Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

„Sun” – part 3

Więcej części już nie będzie. :)

Czekali tak we trójkę od paru dni, mając nadzieję, że upragnione rozkazy w końcu nadejdą. Od dłuższego czasu na niebie nie było żadnej chmurki, a majaczące na horyzoncie olbrzymie miasto wydawało się być jakąś surrealistyczną fatamorganą wobec ogromu pustyni wszędzie wokół. Istniało jednak i żyło według własnego, od dawna ustalonego rytmu. Czy jednak na pewno? Byli przecież w mieście kilka dni wcześniej i coraz mniej przypominało ono nieludzko uporządkowane, ale spokojne miejsce, z którego odszedł. Walki już nie toczyły się o ustalonych godzinach, a cały czas, obejmowały też coraz większy obszar. Wyglądało na to, że frakcje przypomniały sobie, że na wypadek katastrofalnego obrotu wydarzeń przodkowie zostawili dla nich bronie dużo bardziej niszczycielskie.
W końcu pojawił się rozkaz. Tylko jedna miała udać się do miasta, w celu pełnienia straży w magazynie broni ostatecznych – ładunków nuklearnych. Było wyraźnie napisane – jednA, nie jedEN, więc jasne było, kto ma wykonać zadanie. Nie burzyła się, wręcz przeciwnie, wyglądała na rozradowaną. Poszła do namiotu i pozbierała najpotrzebniejsze rzeczy. Tuż przed odejściem uśmiechnęła się do niego, nie było to jednak ten sam uśmiech, który doprowadzał jego umysł do rozstroju. W tym uśmiechu było coś innego.
Mogli tylko patrzeć, jak oddala się, stając się maleńką kropeczką wśród piasków, a następnie całkiem znikając…

– – –

Następnego dnia napisał do niej SMS: „Martwię się o Ciebie.” Czekał na odpowiedź dużo dłużej niż zwykle, już myślał, że wcale jej nie będzie, co doprowadzało go do paniki, w końcu zawsze mu odpisywała, jakoś go uspokajała, koiła skołatane nerwy, a tym razem coś musiało być nie tak… Nagle usłyszał znajomy dzwonek. „To śmieszne, że się martwisz, przecież dam sobie radę!”. Ubodła go ta odpowiedź. Nigdy tak nie odpowiadała. Poczuł, że to wcale nie jest śmieszne, że… skończyła się miłość. Pierwszy raz pomyślał jasno, że była to miłość, zawsze wolał określenie, że jest to coś niewypowiedzianego głośno, a wyjaśnienie czym to jest mogło usunąć całą magię… Nie mylił się. To była miłość.
Nadszedł wieczór. Spoglądali w kierunku miasta, gdy nagle ujrzeli migający punkt. Po chwili następny. widać też było zwyczajowe błyski rakiet, z takiej odległości wyglądające równie widowiskowo co świetliki. W przeciwieństwie do rakiet, te punkty nie znikały, a raczej rozszerzały się. Niekiedy miejsca, do których docierała ta fala światła, rozbłyskały, a w obozowisku, położonym przecież tak daleko od miasta, słychać było huk wybuchów, co nigdy wcześniej się nie zdarzało. Miasto wyraźnie płonęło.
W pewnym momencie jeden z rozbłysków nie zniknął, a wręcz przeciwnie. Ze zdumieniem obserwowali, jak rośnie, aż pochłonął całe miasto. Przybierał kształt grzyba. Osłupieli. Po chwili fala uderzeniowa zwaliła ich z nóg. Później nadszedł ogłuszający huk, a po nim już tylko cisza.
Nie było już miasta, w którym się urodził, w którym dorastał, z którego się wyrwał. Nie było milionów ludzi, wielkich budynków w centrum, znakomitych kolei, a przede wszystkim nie było jej…

– – –

Nikt nie chciał wejść do jej namiotu. Może bali się, że emocje tam już nie wytrzymają? W ciszy pozbierali swoje rzeczy. Trzeba złożyć raport do dowództwa… Nikt nie miał jednak do tego głowy, zresztą oni pewnie już wiedzieli co się stało…
Na szczęście, jego partner miał dość oleju w głowie, by niespecjalnie wchodzić mu w drogę. Nawet informację, że chce wyjść na parę godzin w pustynię, przyjął ze zrozumieniem.
Kochał ją. Teraz to wiedział, wiedział też, że ta miłość w rzeczywistości nigdy się nie skończyła. Pora była jednak na jakiś fizyczny znak końca. Wyjął z kieszeni telefon. I tak w tym miejscu nie miał zasięgu, za daleko od przenośnego nadajnika, jaki posiadało obozowisko. Ostatni raz przeczytał wszystkie SMS-y. Pamiętał jak wiele miłego zdarzyło się dzięki tej kupie plastiku i metalu, ale jednak na końcu ona przez telefon potraktowała go dość nieprzyjemnie, jakby chciała coś zakończyć…
Wyrzucił telefon i wrócił do obozowiska. Pora wyruszyć z powrotem do cywilizacji, odpocząć i znaleźć kogoś nowego…

Reklamy

One response to “„Sun” – part 3

  1. cosik-nie-dla-ciebie.blog.onet.pl 2 listopada 2007 o 13:10

    Odpowiadam na twoje pytanie z bloga http://www.cosik-nie-dla-ciebie.blog.onet.pl: część twojej notki była przypadkowa. Potrzebowałam tylko czegokolwiek. To jest blog taki na jaja. NIE bede tłumaczyć. Sory jeśli Cie to uraziło. Jeśli chcesz mi odpisać na maila to pisz tu: westlife1@o2.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s