Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

W punktach

Więc, jak zeszłego roku, jestem w Dortmundzie. W tym roku nie ma od razu zdjęć, z prostego powodu – nie chce mi się wrzucać. Za to jest podsumowanie dotychczasowego pobytu w punktach. Poniekąd nieco będzie tu porównaniem życia w Polsce i krótkiego jak dotychczas przebywania w Niemczech, a wnioski mogą być mylne, ale staram się podawać to, co widziałem. Niezbyt chronologicznie, bo tematy są wg kolejności robienia sobie notatek w telefonie. Niektóre po kilkanaście zdań, inne po kilka słów.

Obserwator okienny

Już na miejscu wychodzimy z domu, idąc do garażu w celu wyprowadzenia auta. Patrzę po okolicy, patrząc w okna bloków – lubię patrzeć ludziom w okna. Nagle widzę, że jedno okno – na najwyższym piętrze – jest uchylone. Po chwili, przymyka się, zmieniam kierunek patrzenia, by spojrzeć za chwilę znów – znowu otwarte. Po chwili dostrzegam twarz, schowaną nieco w głębi. Niektórzy ludzie również tutaj nie mają nic lepszego do roboty, niż obserwować rzeczywistość wokół, siedząc w oknie.

Siatka z Biedronki

Przez przelot samolotem, nie ma wrażenia przekraczania granicy, jako że cały lot trwa łącznie godzinę i piętnaście minut. Kiedy doszło do mnie, że jestem w innej rzeczywistości? Dopiero wieczorem, gdy wszedłem do łazienki. Lubię w łazience czytać, więc zacząłem czytać naklejki od opakowań środków czyszczących. W pewnym momencie spojrzałem nieco niżej, na ręczniki. Obok nich… moje przybory do mycia, w siatce z Biedronki. Zdawała się tak niepasująca do reszty rzeczywistości, jak to tylko możliwe.

Samolot niczym pralka

To był mój trzeci lot samolotem – zawsze na tej samej trasie. Miałem wrażenie, że chmury były jedynie nad Polską ;] Tym razem siedziałem nieco z przodu, i atakowała mnie jeszcze choroba (o tym później), więc różne było moje postrzeganie. Niekoniecznie przyjemne – zwłaszcza, gdy słońce świeciło mi w oczy (co powodowało łzawienie). Hałas niezbyt mi przeszkadzał, ale w pewnym momencie moja psychika zaczęła sugerować mi, że tak naprawdę nie siedzę w odrzutowcu, a w… pralce.

Pierwszy faktyczny kontakt z GPS-em

…miał miejsce. Nokia z nawigacją + Tom Tom. Całkiem przyjemne narzędzie, kupię sobie, gdy kiedyś (kiedyś?) będę miał auto. Szczególnie, że naprawdę przydatne na nieznanym terenie – gdy jechaliśmy w odwiedziny do niewielkiej miejscowości 50 km dalej.

Brak roamingu w Simplusie

Jestem przyzwyczajony do korzystania z Ery, a konkretniej Tak-Taka. Pierwszy raz miałem ze sobą za granicę również telefon Simplusa. Dopiero dzisiaj go włączyłem, chcąc wykorzystać drugi telefon do wysyłania sms-ów zza granicy, skoro i tak nie wykorzystuję na nim całego stanu konta. A tu psikus – pokazało mi „Tylko połączenia alarmowe”. Po głębszym sprawdzeniu, okazało się, że nie mam roamingu, co było dla mnie dziwne – w Tak Taku nie przypominam sobie, bym musiał kiedykolwiek aktywować. Żeby aktywować roaming, musiałbym najpierw wyłączyć GPRS, potem włączyć roaming – wszystko krótkimi kodami. Żeby wysłać kody, musiałbym mieć dostęp do jakiejś sieci. Żeby mieć dostęp do jakiejś sieci, musiałbym mieć roaming. Kółko się zamyka.

Taśmowaga

Na lotniskach stanowiska do odprawy zawierają taśmę, na której ważone są bagaże. Na lotnisku w Gdańsku, gdy przyjechaliśmy (swoją drogą, 60 zł za taksówkę z Wrzeszcza na lotnisko? Chyba nas taksiarz nieco obskubał, nawet biorąc pod uwagę, że to było święto [26.12]…), niemalże nikogo nie było, więc jeden z pracowników lotniska wykorzystał moment, by się… zważyć. Wszedł sobie na taśmę, odczytał wagę, po czym zszedł z taśmy i poszedł dalej.

Umiejętności z niemieckiego

Nigdy nie uważałem, że umiem niemiecki, i nadal tak nie jest. Niemniej, dziwi mnie, jak dużo rozumiem. Większość zarówno z tego, co mówią w radiu, jak i z codziennych rozmów (chyba że dotyczą jakiegoś konkretnego specjalistycznego tematu, a nie typowy smalltalk). Wolę się jednak nie odzywać bez potrzeby – ciężko jest jednak mówić w języku, w którym nie ma się kompletnej pewności jak coś powiedzieć.

Atak łzawienia

Mniej więcej na 4 dni przed wyjazdem się rozchorowałem – typowe przeziębienie. Stwierdziłem, że na pewno do wyjazdu mi przejdzie, wziąłem nieco leków, poleżałem nieco w łóżku i w wigilię już wyglądało na to, że jestem zdrowy. Dzień później katar jednak wrócił. Rzeczywiście zaatakował dopiero w dniu wyjazdu. Główny objaw – katar i łzawienie z oka. Tak, oka, nie oczu. Jedynie lewe oko mi łzawiło, i to potężnie. Na szczęście, dzisiaj już jest lepiej.

KOTY!

Na miejscu mam kontakt z dwoma kotami. Szczerze mówiąc, uwielbiam je. :D Są to Leo i Jill (samiec i samica), ale ja preferuję nazywać je Kocilla i Guru. Leo lubię bardziej – jest w miarę w porządku. Nieco gorzej jest z Guru, której najwyraźniej nie do końca spodobało się to, że nie dałem jej nic do jedzenia podczas kolacji. Najpierw starała się uświadomić mi, jak potężny błąd popełniłem. Spojrzała na mnie znacząco spod stołu. Też spojrzałem, ale nie zareagowałem – koty obserwujące mnie są typowym zjawiskiem. Podniosła w końcu łapki, kładąc mi na kolanie. Zauważyłem, że wyjmuje pazurki, to ruszyłem kolanem – poszła sobie. 3 minuty później wróciła, robiąc to samo na lewym kolanie, tym razem się wbijając. „Z pazurkami na mnie?” Przysunąłem rękę, by ją pogłaskać. Spróbowała podrapać mnie drugą łapką, to odsunąłem moją łapkę. Poszła sobie, tylko po to, by podejść od tyłu. Wlazła pod krzesło, wystawiając z jednej strony ogon, by uśpić moją czujność. Z drugiej strony zaczęło się wystawianie pazurków. Nie trafiła, poszła sobie. Koty starały się też regulować czas mojego snu, skacząc mi po nogach. Jakoś tak się składa, że to mi nie przeszkadzało, a obudzić mnie i tak nie mogły.

Opóźnienia w pizzy

Dzisiaj dowiedziałem się, że czekanie 1,5 godziny na zamówioną pizzę to nie jest zwyczaj jedynie polski.

Industrialne ale ładne

Poruszam się po terenie Zagłębia Ruhry – podobno to Śląsk Niemiec. Fakt, fabryk również dużo, ale jednocześnie dużo lasów, a domki między wzgórzami są całkiem ładne. W Essen bloki w pobliżu kopalni przypominają bardzo polskie wieżowce.

Porsche

Czerwone Porsche Carrera stało sobie bezproblemowo na parkingu w pobliżu. Mimo, że mieszka tutaj nawet sporo imigrantów, nikt nie podchodził, nikt nie robił sobie zdjęć, auto odjechało z właścicielem na pokładzie parę godzin później.

Coca-Cola waniliowa

Widział ktoś może coś takiego w Polsce? Jeśli tak, to proszę o namiary (najlepiej w pobliżu Tczewa albo w nim samym). Całkiem smaczne. Tylko czemu butelki 1,25 l?

Dobra, niemal tysiąc słów na posta wystarczy. ;] Zdjęcia na Picasie… jak wrócę.

Reklamy

2 responses to “W punktach

  1. Walker 27 grudnia 2008 o 23:29

    Ciekawa forma posta, dobrze się czyta.

    Rozśmieszyła mnie część z siatką z Biedronki i jednocześnie przypomniała, jak to było z Panią Prezydentową i również samolotem.

  2. sokn 28 grudnia 2008 o 20:47

    Hmm, koty są fałszywe, nie ufaj im.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s