Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Category Archives: Groundhopping

Latający piłkarze: Gryf 2009 Tczew – Orlęta Reda 1:0

Data: 15.08.2013, 11:00
Miejsce: ul. Ceglarska 5j, Tczew
Widzów: ok. 100 (ok. 20 za płotem)
Liga (klasa rozgrywkowa): IV liga, grupa pomorska (5.)
Cena biletu: 3 zł ulgowy

W związku z awarią pieca i brakiem ciepłej wody na stadionie przy ul. Elżbiety, mecz Gryfa Tczew z Orlętami Reda został przeniesiony na dawne boisko Wisły Tczew, mieszczące się przy ul. Ceglarskiej. Od 4 lat nie odbywały się tu mecze czwartoligowe, a szkoda.

Pójście na mecz Gryfa w tym sezonie kosztuje 5 zł za bilet normalny i 3 zł za bilet ulgowy. Tradycyjnie, część widzów stała za płotem. Rozglądając się, naliczyłem jednak ponad 90 osób w środku.

Od 2009 roku, gdy ostatnie mecze na Ceglarskiej rozgrywała Wisła, niewiele zmieniło się przy głównym boisku. Budynek klubowy nadal przypomina o tym, że kiedyś istniała tu sekcja piłkarska.

Mecz był dużo ciekawszy niż ten w Warszawie – po części na pewno przez pogodę. Piłkarze obu drużyn nie oszczędzali przeciwników, w pewnym momencie sędzia musiał rozdzielać rozwścieczonych rywali.

Pod koniec pierwszej połowy zdarzyła się też pyskówka, po której jeden z graczy z Redy został wyrzucony z boiska. Nie spodobało mu się to – w przerwie meczu starał się dotrzeć do sędziów, by powiedzieć im, co o tym sądzi. Powstrzymali go gracze jego własnej drużyny.

Jeszcze w pierwszej połowie piłkarze Gryfa zdobyli prowadzenie, które utrzymali aż do końca meczu. Dużą rolę w tym miał bramkarz Gryfa, który kilkukrotnie popisał się bardzo dobrymi interwencjami.

A mi udało się zrobić trochę zdjęć latających i tańczących piłkarzy.

Trochę więcej zdjęć tym razem wrzuciłem na imgura. Do tego, relacjonowałem na żywo mecz na regiowyniki.pl – ciekawy startup, który przy odrobinie zainteresowania może stać się bardzo dobrym źródłem wyników na żywo.

Reklamy

Kopanina w deszczu: RKS Okęcie Warszawa – Mazowsze Grójec 1:2

Data: 10.08.2013, 11:00
Miejsce: ul. Radarowa 1, Warszawa
Widzów: ok. 70
Liga (klasa rozgrywkowa): IV liga, grupa mazowiecka południe (5.)
Cena biletu: 0 zł

Nie fascynuje mnie zbytnio piłka na światowym poziomie. Nigdy jeszcze nie byłem na meczu wyższej klasy rozgrywkowej, niż trzecia, a gdy widzę mecz w telewizji, nieczęsto mam ochotę oglądać go do końca. To, co faktycznie jest dla mnie ciekawe w meczach piłki nożnej, to lokalny folklor – komentarze dziadków, uważających się za ekspertów w dziedzinie piłki nożnej, emocje ludzi, którzy często są bezpośrednimi krewnymi grających na boisku, śmieszne i dziwne sytuacje (pamiętacie „Daj kamienia”? Filmik został nagrany na stadionie w Tczewie, na meczu Unii – klubu, na którego spotkaniach byłem co najmniej kilkanaście razy). Interesują mnie drużyny skazane na porażkę, kluby, których piłkarze grają bardziej po to, żeby sobie pobiegać. Dlatego, gdy chciałem pójść na mecz w Warszawie, zamiast na stadion Legii, wybrałem się na Okęcie, gdzie swoją siedzibę ma klub RKS Okęcie Warszawa.

Stadion Okęcia przypomina nieco stadion Unii/Gryfa w Tczewie. Też ma trybunę o podobnej liczbie krzesełek, tutaj jednak boisko mieści się nieco dalej przez bieżnię, która prowadzi wokół niego. Raczej dawno nikt na niej nie biegał. Poza główną trybuną na stadionie znajduje się też specjalna trybuna dla VIP-ów.

Robotniczy Klub Sportowy Okęcie Warszawa ma długą tradycję – powstał już w 1928 roku. W poprzednim sezonie drużyna znalazła się na miejscu spadkowym z IV ligi, ale w związku z bankructwem Polonii Warszawa Mazowiecki Związek Piłki Nożnej postanowił o zwiększeniu obu grup IV ligi mu podlegających, tak by zmieścić w nich Polonię. Dzięki takiej decyzji Okęcie pozostało jednak w swojej dotychczasowej klasie rozgrywkowej.

W pierwszym spotkaniu sezonu 2013/2014 rywalem stołecznego klubu była drużyna Mazowsza Grójec, z którą w zeszłym sezonie Okęcie przegrało dwukrotnie. Piłkarze i działacze z Grójca przyjechali do Warszawy małym autobusem lokalnego PKS-u.

Przed meczem, w trakcie rozgrzewki, obsunęła się siatka na jednej z bramek. Działacze dzielnie walczyli z niesforną siatką.

Piłkarze Okęcia grali w niebiesko-białych strojach, goście z kolei przywdziali barwy żółto-niebieskie.

Drużyny i sędziowie wyszli na boisko, mecz się rozpoczął, a potem… zaczęło lać. I tak przez całą pierwszą połowę i duży kawałek drugiej. Wielu widzów schowało się do budynku klubowego i oglądało mecz przez okna.

Jak można się spodziewać, w pierwszej połowie działo się niewiele. Do przerwy wynik był bezbramkowy, z delikatną przewagą Mazowsza. W przerwie meczu obszedłem okolicę – jak się okazuje, zaraz obok stadionu mieści się ośrodek egzaminacyjny, który wygląda trochę inaczej niż gdański PORD. Przed meczem wciśnięto mi w ręce ulotkę jakiejś szkoły jazdy, z komentarzem „jeździmy też do Łomży”, tak, bym pamiętał na wypadek niezdanego egzaminu. Niestety, zdałem 3,5 roku temu ;)

W drugiej połowie działo się więcej – dość szybko samobójczą bramkę strzelił jeden z piłkarzy Okęcia.

Po bramce ożywili się dotąd milczący kibice Okęcia – okazało się, że drużyna ma swoich szalikowców! Na oko było ich około dziesięciu, zaczęli od rzutu petardą w stronę pola gry i okrzykami „Jesteśmy z wami, Okęcie jesteśmy z wami”. Później jeszcze parę razy się odzywali, z ich pieśni zapamiętałem przede wszystkim słowa „wiecznie najebani” i okrzyki „Legia Warszawa”. To tłumaczyło też, skąd logo Legii namazane sprayem na bramie wejściowej stadionu. Z kolei na kiosku swoją siedzibę miał spiker, który odzywał się, gdy akurat nie padało.

Strata bramki podziałała mobilizująco na piłkarzy stołecznej drużyny – nagle okazało się, że potrafią stworzyć zagrożenie dla bramki przeciwnika. Faktycznym katalizatorem okazała się jednak dopiero czerwona kartka dla jednego z graczy z Grójca. Tuż po niej po udanej akcji to grójecki bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki.

Jeden z piłkarzy Mazowsza najwyraźniej powiedział albo zrobił coś podczas fetowania strzelonej bramki, bo chwilę później otrzymał czerwoną kartkę i żółto-niebiescy tym samym musieli grać dalej w dziewięciu. Mimo tak dużej przewagi, gospodarze nie potrafili przekuć okazji w bramki. W doliczonym czasie gry udało się to jednak graczom Mazowsza.

Zaraz po bramce sędzia zakończył spotkanie. Drużyna z Grójca wróciła do domu z trzema punktami pomimo dwóch czerwonych kartek.

Na takich meczach nie dzieje się zbyt wiele ciekawego. Pomimo tego, bardzo lubię ich kameralną atmosferę. Nie pomyślałbym jednak o pójściu na mecz Okęcia, gdybym nie czytał ostatnio tak dużo o groundhoppingu – zwłaszcza na kartofliska.pl.

EDIT 21:19 – Tu zdjęcia z meczu zalinkowane na oficjalnej stronie klubu.