Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Notatki z Lwowa – część 2

22.06
Noc w Hotelu Sun była bardzo spokojna. Po obudzeniu się usłyszałem pieśń po… chińsku, śpiewaną przez jakąś kobietę. Śniadanie zjedliśmy w „Mołocznym barze” w pobliżu głównej poczty. Około 6 zł za ryż, kotlet z kurczaka, buraczki i kapustę, gdzie dwa ostatnie sama do zamówienia dorzuciła nam miła,przyjmująca je kobieta.

Wnętrze poczty w Lwowie

Po śniadaniu poczta, wypisanie 6 pocztówek. Budynek poczty znajduje się na ul. Słowackiego, jest to potężny gmach chyba jeszcze po A-W. Znaczek do Polski kosztuje 4 hrywny (około 1,40 zł), a kartka 70 kopiejek (~25 gr). Na poczcie znowu miła pani w okienku. Odnosząc się do PL – czy to serio takie trudne? Warto pamiętać, że listy zagraniczne powinny trafić do oddzielnej skrzynki „za kordon”. Była też kafejka interenetowa, w niej ktoś pisał maila z mail.ru, cena za godzinę 5,25hr. Wymiana waluty – za 50 zł dostaliśmy 140hr.

Tramwaj

Bilety na tramwaj kosztują 1 hrywnę. Nie pojechaliśmy nim jednak, bo ulica, którą jedzie jest kompletnie rozkopana, to chyba remont na Euro. Doszliśmy pieszo do skansenu, który jest w Lesie Szewczenki na wzgórzu za centrum. Po drodze kupiliśmy czereśnie na bazarze na ul. Łyczakowskiej, znowu miła sprzedająca. Często zadawane pytanie – który raz jesteście w Lwowie?

Remonty w Lwowie na Euro 2012

Bazar przy ul. Łyczakowskiej

[mała ciekawostka z okolic bazaru]

Wstęp na skansen kosztuje 10hr (5 dla posiadaczy karty ISIC), sam skansen jest trochę zaniedbany, dużo budynków stoi zamknięte, a te, które są otwarte, często niewiele mają. Tu pomocny mógłby być przewodnik. Zajmuje jednak potężny teren (50ha) o dużych różnicach wysokości. Niektórzy ludzie tu pracujący są ciekawi – doładowałem telefon pewnej starszej kobiecie, która pilnowała domku.

W skansenie można było również spotkać młodzież będącą właśnie na warsztatach rysowniczych.

Kolejny posiłek w „Kartoplanej Chacie”, też ~20hr. Tutaj z kolei meksykański wystrój. Kupiłem tu też piwo „Biła nić” z browaru w Czerniowcach Czernihowie [przez ten błąd przegrałem w wakacje obiad] za 9,50. Bardzo dobre.

Wieczorem miał miejsce wiec z okazji rocznicy wybuchu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Tu dla odmiany wiec organizowali nacjonaliści, był anty-Hitler i anty-Stalin. Przyszło co najmniej kilkaset osób, pilnowały ich 3 busiki milicjantów.

Później wyrusziliśmy na mały przegląd klubów – Kult (obok filharmonii) był opustoszały, Korzo (blisko pomniku Mickiewicza) miał zachodnie ceny. Skończyliśmy w McDonald’s na shake (12,50 hr) i na ławkach na bul. Szewczenki. „Wygoniła” nas starsza pani sprzątająca okolicę, pytając per chłopcy, czy będziemy tu jeszcze siedzieć. Sami przyjaźni ludzie, serio.

Często w Lwowie spotykało się też dość sprytny system otwierania drzwi, zdjęcie poniżej. By zostały otwarte, trzeba wcisnąć trzy odpowiednie przyciski jednocześnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s