Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Wilno

Minął miesiąc, to chyba już pora na kolejną część opowieści o Litwie, bo w tym tempie nie wyrobię się z opisami do następnych wakacji.

W Wilnie spędziliśmy 1,5 dnia. Obiady jedliśmy w Restauracji-z-Mnóstwem-Dzbanków-na-Suficie, która serwowała najlepsze przykłady litewskiej kuchni. Nigdy nie mogłem się tam najeść z jednego błahego powodu – praktycznie nie jem śmietany i twarogu, a ta pierwsza najwyraźniej musi być dodana do każdego litewskiego dania. Zmuszało mnie to do zjadania drugiego obiadu na mieście, najsmaczniejsze było danie, które w zasadzie wszędzie smakuje podobnie – naleśniki wypełnione mięsem, warzywami i lekko pikantnym sosem.


to właśnie restauracja z dzbankami

Z dotąd nieznanego mi powodu, organizatorzy wycieczki zdecydowali się na dość wysokiej klasy hotel w Wilnie, należący do sieci Best Western. Jest to jedna z największych sieci hotelowych na świecie. Wileński budynek mieści się w dość nowym osiedlu wieżowców, ale sam nie pnie się specjalnie w górę.

best western hotel

Z okna mojego pokoju widać było parę wieżowców…

centrum Wilna

…ale też szkołę tańca. Trzeba przyznać, że przyjemnie obserwowało się zajęcia.

szkoła tańca

Wieczorem wybraliśmy się na spacer po mieście, które jednak mocno pustoszeje po zmroku, nawet na głównych ulicach centrum.

Następny dzień to tradycyjne zwiedzanie „najciekawszych” miejsc w mieście z przewodnikiem, takich jak Góra Trzech Krzyży.

Niestety, bujna roślinność tuż poniżej punktu widokowego utrudniała zrobienie jakichkolwiek przyzwoitych zdjęć panoramy miasta. Lubię obserwować miasta z góry, widzieć dokładnie, gdzie znajdują się główne arterie, charakterystyczne punkty.

Ostra Brama, jedna z głównych atrakcji pokazywanych polskim turystom, zaskakuje swoją niepozornością. Zwłaszcza ze strony, której zazwyczaj nie widać na zdjęciach.

Od samej Bramy ciekawszym zjawiskiem była dla mnie para rosyjskojęzycznych nastolatków, którzy zaczepiali w pobliskim parku ludzi, prosząc o lita/złotówkę, zależnie od tego, jaką narodowość rozpoznali w przechodniach. Próbowali przekupić mnie wyznaniem, że chcą piwa, po usłyszeniu „ja też” od razu chcieli zostać przyjaciółmi.

Przechodząc jedną z ulic centrum, natrafiliśmy na kilkanaście limuzyn i sporą jak na to miejsce liczbę policjantów. Okazało się, że to polski ambasador wyprawia przyjęcie dla korpusu dyplomatycznego Wilna z okazji święta trzeciego maja. Z drugiej strony budynku widocznego na zdjęciu poniżej też jest wejście do polskiej ambasady, a zaraz obok… klub ze striptizem.

Czasami wystarczyło spojrzeć w górę, by dostrzec, że niektórzy mają świetne punkty widokowe na balkonach swoich mieszkań.

Praktycznie wszędzie spotykało się też graffiti.

Niektóre podwórza wyglądały na spokojne miejsce, gdzie można odpocząć…

…inne zaś miały strażników w postaci czujnego oka kamery, rejestrującego wszystkich gości.

W końcu dotarliśmy do rzeki, za którą była dzielnica, której nieodwiedzenia chyba najbardziej z tej wycieczki żałuję. Przynajmniej jednak mam jakiś powód, by kiedyś wrócić do Wilna.

Cmentarz na Rossie z okazji święta narodowego został odwiedzony przez paru dygnitarzy, którzy zostawili po sobie kilka wieńców. Jako mały bonus, w tle nasz ultrapatriotyczny przewodnik.

Sam cmentarz był w pewien sposób niesamowity.

W pobliżu hotelu znajdowało się centrum handlowe „Europa”, w którym znalazłem sklep z płytami CD, a w nim… płyta Zemfiry „Live” za 12 litów (około 14 zł), a „Tourist Zone” zespołu Ljuk kosztowała 5 litów. Tym samym i ja znalazłem odpowiednie dla siebie suweniry (oczywiście, wróciłem też z masą pocztówek).

Wracając na chwilę do pocztówek, odniosłem wrażenie, że w Wilnie niełatwo znaleźć skrzynkę pocztową. Znaczki można kupić w każdym kiosku, pocztówki często też. Kolejną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy był fakt, że stoiska z pamiątkami przed kościołami pojawiały się tylko na te kilka minut, które w danym miejscu spędzała nasza wycieczka. Przejeżdżając później autobusem koło tego samego miejsca, nie było po nich śladu. Podobnie jest w Lwowie.

Majowy weekend powoli się kończył, więc nadszedł czas powrotu. Tuż za Wilnem złapała nas… śnieżyca. W maju.

Dość ciekawą dla mnie obserwacją było zauważenie, że polskojęzyczne Radio Znad Wilii jest jedną z najdalej odbieranych stacji nadających z Wilna.

Po drodze jeszcze przerwa na obiad w Augustowie…

…i czas było powrócić do świata cyferek, przerzutników i wskaźników. Tym razem już nie na długo.

– – –

Ten i poprzedni wpis napisałem w nieco innej formie, niż zazwyczaj. Proszę o uwagi, komentarze, jak się to obecnie przyswaja. Staram się znaleźć metodę, która jest dość atrakcyjna, a przy tym wygodna dla mnie ;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s