Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Kolejna porcja

Punkciki się chociaż Marcinowi spodobały, więc kolejny post też w punkcikach, jako że tak się łatwiej pisze.

„Faith”

Jadąc samochodem, usłyszałem w pewnym momencie znajome słowa. Melodia była jednak zupełnie inna. Słowa znałem z piosenki „Faith” Limp Bizkit. Spytałem więc, kto tą wersję śpiewa, usłyszałem, że George Michael. Różnica?

w tym wyżej trzeba niestety kliknąć, by przejść na youtube, bo zablokowane jest umieszczanie filmiku na stronach i blogach

„N”

Wysiadając z samochodu w Hagen, mama zauważyła, że dzielnica przypomina nieco polskie blokowiska, aczkolwiek była nieco ładniejsza. Szybko dostała odpowiedź, że mieszka tutaj pełno Polaków i Rosjan. Rzeczywiście – szybkie rozejrzenie się po balkonach dało efekt w postaci zauważenia talerza satelitarnego ze znanym w Polsce logo platformy cyfrowej „n”.

Mówiąc wprost – kupa

W większości cywilizowanych krajów podobno wyprowadzający na spacer psy noszą ze sobą woreczki i zbierają odchody swoich milusińskich. Nieprawda. Praktycznie na większości ulic (może poza tymi głównymi) trzeba patrzeć pod nogi, by w coś nie wejść. Nie zawsze tylko milutko na trawce przy drzewkach (ups, drzewka są, trawki nie ma, ale za to są miny), niekiedy na samym środku dość uczęszczanego chodnika.

Wielka dziura

Dzielnica Hörde ma to do siebie, że tuż za jej centrum, gdzie są całkiem ładne kamieniczki, widać gigantyczny wykop. Dawniej podobno były tam huty lub fabryki. Obecnie, planowane jest jezioro. Lake Phoenix, jak ma się nazywać, ma zająć obecnie pusty teren o powierzchni około 24 hektarów.


Lake Phoenix, Dortmund

Na zdjęciu ostatni budynek, który tam pozostał. Zaraz obok niego stoi mnóstwo sprzętu budowlanego. Podobno, wykopywana jest tam skażona przemysłem ziemia. Również podobno – prace poszły w niektórych miejscach na 40 m w głąb, i jeszcze znajdowane są ślady skażenia, dlatego planowane jest, że niektóre fragmenty jeziora będą głębokie na 80 m.

Lahmacun

Pierwszy raz zdarzyło mi się pójść do tureckiej restauracji. Zjadłem tam niejakie Lahmacun, czyli coś, co było mi przedstawiane jako turecka pizza. W praktyce, dużo bardziej przypomina tortillę. Całkiem smaczne, jeśli ktoś lubi ostre jedzenie. Restauracja też przyjemna, mimo że mała i raczej niepozorna. Gdy poprosiliśmy o nieco cieplejszą Colę i Fantę (bo były wyjęte z lodówki), właściciel zaproponował podgrzanie ich na… piekarniku. „Żeby pan tylko nie zapomniał ich wyjąć!” „Nie zapomnę.”
Oczywiście, zapomniał. Na szczęście dostatecznie szybko się zorientowaliśmy, i jedynie butelka od Fanty uległa delikatnemu spłaszczeniu. Smak nadal ten sam.

Nie ma zasięgu

W centrum Hörde, czyli dzielnicy położonej tuż obok centrum, na głównej uliczce, ledwo co miałem zasięg zarówno T-Mobile, jak i e-plusa. Momentami całkiem go gubiłem. Jakoś na autobahnie tego typu problemów nie ma.

Dorwałem żarełko

Od roku nigdzie nie widziałem PEZ-ów. Kiedyś były sprzedawane w Tczewie, teraz niestety tak dobrze nie ma, chyba że gdzieś są, a nie zauważyłem. A są to specyficzne cukiereczki pudrowe, bardzo mi smakujące. Nakupowałem sobie zapasów na kilka dni.

PEZ
za candyfavorites.com

Dorwałem też coś, co widziałem dotąd tylko raz, a jeszcze nie smakowałem – Nutella &Go.

Nutella & Go
za worldofsweets.de

Koty mniej miłe

Po 2 dniach w materacu, na którym spałem, zabrakło powietrza na tyle, że leżąc dotykałem podłogi. Najprawdopodobniej była to wina kotów. Po wyjęciu więc następnego materaca, został on ze wszystkich stron zabezpieczony kocami. Nie wystarczyło. Dzisiaj w nocy, kotka o imieniu Jill zaczęła podgryzać i próbować zerwać kocyk. Nie ustępowała w swoich staraniach mimo mojej obecności, odganiania, wyrzucania. Dopiero, gdy wypchnęliśmy ją poza pokój i zamknęliśmy drzwi, nastał spokój. Było już jednak za późno. Gdy obudziłem się około 4:30, już dotykałem podłogi. Kotka została wpuszczona, dalej kontynuowała swoje boje z kocem. Rano materac przypominał sflaczałą piłkę. Ciekawe, na czym będę dzisiaj spał, materace się już skończyły. :D Swoją drogą, odechciało mi się mieć kota. Ja już wolę moje rybki.

Skype sms

Wysyłanie sms-ów za 99 gr używając roamingu niekoniecznie jest opłacalne. Zacząłem więc szukać innych sposobów na kontakt sms-owy, gdy mam akurat dostęp do internetu. Przypomniało mi się, że mam wykupione nieco funduszy w Skype, i że dało się tamtędy wysyłać sms-y. Wg strony, miało kosztować po 40 gr za sms. W rzeczywistości kosztuje 19,4 gr. Może po prostu ceny spadły, tylko jeszcze o tym nie powiadomiono? W każdym razie, czasem warto mieć dodatkowe możliwości komunikacji.

Wielojęzyczność

Kiedyś wspominałem o tym, że Hörde to dzielnica głównie imigrancka. Więc, jakie języki słychać tutaj najczęściej? Niemiecki – to po pierwsze, w końcu jesteśmy w Niemczech. Zaraz za nim polski – Zagłębie Ruhry to jedno z miejsc, gdzie Polonia jest największa. Koło Realu w dzielnicy Aplerbeck jest nawet sklep Lazar, w którym można zakupić polskie towary. Zajmuje się też podobno tanim transportem paczek do Polski. Jest też rosyjski, w miarę znajomy. Ten miks językowy jest dość przyjemny, poza jeszcze jednym językiem. Turecki. Kompletnie dla mnie niezrozumiały, wypowiadany bardzo szybko, brzmiący zazwyczaj wojowniczo – a może to po prostu wyobraźnia mnie ponosi. Niemniej, nie czuję się szczególnie komfortowo, gdy obok przechodzi grupa osób rozmawiających po turecku.

Wspominałem w poprzednim poście, że nawet sporo po niemiecku rozumiem. Mam jednak pewną blokadę psychiczną przed mówieniem. W przeciwieństwie do Polski, ciężko jednak pójść na zakupy, i przez cały czas nic nie mówić. Pierwszy raz mówić musiałem w sklepie Woolworth, gdy rozglądałem się po elektronice. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś mężczyzna i zaczął pytać po niemiecku, czy widziałem może odtwarzacze mp3. Odpowiedziałem mu, że nie widziałem, to mi się w miarę udało. Gorzej nieco było w sklepie, gdy kasjerka zapytała się mnie (najprawdopodobniej), czy mógłbym jej dać jeszcze 1 cent. Szybko odpowiedziałem „Nein. Da… Kein Kleingeld.” Czemu najpierw nasunęło mi się „Nein, danke.”? Dużo lepiej było w sklepie z drobiazgami, gdzie zdołałem głośno powiedzieć „Danke” i „Auf wiedersehen”. Nie odpowiedziałem już jednak na „Gute Rutsch”, czyli coś w rodzaju życzeń szczęśliwego Nowego Roku. Zbyt wolne myślenie, jak na kolejny obcy język – przejdzie za kilka lat.

Granice osiedli

W większości polskich miast granice poszczególnych osiedli są sprawą dość umowną, nijak nie oznaczoną. Zupełnie inaczej jest w Dortmundzie, gdzie każde osiedle jest oddzielone zupełnie jak miejscowości u nas – tabliczką z informacją, w jakim mieście się znajdujemy i do jakiego osiedla wjeżdżamy.

Webmasterka jako szkolny projekt

Dowiedziałem się, że kuzynka (która nie ma zbyt wiele wspólnego ze sprawami technicznymi) ma na ferie świąteczne (całkiem zresztą długie – od 19 grudnia do 7 stycznia) projekt do wykonania. Tym projektem jest… strona internetowa na jakiśtam temat. Nieco bardziej zaawansowane zadanie niż zwykłe zrobienie gazetki naściennej. Spytałem jej, czy muszą ją robić zwyczajnie przez klepanie kodu HTML – odpowiedziała, że ma do tego specjalny program – nie wnikałem bardziej, ale podejrzewam, że chodzi o Microsoft FrontPage, albo podobne narzędzie WYSIWYG. Zawsze jednak wykorzystanie w miarę nowoczesnych technologii już w edukacji 15-latków.

Na dziś starczy. Następny post już zapewne z Polski ;]

Reklamy

3 responses to “Kolejna porcja

  1. sokn 30 grudnia 2008 o 19:52

    Pezojad w Germacji dorwał jadełko, no dobre ;-) Ciekawe czy tamte PEZ-y są równie pyszne, jak czeskie.

  2. Walker 30 grudnia 2008 o 20:24

    Zazdroszczę Ci jedzenia. Zawsze marzę o różnych restauracjach z innymi kuchniami.

    Yay, PEZ-y — potrafiłem się nimi zajadać bez końca. Niestety w Polsce nie widziałem ich ładnych parę lat, a szkoda, bo zrobiłeś mi ochotę.

    Podziel się swoimi wrażeniami, kiedy skonsumujesz już niejakie Nutella & Go.

    Że tak z ciekawości spytam — po co Ci były fundusze na Skype?

    Kuzynce pomagasz?

  3. tuluttut 30 grudnia 2008 o 22:19

    Dzwonienie za granicę na stacjonarne przez VoIP jest duzo tansze, niz normalnie ze stacjonarnego/komórkowego. Tak samo jest z dzwonieniem na stacjonarne w Polsce, chociaż tutaj oszczędności dużo mniejsze. A stąd mogę przynajmniej tanio sms-y wysyłać ;]

    Nie, nie pomagam, sama sobie radzi bez problemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s