Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Zeszycik

Parę dni temu, dokonując typowych szkolnych działań (czyli zaczepiania rówieśników i rówieśniczek w celu np radosnego wygilgotania się nawzajem), usłyszałem „Nie szalej, bo dostaniesz krzyżyk w ich zeszyciku.”

Idąc dzisiaj do szkoły, miałem okazję porozmawiać z koleżanką z rocznika. Usłyszałem co najmniej ciekawą historię.

Jak się dowiedziałem, dwie koleżanki z klasy humanistycznej prowadziły zeszycik. W nim wpisywały na bieżąco wydarzenia szkolne z ich perspektywy. Tworzyły też tabelkę z listą ludzi, i zaznaczonymi na niej krzyżykami. Liczba krzyżyków była wprost proporcjonalna do ilości razy, gdy dana osoba wkurzyła jedną z autorek. Słyszałem o trzystronowych monologach, będącymi atakiem na inną osobę, a konkretniej mojego przyjaciela. Na pytanie, co o tym sądzę, stwierdziłem zgodnie z prawdą, że mnie to zbytnio nie obchodzi, jak chcą sobie pisać i przy tym być śmieszne (ostatnio taki zeszycik prowadziłem w drugiej klasie, ale podstawówki) to niech sobie piszą, ich sprawa. Jako, że do szkoły piechotą idzie się około dziesięciu minut, rozmowa trwała dalej. Po chwili dowiedziałem się, że zeszycik został im zabrany po kilku próbach, i obecnie znajduje się u jednej z koleżanek.

Koleżanka mądra jest, więc nie dość, że zeszycik przeczytała, to przygotowała dwie kserokopie całości. Dzięki brakowi matematyki (a mieliśmy pisać sprawdzian z całego zeszłego roku…) karteczki ze skserowaną zawartością zeszytu zdecydowanie zwiększyły swój zasięg.

Na początku mnie to nie interesowało, ot podniecają się tym, co jedna dziewczyna powypisywała sobie. Usłyszałem jednak fragmenty, wypowiadane na głos, zauważyłem z daleka rysuneczki i nie wytrzymałem. Wziąłem jedną z kartek i zacząłem czytać.

Ze zdziwieniem stwierdziłem, że mam tylko jeden krzyżyk, podczas gdy niektórzy nawet około dziesięciu. Nie znalazłem też w tekście żadnej wzmianki o mnie, mimo że z główną autorką się szczerze nie lubię. Aspekt personalny zostawię jednak w spokoju, bo nie to tutaj jest najważniejsze.

Sam w sobie tekst był świetny. Niesamowite, że w liceum autorka znalazła codziennie dość czasu, by napisać całkiem sporo tekstu, i to z sensem. Ma to pewnego rodzaju wartość komediową, momentami wybuchałem śmiechem. Rysunki też miały swój urok. Generalnie, strasznie przypominało mi to „Szalone życie Rudolfa”, którą to książkę czytałem jakiś rok temu, po tym, jak koleżanka stwierdziła, że to o mnie. Trochę cech wtedy w sobie znalazłem, to fakt. Tutaj, było dużo ciekawiej, bo opierało się to na rzeczywistych wydarzeniach – do tego wszystko to działo się w mojej, dość niewielkiej (około 50 osób) społeczności.

Właśnie wielkość tej społeczności powoduje, że wszyscy się znamy, a taki ładunek może wywołać dość spore wstrząsy. Nie, to nie czasy, żeby skończyło się walkami fizycznymi. Tutaj, szczególnie, że dotyczy to w dużej części dziewczyn, walka będzie odbywać się w sferze psychologicznej, i dla osobnika płci męskiej, takiego jak ja, będzie w dużej mierze niedostrzegalna i niezrozumiała.

Kolejną kwestią jest możliwe nielubienie się przez klasy. Jesteśmy jednym rocznikiem, mamy wspólnie lekcje, a w tej chwili może dojść do alienacji humanistycznej części naszego rocznika. Problem w tym, że oni sami są podzieleni. Zeszycik podobno był „klasowy”, a część nie miała do niego absolutnie żadnego dostępu, inni przejrzeli i nic nie wpisali, inni wpisali jedno zdanie. W rzeczywistości, odzwierciedla on spojrzenie na świat tylko jednej osoby. Ciekawe, kontrowersyjne, ale napisane tak, że wywołało dostatecznie duże efekty w naszej społeczności – taka bomba z opóźnionym zapłonem.

Jak tylko dostanę w moje łapska jakieś karteczki z zeszytu, wrzucę chociaż ciekawsze fragmenty ;]

Reklamy

5 responses to “Zeszycik

  1. Walker 16 października 2008 o 19:57

    Szczerze powiedziawszy nie potrafię wyobrazić sobie takiego zeszyciku, nie mam pojęcia, jak on wygląda.

    Napisałeś, że taki zeszycik prowadziłeś w podstawówce. Co to moda jakaś była? Na czym konkretniej takie coś polegało?

  2. tuluttut 16 października 2008 o 19:59

    Wyobraź sobie pamiętnik, pisany jako tekst bardziej zbiorowy, o innych, pod publiczkę ;]

    Nie, po prostu nagle w podstawówce wpadłem na pomysł, by założyć zeszyt, w którym wszyscy będą mogli wpisywać swoje opinie o danych osobach, coś w rodzaju badania opinii publicznej. Wychowawczyni mi go zabrała. ;]

  3. Walker 16 października 2008 o 20:02

    A to wydaje się jednak czym innym, niż to, co ta dziewczyna pisze.

    Jakim prawem i dlaczego Ci zabrała?

  4. tuluttut 16 października 2008 o 20:04

    To, co ona pisze, miało być początkowo raczej pracą zbiorową, wtedy rzeczywiście wyglądałoby jak mój zeszycik.

    Myślisz, że ja się w 1999 r., ośmiolatkiem będąc, zastanawiałem, jakim prawem mi zabrała zeszyt? Zapewne dlatego, że najwięcej odpowiedzi w nim było na pytanie „Co sądzisz o naszej wychowawczyni?”

  5. mlandek 22 października 2008 o 19:56

    w tym wypadku połowa klasy pisała, druga połowa byla obmawiana….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s