Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Siplasplas, Łorsoł, TiViPi i Jurowiżyn

Coś zaczyna trzymać mnie przy tym blogu. Może to jego prostota i wygoda, może to, że troszeczkę się starzeję, a chcę mieć miejsce, gdzie mogę pisać sobie takie ciekawostki, to co myślę, odczuwam, a i tak wiem, że kto będzie chciał to przeczyta…

Otóż wczoraj na Dniu Otwartym miało miejsce jedno pozytywne przebudzenie. Widząc, jak sobie nasza kochana informatyczka szkolna radośnie programuje (w sumie nie zrobiła nic takiego) w C++, uznałem że ten język jednak jest w miarę wygodny i zrozumiały! Niesamowite :) Mimo tego, że przez dwa dni byłem nieobecny na lekcjach, okazało się, że nie mam specjalnych zaległości, więc miałem dziś dużo wolnego czasu, czego efektem jest również ten wpis. Tak więc uruchomiłem Ubuntu i znalazłem kurs C++. Konkretniej ten kurs. Całkiem przyjemny, krok po kroczku, a co ciekawe, nie zaczyna się od „Hello World”, tylko od razu przechodzimy do konkretnej zabawy, a że troszeczkę doświadczenia z podstaw Pascala wyniosłem, wbrew pozorom nawet ten język może czegoś nauczyć. Co mnie początkowo lekko denerwowało, to to, że pisałem w czymś w rodzaju ubuntowego notatnika – gedicie, a kompilowałem przez konsolę, więc troszkę to wszystko inne, niż to, z czym miałem do czynienia dotąd, ale uznałem, że taki sposób podoba mi się zdecydowanie bardziej :) Fakt, że nie widzę od razu błędów w kodzie, ale to też pozwala czegoś człeka nauczyć. Jedno tylko jest ważne, by ręcznie pisać przykłady, a nie używać kopiuj-wklej. W ten sposób zdecydowanie więcej się zapamięta :)

Warszawa – miejsce, gdzie byłem ponad miesiąc temu, tylko przez trzy dni, ale dzięki miłej opiece Kancelarii Senatu zdążyłem w tym czasie naprawdę wiele, w tym zrobić sobie zdjęcie z Janem Marią Władysławem Piotrem Rokitą (ciekawostka – imię Piotr pochodzi z bierzmowania, w takim razie jakim cudem ma jeszcze trzy imiona? Wyjaśnienia należy szukać na wikipedii – wg przypisów odnośnie jego imion, nie wiadomo jakie prawo w tej sprawie było w Polsce w czasie jego narodzin, albo po prostu nikomu nie chce się go szukać). Wracam jednak do tematu. Co najbardziej z Wawy zapamiętałem? To nie jest spokojne miasto, jak nasza ukochana prowincja. Przy wjeździe pełno reklam agencji ochrony, zupełnie jakby coś sugerowały. Jadąc Wisłostradą od północy po prawej (Targówek?) widać pełno bloków, wieżowców. To tam pierwszego dnia mojego pobytu znaleźli ciało Grobelnego. Z drugiej strony, spokojna, zachęcająca do dalszego poznania dzielnica rządowa (nie wiem czemu, ale te dzielnice w każdej stolicy mnie interesują, jeśli chodzi o zabudowania, bo zawsze tam można odnaleźć pewien smak i styl, albo chociaż monumentalność). Ciekawi ludzie – sporo osób na rowerach, ze względu na odległości. Można zrozumieć styl ubioru Toli z Blog 27 – w Wawie to norma (no, może nieco lżejsza wersja), sporo alternatywnych. Widać nalepki „Solidarność z Białorusią” na chodnikach, śmietnikach i światłach drogowych. Ot, taka aktywność młodych. Przejeżdżając koło Liceum Batorego (z „Kamieni na szaniec”) widzi się, że to niespecjalnie duża szkółka, ale po jej zauważeniu i zidentyfikowaniu czuć historię. Tak samo przy tablicach z informacjami, że tu doszło do bitwy powstańców w ’44. Informacje zresztą bardzo konkretne, pobudzające wyobraźnię. Dużo drogich samochodów. Futurystyczne ambasady – francuska i kanadyjska, zresztą obok siebie. Hotel sportowy, niby trzy gwiazdki, a już czuje się wysoki standard, zupełnie nie to co wycieczki szkolne. W nocy słychać uliczne wyścigi – silniki o naprawdę dużej mocy, to da się wyczuć. A w Parlamencie – politycy wszędzie. Ludzie dotąd widziani tylko w telewizji na wyciągnięcie ręki. Widać, że realni – z krwi i kości, jak każdy człowiek, choć niektórzy budzą podziw. Sam budynek mniejszy niż się wydaje w telewizji, ale i tak spory. Kible bardzo zwyczajne, widoki z ichnich okien już nie. Tu też wystrój ze smakiem. Jedzenie w sejmowych restauracjach pyszne, a przy tym zwyczajne. Jednocześnie, ma się wrażenie, że to miasto wcale nie jest aż takie wspaniałe. Owszem, duże miasto, ale to jeszcze nie jest City, moim zdaniem nie umywa się do Pragi, a nawet Wrocławia (a już nie wspomnę, że Sopot wydaje mi się przyjemniejszy). Ale fakt, styl życia może wciągać. Tak samo luksusy. Dobrze jednak wiem, że zwykły człowiek za wiele takiego stylu nie dostanie. A nawet jeśli, to nie na zawsze. Na dodatek życie nie jest tak spokojne i bezstresowe, jak tutaj.

O co z TVP chodzi, jaki mam znowu problem? Otóż obejrzałem fragment programu „Podróże z żartem” poświęconego, jak napisali, Korei, czyli obu Koreom. Tymczasem, jeśli chodzi o ROK (Koreę Południową), zaproszono takie osoby jak Michał Milowicz czy Andrzej Grabowski, z całym szacunkiem dla nich, ale jedyne co łączy ich z ROK, to to, że kiedyś (najprawdopodobniej zresztą jeden raz) tam byli i niewiele zapamiętali. Jeśli chodzi o DPRK (Koreę Północną po angielsku), byli pan Jerzy Kapuściński, podróżnik, a także Bartek Pataląg (chyba tak się pisze jego nazwisko, tak przynajmniej wynika z googli, bo na stronie iTVP jest pisownia Patalong), znany na forum o Korei Północnej (link po prawej) jako kim_bar_tek – oni przynajmniej coś wiedzieli. Sam program można znaleźć na stronie itvp, jeśli ta akurat działa poprawnie, co jest rzadkością. Osoby niezorientowane po obejrzeniu tego programu będą myślały, że Korea jest jedna, rządzi nią Kim Ir Sen (który notabene nie żyje od 13 lat), a Seul to jej stolica, gdzie da się dolecieć z Amsterdamu albo dojechać pociągiem z Pekinu. Tyle w każdym razie zapamiętałem z dziesięciominutowego urywka, dalej tego oglądać po prostu nie byłem w stanie.

Jeśli chodzi o Eurowizję, to właśnie trwa, aż dziwne, że taka festyniarska piosenka, jaką uraczył nas The Jet Set nie dostała się do finału (a szkoda, bo piosenka nie dość że zabawna, to jeszcze miłe względy estetyczne). Przedostał się za to debiutant – Gruzja – której piosenka nawet mi się podoba :) A śpiewająca nawet kojarzy mi się z jedną osobą, którą znam.

Piosenka Gruzji:

Te wpisy coraz dłuższe, ech…

Reklamy

2 responses to “Siplasplas, Łorsoł, TiViPi i Jurowiżyn

  1. Walker 12 Maj 2007 o 22:52

    Może to jego prostota i wygoda, może to, że troszeczkę się starzeję

    Prostota? Jasne! Wygoda? Jasne! Wszystko pieknie i ladnie, tylko dlaczego nie chcesz sie mnie posluchac i chociaz popatrzec na te theme’y, ktore sa rownie piekne i wygodne i proste, jak ten, ale sa troche mniej popularne? Moze akurat Tobie sie spodobaja, przeciej nie musisz zmieniac, po prostu popatrz ;).

    Starzejesz sie? Phi… ciekawe, co by powiedzieli na to rodzice?

    informatyczka szkolna radośnie programuje (w sumie nie zrobiła nic takiego) w C++, uznałem że ten język jednak jest w miarę wygodny i zrozumiały! Niesamowite :)

    No wlasnie, niesamowite! Ale mnie to sie nie chcial posluchac, jak mowilem i pokazywalem, uhh!

    Te wpisy coraz dłuższe, ech…

    Nie „ech…” tylko „ach…”! Bardzo dobrze, bardzo ;).

  2. Niezależna. 13 Maj 2007 o 19:09

    No tak, osobiście podobała mi sie Grecja… ;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s