Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Notatki z Lwowa – część 3

23.06
Poranne zakupy w Opera Passage. W trakcie jedzenia śniadania w końcu dokwaterowano nam kogoś. Były to dwie Ukrainki – Ola i Alona, z których jedna skończyła podobno właśnie finanse, druga pracuje. Pierwsza miała śladową znajomość angielskiego, druga wcale. Trudnym było dogadanie się, ostatecznie niewiele się dowiedzieliśmy i nasz kontakt był ograniczony, tym bardziej, że były zestresowane.


Dworzec podmiejski


Marszrutki przed dworcem podmiejskim

Wybraliśmy się więc na dworzec kolejowy, gdzie zapoznaliśmy się z rozkładami. Wszystko jest na zdjęciach [a wszystkie zdjęcia na Picasie], ja dodam tylko, że budynek dworca jest piękny, a bazar w pobliżu jest osią życia miasta.


Kolejki do kas – podobno dość charakterystyczne dla wszystkich większych dworców Ukrainy

W drodze powrotnej wzięliśmy tram – są przeładowane, powolne. Kontrolerka (pokazują badge z info, że nimi są) kłóciła się i wręcz przepychała z kimś bez biletu (na początku tytułując go per „szanowny”, później krzycząc za nim „cham!”).


Po lewej u góry manualnie obsługiwany kasownik biletów. Podobne można spotkać w wielu krajach środkowo-wschodniej Europy

Znaleźliśmy też ulicę Zeleną i najpopularniejszy klub w Lwowie – Metro. W zasadzie, niczym się z zewnątrz nie różni od takiej Nowej Republiki [popularny klub w Gdańsku].

W hostelu nawał nowych gości w naszym pokoju. Od Japonki, która jest naprzeiwko w pokoju (o niej później) przez parę Polaków z Wawy po dwóch robotników z Krakowa szukających chyba tylko najebki, ale ich przekwaterowano <- za mały pokój.

Obiad w pizzerii Verona, pizza średnio smaczna (~34hr), do tego wcale nieduża jak na dwie osoby, więc musiałem podładować frytkami na ulicy (3,50hr), które były tłuste, słone i ostre (pieprz), ale smaczne. Potem katedra ormiańska, jak zwykle wspaniała, i wejście na Wysokij Zamok, gdzie okazało się, że jakiś Arab (chyba na wycieczce)
przygruchał sobie już jakąś młodą Ukrainkę. W ogóle, dużo tam całujących się par było.

Katedra Ormiańska


W mieście stoi sporo tablic informacyjnych z mapką i wskazówkami na ciekawsze atrakcje turystyczne. Napisy są również po angielsku

Wróciliśmy do hostelu, szybkie ogarnięcie się i do klubu Kult na live music. Co ciekawe, obsługa pubu puściła wcześniej „Jak anioła głos” Feela… Sam zespół był bardzo fajny, wokalistka miała przyjemny głos i niesamowicie się wczuwała. Na sali było 20-30 osób, zwłaszcza grupka 8 Ukraińców świetnie się bawiła, lecz milutko. Obok nas dwie dziewoje siedziały na vkontakte.ru – rosyjskim odpowiedniku facebooka. Piwo za 16hr – ukraińskie ciemne.

W hostelu zaczęliśmy rozmawiać z Japonką. Było to o tyle zabawne, że ona naprawdę słabo zna angielski, na niektóre słowa reaguje zaskakująco, jakby nie rozumiała kontekstu; wszystko ją cieszy, często zachowywała się, jakby była czymś zawstydzona – to też było całkiem urocze. Wydaje się być totalnie zagubiona, korzysta tylko z kserówek jakiegoś przewodnika po japońsku (1 strona na miasto), dziwi ją, że istnieje jeszcze coś. W Japonii mieszka w Osace, skończyła pracować w biurze, ale teraz ma być asystentką. „No more office work!” powiedziała z radością. Podróżuje od 15 dni, zwiedziła już Helsinki (słabo), Tallinn, Rygę, Siauliai i teraz jest w Lwowie. Potem jedzie jeszcze do Krakowa i na chwilę do Wawy. Zastanawia nas, jak radzi sobie sama, przy takim nieogarnięciu i nieznajomości języków. Z drugiej strony, jest niesamowicie cute.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s