 16:10 odwołali. Zapewne lotnisko albo w tej chwili ma większość lotów odwołanych, albo zostało zupełnie zamknięte i jedynymi samolotami tam latającymi są wojskowe (trzeba tu wspomnieć, że Czad nie posiada wg Wikipedii myśliwców takich jak nasze MiG-i, czy F16, a jedynie nieco samolotów transportowych, treningowych ewentualnie do użycia w walce i śmigłowców, ale na lotnisku w N’Djamenie stacjonują też francuskie Mirage).

Pewnie wszystko okaże się jeszcze dziś. Jeśli rebelianci wygrają, to co potem? Czy wszystko będzie toczyć się jak dotąd? No i co się stanie z Idrissem Deby?

Pierwszy Tu-204 dostarczony do Air Koryo

Wygląda na to, że pierwszy w Polsce znalazłem i umieściłem na forum o KRLD konkretne dowody potwierdzające dostarczenie pierwszego Tu-204 do Air Koryo, północnokoreańskich linii lotniczych. Informację o tym podała strona Frontier India, a także dwa fora – Luchtzak Aviation i Nordkorea-Info.de (to ostatnie po niemiecku). Więcej informacji odnośnie samolotu można znaleźć na airliners.net. Jeden z samolotów jest całkiem nowy, drugi służył już w liniach Vnukovo.

Co to oznacza dla Air Koryo? Linia ta jako jedna z trzech linii lotniczych otrzymała jedną gwiazdkę w rankingu Skytrax, ponieważ jej dotychczasowa flota składała się wyłącznie ze starożytnych samolotów produkcji radzieckiej – Iłujszynów Ił-18, Ił-62, Ił-76 Antonov An-24 (ach, gdzie te czasy gdy An-2 latały do Gdańska… :D), Tupolewów Tu-134 i Tu-154. Absolutnie żadnego z tych samolotów nie można określić jako „nowoczesne”, chociaż działają jakoś nawet bez większych katastrof.

Zakup dwóch Tu-204 można określić jako duże unowocześnienie floty, może to pozwoli na zdjęcie Air Koryo (przynajmniej tych samolotów) z czarnej listy przewoźników w Unii Europejskiej, co dałoby możliwość wznowienia lotów do któregoś z krajów UE. Czy jednak stanie się to w chwili, gdy (podobno, a przynajmniej tak podaje www.northkorea.pl) trwają dyskusje nad zamknięciem niepotrzebnych ambasad, w tym ambasady w Polsce? Spotterzy mogą zacierać ręce, co prawda jeden z samolotów był już używany przez linię Vnukovo, ale mimo wszystko dwa nowe kąski w barwach tak specyficznych linii lotniczych…

Wojny śmietnikowe, koniec ferii i takie tam

Kilka dni temu ze zdziwieniem stwierdziłem, że przy śmietniku widzianym przeze mnie z okna majstrują robotnicy. Następnego dnia okazało się, że montują drzwiczki. Zastanawiałem się, po co drzwiczki do ceglano-blaszanej wiateczki z trzema pojemnikami na śmieci. Odpowiedź poznałem dwa dni później, a zarazem dwa dni temu, wynosząc tam śmieci. Otóż, drzwiczki były już niemalże gotowe, a w środku stała sprzątaczka z bloku obok. Wyrzuciłem śmieci, i grzecznie spojrzałem na nią, jako że obserwowała mnie z odległości około jednego metra. Zapytała, z którego bloku jestem, wskazałem więc na miejsce, z którego piszę notkę, po czym rozmowa potoczyła się dalej:

Sprzątaczka: Nie będziecie już tu przychodzić wyrzucać śmieci.
Ja: A przepraszam, z jakiego powodu?
Sprzątaczka: Właśnie montowane są drzwiczki i śmietnik będzie zamykany.
Ja: Po co?
Sprzątaczka: Ten śmietnik należy do TEGO bloku. [wskazała przy tym na blok obok] Wy macie swój śmietnik gdzieś tam. Odtąd tam będziecie chodzić.
Ja: Hmm… Głupie, ale cóż.

Sprzątaczka uśmiechnęła się, cała radosna z tego, że udało jej się pokazać mi moje miejsce w szeregu. Wybyłem zatem, zmierzając w kierunku babci, z którą miałem iść na zakupy, śmiejąc się coraz bardziej. Wyjaśniłem jej, co się stało, po czym wyruszyliśmy na zakupy. Najwyraźniej ta kwestia niesamowicie ją zajmowała, ponieważ co chwila wracała do niej w dyskusji. Stwierdziłem, że mam dość rozmowy o tym, chcę po prostu wiedzieć, gdzie ja w końcu do cholery mam te śmieci wyrzucać? Zrozumiała.

Zaraz po powrocie do domu usiadłem do komputera, by zająć się kolejnym niesamowicie ważnym przelotem (o tym później), wyjrzałem jednak przez okno, by zobaczyć, że śmietnik już zamknięty, najwyraźniej na klucz (nie wiem, nie dotarłem tam jeszcze), a przed śmietnikiem stoi już pierwszy worek z czyjąś produkcją zbędną. Poinformowałem o tym babcię, i podczas mojego przelotu na trasie, której już nie pamiętam (zapewne Pruszcz Gdański – Wilno, albo Wilno – Mińsk, o ile dobrze kojarzę daty) usłyszałem rozmowę telefoniczną, dobiegającą z przedpokoju. Była ona bardzo emocjonalna, ale zawierała kilka tez i postulatów, z którymi się zgadzam, a mianowicie:

    • – Do czego to dochodzi, by śmietniki zamykać.
      – Śmietnik, do którego teraz podobno mamy chodzić, znajduje się o 50 metrów dalej, i jest współdzielony z jednym lub dwoma blokami (aż tak dokładnie nie znam rozkładu śmietników na osiedlu :D), podczas gdy większość bloków ma własne śmietniki, niektóre nawet dwa.
      – Do czasu rozwiązania tej kwestii pod drzwiczkami nowozamkniętego śmietnika będą pojawiać się kolejne worki.
  • Pojawiły się też odpowiedzi i usprawiedliwienia:

    • – Administracja dowiedziała się o tym dopiero dzisiaj, jako że okazuje się, że blok stojący 30 m stąd należy do innej spółdzielni.
      – Jak wynika z informacji administracji naszej spółdzielni, tamten śmietnik został zamknięty z powodu regularnego przepełniania go przez okoliczne: sklep spożywczy, aptekę, solarium, salon fryzjerski, kebabownię, a także nasz blok.
      – Kluczyki do śmietnika posiadają wyłącznie mieszkańcy sąsiedniego bloku.
  • Wnioski wyszły takie, że nasz blok powinien mieć swój śmietnik. Aby jednak tego dokonać, musiałoby znaleźć się na niego miejsce, co oznacza ograniczenie miejsca na plac zabaw. Bardzo przyjemna sytuacja, nieprawdaż? Niemniej, co za różnica, do którego śmietnika kto wyrzuca śmieci, skoro i tak trafiają w to samo miejsce?

    Kończą się ferie zimowe w moim województwie. Zaliczam je do udanych, jako że 20 godzin spędziłem grając w Microsoft Flight Simulator 2004, co zaliczam do czasu zmarnowanego, niemniej było fajnie, rozbiłem w tym czasie około sześciu samolotów, nie licząc gry multiplayer z kolegą, w trakcie której dokonaliśmy chyba czterech czy pięciu zderzeń (nie zapomnę tego „O fuck, zrzuciłem paliwo!!!” nad Zatoką Gdańską podczas przelotu na trasie Babie Doły – Kaliningrad ;]). Swoją drogą, w tym czasie miejsce miała również jedna katastrofa realna (wypadek samolotu CASA w Mirosławcu – chciałem tam polecieć, ale lotniska w Mirosławcu nie ma w FS2004), cóż, samoloty czasem spadają, zdarza się. A że ILS był niesprawny – cóż, można uznać, że nigdy go tam właściwie nie było, skoro stał od sześciu lat nieruszany. Jest też jedna pozytywna strona żałoby narodowej – strony w odcieniach szarości wyglądają moim zdaniem wyjątkowo dobrze (ma ktoś stary czarno-biały monitor na stanie? :D) i niektóre przynajmniej mogłyby takimi pozostać. W trakcie ferii wpadłem też przynajmniej na kilka szaleńczych pomysłów, ale o tym niewykluczone, że opowiem później. Na dzisiaj wystarczy ;)