Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Perspektywy na przyszłość, Aj Lern Korijan, nieco matmy, Jurowiżyn raz jeszcze, LP ciągle niezrecenzowane i co jest zawodem

Wpis może niespecjalnie długi, ale wynika to z tego, że w sumie niewiele przemyśleń mi się nasuwa, to normalne po powrocie do szkoły, gdzie trzeba się skupić na codziennej nauce itepe itede. Tak, wiem, to takie frazesy, a w praktyce zdarzają się dni, w których cały czas tylko leżę/siedzę w internecie i nic nie robię.

Temat 1 – przyszłość. Najbliższa przyszłość to w zasadzie liceum. Szykowała się bardzo ciekawa klasa, ale jak zwykle plany biorą w łeb (większość interesujących chętnych do klasy matematyczno-fizycznej wybiera sąsiednie liceum, o podobnym poziomie, co zaskakujące, bo część z nich w ogóle o tym nie myślała wcześniej) i zupełnie nie wiadomo, z kim przyjdzie mi się 3 lata męczyć, no może prócz paru osób, które z pewnością pójdą, niezależnie jakie mam do tego odczucia (do niektórych pozytywne, niektórych mniej). Można się spodziewać klasy złożonej z nowych osób, w większości mieszkających w dwóch miejscowościach 23 km od mojej mieściny, czyli 45 minut autobusem, ale skoro chcą się tak telepać to tylko im współczuć. Niby nowi ludzie, ale nie wiadomo właściwie, jacy. Dobrze, że chociaż nauczyciele zgodnie z planem… :)

Taa, uczym się nieco koreańskiego. Nareszcie znalazłem coś w rodzaju podstawowych rozmówek i kursu, ale bez nauczenia się draństwa zwanego Hangul (alfabet koreański) się nie obejdzie, cóż, i tak dobrze, że nie jest to alfabet japoński bądź chiński, o setkach, tysiącach różnych znaczków, bo koreański ma tylko 24, sposób zapisu już znam, ba, umiem wymówić większość głosek, co jest wręcz zadziwiające, jak się słucha rozmowy po koreańsku (powiedziałbym że to połączenie świstów z gulgotaniem indyka i różnych szelestów) :) Nawet się nie nastawiam, że będę się tego uczył jakoś konkretnie, to raczej rozrywka na wolny czas, tak samo jak C++, za które chwilowo nie mam ochoty dalej się brać, może dlatego że moja humanistyczna część osobowości całkiem miło się uaktywnia.

Ale skoro już o częściach osobowości, to zapewne wynika to z tego, że dziś bawiłem się w zabawę zwaną „moje pierwsze odkrycie”. Na sprawdzianie mieliśmy bardzo milutkie zadanie dodatkowe:

Różnica kwadratów dwóch liczb naturalnych wynosi 23. Podaj, co to za liczby.

Jak każdy nierasowy matematyk, zacząłem od ulubionej metody większości chcących rozwiązać takie zadanie jak najszybciej – wypisywania kwadratów kolejnych liczb naturalnych i sprawdzania, czy w końcu któreś podpasują, oczywiście po pół minuty miałem wynik – 12 i 11. Co to jednak za radocha, tak szybko skończyć, nie ma tak! Miałem jeszcze jakieś 20 minut czasu, więc patrzyłem na te liczby, gdy nagle coś zaczęło mi się układać. 12+11=23. Hmm. 6+5=11 6^2=36 [tak sie pisze 6 do kwadratu?], 5^2=25. 36-25=11. Mamy więc już jakąś prawidłowość! Dobra, ale co będzie jeśli weźmiemy dwie liczby, które NIE SĄ kolejne, a na przykład 5 i 3? 5+3=8 Tymczasem 5^2-3^2=25-9=16 Ale przecież 16=8*2 5=3+2, więc najwyraźniej ciągle mamy tu jakąś prawidłowość, ale w tym momencie przychodzi pora na użycie argumentu, który rozwieje wątpliwości. Zamieniamy liczby na x i y, a różnicę między x i y na n. Do czego doszedłem?
dla x-y=n, x,y należą do zbioru liczb naturalnych, x>y
x^2-y^2=n(x+y)

Ha! Oczywiście, to wszystko napisałem na mojej kartce ze sprawdzianem, choć w formie dużo bardziej nieczytelnej, zdaję sobię sprawę, że ciężko będzie się z tego rozczytać i zrozumieć, nawet tutaj. Niemniej, radość z tego była niesamowita, tylko jedno mi ją przysłoniło. Nie pomyślałem o prostym ruchu:

-/ x-y=n
{
-\ x^2-y^2=n(x+y)

zmienić na

x^2-y^2=(x-y)(x+y)
I miałbym te cyferki co na początku z uczonego równania. Niestety, aż taki inteligentny nie jestem, by na to od razu wpaść.

Co do Eurowizji – cóż, wygrała Serbia. Jak się wyłączy wizję i zostawi fonię, nawet da się wytrzymać. Niemniej popieram tutaj zdanie pewnej Moniki – Gruzja i Ukraina rządzą! Jak się później okazało, całkiem miłe etniczne rytmy miała też Bułgaria, a z różnych powodów podobały mi się jeszcze Izrael i Finlandia. Tym razem filmików nie daję, każdy może sobie sam znaleźć na youtube.

Co do Linkin Parku – cóż, jakoś nie mam ochoty pędzić po płytę póki co, te mp3 rozbestwiają. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że większość płyty mi się widzi :)

Jako, że dwa poprzednie akapity zacząłem od „co do”, tym razem inny początek :) Miała miejsce pierwsza minidyskusja w moich komentarzach, a raczej odpowiedz komentarzem na jeden komentarz, pomiedzy Walkerem a Kerin. Chodziło o poczciwego hakera. Czy haker to zawód? Owszem, zgodzę się z Walkerem, to jest pasja, która jednak może być zawodem. Wszystko, za co można dostawać pieniądze to zawód :) Tak samo polityka, piłka nożna, czy nawet testowanie gier na komórkę (tak, za to też można zarabiać! :D). Krótko mówiąc – pasja i zawód się nie wykluczają, a jeśli jeszcze się łączą, to tym lepiej, większa przyjemność zarówno dla ducha jak i kieszeni.

A miał być krótki wpis…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s