Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Notatki z Lwowa – część 4

i ostatnia

24.06
Szybkie spakowanie się, chyba trzykrotne pożegnanie z Japonką, zakupy w Opera Passage i na dworzec w celu znalezienia busa. Tym razem bilet można kupić tylko w marszrutce i kosztuje 19hr. Obłożenie znowu duże, czas przejazdu trochę ponad 1,5h. W busiku rozmawiamy z Ukraińcem, który studiuje w Rzeszowie, a jedzie do pracy do Warszawy.


Dworzec autobusowy mieści się tuż przed dworcem kolejowym. Odjeżdżają stamtąd busy do miejsc tak dalekich, jak Kiszyniów, stolica Mołdawii.


A te busiki jadą do Chustu i Winogradowa w pobliżu granicy z Węgrami i Rumunią, odległość 274 km. To musi być przyjemny przejazd…

Na przejściu granicznym wszystko idzie łatwo… do momentu dotarcia do polskiej strony przejścia. Tutaj napotykamy potężną kolejkę mrówek. Próbujemy przebić się siłą, kończy się małą przepychanką i zablokowaniem możliwości dalszego przejścia do przodu. Jedna dziewczyna zaczyna po angielsku z agresją w głosie zmuszać nas do stanięcia za nią, bo była tu wcześniej, Marcin: „of course I’ll let you pass first, because you’re a lady”, ona puszcza całus i nagle
wszystko wraca do normy. Śmieszną rzeczą była rozmowa z nimi po angielsku, gdy oni potem w zasadzie używali polskiego. Pod koniec trasy już byli całkiem przyjaźni – ta dziewczyna robiła za mrówkę, rozmawiała też z facetem, który pracuje w Pruszkowie i już zapraszał Marcina na wódkę. Przez zamieszanie z mrówami nie zdążyliśmy na pociag
o 13:07 (przejście granicy zajęło nam 2h) i mieliśmy czas na obiad w Przemyślu, zjedzony w barze, który wyglądał jakby przeniesiono go prosto z poprzedniego ustroju. W Przemyślu w „piwach regionalnych” dostałem też… Jabłko w Piwie, cena 4,80 zł.

Na dworcu w Przemyślu stał najprawdopodobniej wagon Kolei Mołdawskich, to jeszcze do zweryfikowania udało się to zweryfikować dzięki jednemu z oglądających Picasę..

Do niedawna istniały bezpośrednie kolejowe połączenia Warszawa – Kiszyniów i Przemyśl – Kiszyniów. Niestety, zniknęły 11 grudnia wraz z nowym rozkładem.

Pociąg o 15:47, 23:30 w Warszawie Zachodniej. Tam szybka przesiadka na kolejny TLK i o 6:40 byłem w Tczewie. W pociągu z Wawy wbiłem się do przedziału, w którym podróżowała rodzina z dziećmi, do tego jeszcze jakaś parka studentów się dołączyła. Na zewnątrz jednak integracja ludzi na całego – o 4 nad ranem poszedłem do toalety. Gdy do niej dotarłem, drzwi się otworzyły i stanęła w nich czarnowłosa dziewczyna, patrząc na mnie z głupim uśmiechem. Po chwili zza mnie wyłonił się chłopak, który wszedł z nią do toalety.

DODATKOWE NOTATKI:

  • w restauracjach takie naleśniki z mięsem są pokazane osobno jako naleśnik i osobno „+ mięso”, z osobnymi cenami. Cena dania to ich suma.
  • w Lwowie zdarza się też spotkać ludzi w narodowych strojach, koszule z motywami ukraińskimi wydawały się być nawet modne.
  • zadziwiająco rozmowni ludzie w każdym miejscu, gdzie byliśmy. Skończyło się z wyjazdem z Przemyśla.

To była ostatnia część „Notatek z Lwowa”, ale wakacje w tej opowieści dopiero się rozpoczęły. Nie wiem jednak jeszcze, czy napiszę też o pozostałych wyjazdach. A widziałem jeszcze na przykład taki oto zachód słońca:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s