Archiwum kategorii 'Muzyka'

Coma – Hipertrofia

Krótko, jako że już dość późno – wbrew dość nudnemu początkowi, warto przesłuchać najnowszą dwupłytę Comy – Hipertrofię. Sporo tam nowego, innego podejścia. Teksty różne, styl różny, ale ponad 1,5 godziny muzyki łącznie daje dostateczną dawkę wszystkiego. Parę piosenek, które mi się szczególnie spodobały:

Nadmiar

Popołudnia bezkarnie cytrynowe

Sony/BMG dość postarało się, by na youtube skomplikowane było znalezienie działającej piosenki “Zero Osiem Wojna” – jedynej, która zresztą ma klip. Poszukajcie, warto ;]

A teraz wątek tczewski:

Osobowy

A teraz spać, budzik na 6:12.

[tłumaczenia] MUCC – Yasashii Uta / Gackt – Returner Yami no Shuuen

MUCC – Yasashii Uta (Delikatna Piosenka)


Nie, naprawdę nie było lepszego filmiku.

Jak się czujesz? Co nowego?
Staram się jak najlepiej żyć
Tak wiele ostatnio załamujących zdarzeń na świecie
Każdego dnia, czuję się raczej przytłoczony

Z tak smutnymi twarzami i szybkim tempem
Ludzie chodzą zwyczajnie po ulicach
Gdzie oni idą?
Po co oni idą?

Hej, posłuchaj mnie; zatrzymaj się, chociaż na chwilę…

Lalala lalala, śpiewamy, każdy z nas pod innym niebem
Nieporadnie znosząc każdy dzień przez który jesteśmy pchani przez życie

Proszę, nie płacz więcej, chodź, podnieś swoją głowę
Jest też świat który otwiera się gdy umieszczasz go w słowach, w głosach, w piosenkach

Czy płaczesz, bo masz złamane serce? W końcu, ludzie są niczym bez miłości
Czyż wielki Bóg z dalekiego kraju nie powiedział czegoś takiego?

Gdy dzisiejszy, jutrzejszy i każdy inny dzień będą niespokojne, wybrzdąkaj niewielką piosenkę
Smutne piosenki, delikatne piosenki i piosenki które są dla kogoś są z pewnością czymś prawdziwym
Wszystkie zmieniają się w coś

Wszyscy razem, niech wasze śpiewy
Zabrzmią tu i teraz
Możemy stać się nieco silniejsi przez śpiew
Daj mi to usłyszeć – piosenkę, która jest tylko twoja

Gackt – Returner Yami no Shuuen

Gdy księżyc był na niebie
Przestraszyłem się samotnością
Więc zawołałem, szukając Ciebie, ale nie mogłem zobaczyć nic przez moje łzy

Gdybym odbijał się w Twoich źrenicach
Uśmiechałbym się
Nigdy więcej nie znajdę uśmiechu takiego jak ten
W ciemnościach, mój płacz [moje krzyki?] trwa
I widzę Cię
Zbyt daleko…

Do granic wytrzymałości
Trzymaj mnie mocno
Sen, z którego się budziłem, znika
Twoje ręce i ukochany głos uciekają

Ponieważ spotkam jeszcze Cię
Ponieważ dałem obietnicę
Z miłością która mogłaby się wylać
Przykryj mnie delikatnie
Daj mi wieczny sen

Nie widzę Cię,
Nie widzę Cię.

DISCLAIMER – Nie, to nie jest żadna seria tłumaczeń. Nie, nie znam japońskiego – to moje tłumaczenia z angielskiego tłumaczenia (tak więc zafałszowania mogą być podwójne), do tego nie tłumaczę tak dokładnie jak to tylko byłoby możliwe, a raczej jest to moja wolna interpretacja, która może okazać się zupełnie niepoprawna. Osoby znające lepiej angielski, a najlepiej japoński, proszone są o przetłumaczenie tego na porządnie – to tylko moja mała fuszerka, w celu zapełnienia luki. Przynajmniej jeśli o pierwszą piosenkę chodzi, bo jej polskiego tłumaczenia nigdzie nie znalazłem, a drugą to już z rozpędu. ;]

Bugotak, CKOD i pornohagen

Dzisiaj dzień muzyczny.

Zaczyna się od pięknego przykładu, jak można zrobić coś ciekawego przy użyciu śpiewu gardłowego. W realu śpiew gardłowy słyszałem dotąd trzy razy, za każdym razem na Monciaku w Sopocie, gdzie przyjeżdżała jakaś grupa artystyczna ze Wschodu, widocznie w ten sposób da się zarobić. Różne rzeczy da się w ten sposób zaśpiewać, najwyraźniej jedną z nich jest “Rape Me” Nirvany – oto wersja pana o pseudonimie (?) Bugotak.

Świeżutka niczym bułeczki informacja pokazuje zaś, że w Tczewie 23 sierpnia wystąpi Cool Kids Of Death. Będzie to miało miejsce w ramach corocznego Festiwalu Grzegorza Ciechowskiego, gdzie występują raczej młode i mało znane zespoły, ale zawsze ktoś jest zapraszany jako gwiazda, w tym wypadku jest to CKOD. Jeśli o nich chodzi, przy okazji znalazłem ciekawy filmik z rozdania Yachów:

Jeśli ktoś po obejrzeniu nie wie, o co chodzi (a to całkiem możliwe), polecam zwrócenie uwagi na parę szczegółów. Pierwsza rzecz, warto obejrzeć jakiś inne ich nagranie, i zobaczyć, kto gdzie gra/śpiewa. Druga rzecz – gesty, ekspresja, czasem ułożenie palców na progach ;] Całkiem ciekawa reakcja na konieczność gry z playbacku.

Wracając do Festiwalu Ciechowskiego, na lastfm jest całkiem sporo zespołów, które mają tam grać. W dużej części nic ciekawego, ale zaciekawił mnie zespół pornohagen, który ma coś w sobie.

Stan umysłu

W ramach pasma wieczornego stacji o straszliwej nazwie TVN, obejrzałem wczoraj całe 1,5 programu. Miałem w planach 3, ale zamiast obejrzeć pierwszy raz 39 i pół na którego obejrzenie namawiał mnie Marcin, wolałem pograć w counter-strike, o którym później. Wyłączyłem jednak komputer o odpowiedniej porze, by zdążyć na program Kuby Wojewódzkiego, w którym wystąpili nadmiernie żywy i kolorowy Ibisz (kryzys wieku średniego? :>), a także Tola z zespołu Blog 27. O ile Ibisz wyszedł w miarę dobrze, to Tola już bez rewelacji. Ot, poopowiadała chwilkę, ale niczego nowego się nie dowiedziałem, nadal kreuje się na osobę, której nikt nie lubi, nikt nie rozumie i tak dalej. W tle puszczano przebitki jej nowego klipu, nazwy nie pamiętam, ale już rozumiem, czemu magazyn Blender skomentował tą piosenkę w tak ciekawy sposób (cytat z pudelek.pl):

To jest pop! To jest pop-punk! To jest hip-hop! Ten trzyminutowy utwór zawiera więcej zmian stylistycznych niż “Bohemian Rhapsody”!

Z innych ciekawostek, Tola ostatnio sypiała w… trumnie. Jak ktoś lubi, to czemu nie… No właśnie, czemu? Niech zgadnę, ponieważ to co najmniej nietypowe i nie ma żadnego większego uzasadnienia, po prostu ot tak pospała sobie nieco w trumnie?

O stanie umysłu (podobno, sam to wymyśliłem) może dużo mówić lista dziesięciu najczęściej czytanych kanałów rss, tak więc ciekawe, co może sugerować taka lista?

10 moich najczęściej czytanych itemów na Google Readerze

Tak, to moja lista.

Jak łatwo (no, może raczej tanio) zostać gitarzystą

Jak można łatwo zostać gitarzystą i posiadać swoją własną gitarę elektryczną z “piecykiem”?

No, może nie łatwo, bo trzeba umieć grać na gitarze, ale na pewno tanio.

Wystarczy pojechać za naszą zachodnią granicę :) W sklepie “Jawoll” (coś w rodzaju naszych supermarketów typu mydło i powidło) znajduje się gitara elektryczna od razu ze wzmacniaczem za… 99 euro. Tak, nie pomyliłem się, 99 euro. A akustyk w wersji mini za 9,99 euro. Tylko ten akustyk miał struny przyczepione… nitkami. Po jednym moim dotknięciu trzy struny się odczepiły, dlatego podejrzewam, że sprzęt z nieco “wyższej” półki cenowej również będzie tak cudowny. Niemniej, jako sprzęt do zniszczenia na koncercie te gitarki wydają się być świetne. Nie próbowałem kupować, mam lepsze rzeczy do kupienia za 10 euro, jak na przykład… szalik. A właściwie 5 szalików. Albo gry komputerowe podobne do naszej serii “Extra Klasyka”. Też niezłe, ale u nas dostanę za odpowiednik 5 euro. Chociaż gdybym nie miał Tropico II, to skusiłbym się na ofertę w jednym ze sklepów (3 euro)…

Potter, książki i życie bez internetu

Obejrzałem dzisiaj do końca piątą część filmu „Harry Potter i Zakon Feniksa”. Co w związku z tym? Wydawałoby się, że nic. Film w miarę przyjemny, ale główną rzeczą, która sprawiła, że w ogóle chciałem go obejrzeć, to tematyka, związana z serią książek, która jest jedną z moich ulubionych. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że po tym filmie również towarzyszy mi coś dla mnie dziwnego, a zarazem przyjemnego. Nie jestem w stanie zdefiniować co to jest, mam wrażenie, że jakiś rodzaj uczucia, odczucia, coś, co sprawia, że czuję się inaczej niż zwykle, nie wiem jak to nazwać – spełniony? Na swój sposób zaspokojony?
To samo odczuwam po przeczytaniu niektórych książek, mam tu pewne podejrzenia, że najczęściej tych, w których w pewien sposób jestem w stanie identyfikować się z bohaterem. Tak, na swój sposób przeżywałem radość, gdy Harry’emu zaczynało się udawać najpierw z Cho, potem z Ginny, podobnie było, gdy Rudolf z książki „Szalone życie Rudolfa” Joanny Fabickiej znalazł swoją sarenkę (Zuzię bodajże?), może dlatego, że byłem w stanie wczuć się w życie tych postaci? Co ciekawe, podobne odczucia miałem przy oglądaniu „Truman Show”, „K-Pax”, „Pięknego umysłu” i jeszcze kilku książkach. Skąd to się bierze, skąd bierze się ta ciekawa siła ożywiająca od czasu do czasu moje życie?
Co ciekawe, dziś po obejrzeniu filmu miałem wybitną ochotę posłuchać HIM. Zbiegło się to z padnięciem internetu, dlatego nikt mi nie przeszkadzał, i mimo że internet jakieś 10 minut temu wrócił, to nadal niespecjalnie ktokolwiek mi przeszkadza. Zastanawiam się, jak to byłoby, gdybym zupełnie nie posiadał łącza internetowego, albo korzystał w tej chwili z cudownego komputera w stylu OLPC, którego systemu obraz ostatnio uruchamiałem przez emulator na moim komputerze, bądź też demona szybkości w postaci Pentium 166 (Mhz, nie model :D), z 16 MB RAM-u? Z pewnością miałbym więcej czasu dla siebie, na rozwijanie moich pomysłów, czy pisanie takich postów jak ten. Z drugiej strony, utraciłbym główny sposób kontaktu z moimi znajomymi, przyjaciółmi. Z pewnością nie poznałbym przynajmniej kilku ciekawych osób, miałbym też inne zainteresowania. Miałoby to jednak również jakiś sens. Każde życie ma sens. Tylko trzeba go znaleźć.

Czego to ja nie słucham… :)

Wg tej strony:

  • 70,0219027628 % tego, co słucham, to rock;
  • 37,740031175 % to metal (wielotagowość… :))

To jeszcze rozumiem, ale teraz przejdźmy do ciekawostek.

- 2,99976762037 % to pop;
- 2,68723845753 % jest otagowane “emo”, tuż obok jest “christian rock” :) ;
- 0,868421198383 % to dance;
- goth i techno obok siebie, około 0,41 %;
- 0,124670103209 % jest otagowane “lebanese”;
- 0,0828287672007 % jest otagowane “sexy”;
- 0,0623350516047 % otagowane “fucking awesome”;
- 0,0341561926601 % otagowane “gay”;
- 0,0204937155961 % “boybands”;
- 0,0179320011465 % “not emo” – w porównaniu z tagiem “emo” przegrywa potężnie ;D ;
- 0,01707809633 % “good shit”;
- 0,011954667431 % “sexual”.

Tak więc ciekawie jest :)

Dziewięciowpis

Czyli aż dziewięć tematów w jednym wpisie, tak to jest jak się zaniedbało bloga i pisać nie chciało, wszystko przez dziwny nastrój. Jeśli charakteryzować go muzyką, to na zmianę System of a Down i COMA. Poza tym, lubię cyfrę 9.

Uczę się na nowo HTML-a :) Skąd się to wzięło? Otóż bawię się w stworzenie czegoś w rodzaju strony domowej, a moje “standardy” były niezgodne z czymkolwiek używanym w ostatnich 5 latach. Teraz nauczyłem się, za co odpowiada css, użyłem skryptu, zabranego (jak i sam design) z nowal.rtu.pl, zamieniłem kolumny (co przy okazji parę drobiazgów skrzaczyło, pół godziny naprawiania), pobawiłem się kolorkami, a efektem jest coś co teoretycznie możnaby nazwać szkieletem strony. Teraz jeszcze to wypełnić.
Jednocześnie wpadłem na pomysł kanału IRC dla mojej nowej klasy, w celu zrzy… wzajemnej pomocy przy odrabianiu pracy domowej :) Może wypali.

A teraz się przyznam. Celowo dodałem na wykop linka, bo pokrętnymi drogami poprosiła mnie o to koleżanka. Opisałem go zgodnie z tym, co zobaczyłem w linku. Oto on. Ostrzegam przed jego zawartością, otworzyło go kilkadziesiąt osób, czego efektem są następujące komentarze:

- O k*rwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
- cała rodzina chyba coś zażywa ….
- Oglądalem i należy nam się zapomoga od premiera w wysokości 100 000zł

Łączę się w bólu z rodzinami ofiar. Liczba wykopów (0) też świadczy o jego niesamowitym działaniu.

Mój kolega zamieścił na swoim fotoblogu zdjęcia z Bieszczad. Muszę przyznać, że zdjęcia kwiatów wychodzą mu dużo lepiej niż mi. A i gdzieś na tym blogu można znaleźć moją twarz. To ci ciekawostka. Ach, opisy do fotek z Bieszczad pisał inny nasz znajomy, dlatego proszę o niewyciąganie błędnych wniosków odnośnie poziomu właściciela fotobloga :)

Wzbogaciłem się dziś o dwie ryby, czarne samiczki molinezji, które przekazała mi sąsiadka posiadająca ich zbyt wiele. Właśnie wpuściłem do akwarium, reakcja mojego taty, gdy je zobaczył: “One są prawie takie same jak mieczyki, tylko innego koloru!” Racja. W końcu bliskie genetycznie gatunki, ponoć nawet się krzyżować mogą. W tej chwili posiadam 18 ryb (7 gupików, 4 mieczyki, 2 sumiki, 2 gurami, 2 molinezje, zbrojnik), najprawdopodobniej liczba ta wzbogaci się o jeszcze parę gupików i mieczyków.

Kilka dni temu zupełnie przypadkiem trafiłem na HBO na film “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. W sumie to chciałem na niego iść do kina, ale tak się złożyło, że tczewskie kino zamknęli. Szkoda. Okazało się, że w sumie było warto. Film może i specyficzny, ale świetnie pokazujący czym jest uzależnienie i trafiający do serca. Skłaniał do przemyśleń, co rzadko się zdarza, a tak jakoś się składa, że głównie takie filmy znajdują się wśród moich ulubionych.

Mniej więcej tydzień temu skończyłem czytać ostatnią część Pottera. Zajęło mi to dokładnie 11 godzin i 45 minut, czytałem wersję “adult”, która od zwykłej różni się jedynie okładką. Myślałem, że się nie doczekam (1,5 tygodni trwała przesyłka), ale w końcu dotarła. Denerwuje to, że nie mogę nic zdradzać, żeby nie psuć zabawy innym. W sumie to jeszcze nieco pytań zostało, na niektóre już Rowling odpowiedziała na czatach, być może napisze jeszcze encyklopedię. Z tego co widzę na forum Mirriel, powstało wiele alternatywnych wersji ostatniego rozdziału, bo on właściwie pozostawił najwięcej pytań i lekko zawiódł. Tak samo zawiodła jedyna większa “scena miłosna”, jakoś tak niezbyt mistycznie wyszło. W sumie, czego ja oczekuję. Generalnie, miła opowieść, chociaż już nie była rozplanowana tak jak poprzednie. Szkoda, że koniec.

Z rosnącym zdziwieniem czytam kolejne pomysły, co można zrobić w Tczewie. Najnowszym jest ściągnięcie do miasta Indian. Skąd się biorą takie idee? Ciekawe są zresztą ostatnie pomysły tczewskich władz. Jeżeli powstaną zapowiadane tczewskie planty (wymaga to wyburzenia jeszcze jakichs 20 domow), ścieżki rowerowe w mieście i wokół niego, darmowy internet w mieście (tak jak w Rzeszowie), motel, kasyno, apartamentowiec obok mojej szkoły (nie chcę nic mówić, ale po pierwsze to niezbyt bezpieczna okolica, a motel też gdzieś w pobliżu chcą budować, po drugie apartamentowiec z mieszkaniami po 8000 zł za metr kwadratowy w sześćdziesięciotysięcznym mieście na gruncie, który jest zalewany przy każdej powodzi? dziwne…), że już nie wspomnę o pomysłach których nie pamiętam, a to wszystko plan na najbliższe lata, to będę mocno zdziwiony. Na razie powstaje… McDonalds. No i mamy już prawie 10 super i hipermarketów. Jakimś cudem mimo wszystko lokalny sklepik przy moim bloku nie upada… :)

Zastanawiam się też, po co mi w liceum taki przedmiot jak przysposobienie obronne, a wzięło się to z przeczytania podręcznika do niego z braku lepszej lektury. Rozumiem, ojczyzna wymaga, ale chyba nie biorą ludzi z wadami kręgosłupa które doprowadzają do częściowego zwolnienia z wf-u (mógłbym mieć całkowite, ale wole ćwiczyć na wf-ie, zawsze to mnie utrzymuje choć trochę w formie :)), osteopenią i problemami z układem pokarmowym do wojska?

Zastanawiam się, czy polska piosenkarka Kasią Cerekwicką się zwąca nie udaje przypadkiem niejakiej Beyonce. Skąd takie wnioski? Ten oto klip:

Czy Wam też się jakoś nie kojarzy?

Hey – koncert

Przedwczoraj byłem w tczewskim amfiteatrze na koncercie Hey. Przyszedłem około 19:45, zdążyłem jeszcze wysłuchać kilku minut koncertu zespołu eM z Gdańska, który robił jako support (układ koncertów w ramach imprez z cyklu “Lato w Amfiteatrze” w Tczewie jest następujący: koło 17 coś dla dzieci, następnie zespół z Tczewa albo okolic [widać Gdańsk też można pod to podciągnąć], grający choć trochę podobny rodzaj muzyki do gwiazdy, a koło 20-20:30 gwiazda), ale całkiem miło się słuchało tej jednej piosenki, którą zdążyłem usłyszeć. W tym czasie spotkałem jeszcze paru znajomych i ruszyliśmy pod scenę. Jeszcze nie było tłumów, więc bez problemu przeszedłem praktycznie pod same barierki. Chwilę później konkretne tłumy zaczęły się zbierać, ostatecznie pod sceną znalazło się około setki osób, do tego sporo ludzi siadało na krzesełkach na trybunach. Myślę, że cały koncert oglądało jakieś 500-700 osób, do tego sporo ludzi przewinęło się przez amfiteatr na zasadzie “obejrzę parę piosenek, po czym idę”, w końcu wstęp był darmowy, jak w każdą wakacyjną niedzielę w amfiteatrze :)

Około 20:30 na scenie pojawił się zespół. Kasia Nosowska wyszła w czarnym płaszczu i dżinsach i na samym początku poprosiła, by koncert ten ofiarować za zmarłych w katastrofie we Francji, bo w końcu wszyscy kiedyś umrzemy, zostało to przyjęte oklaskami (początkowo nie było nawet wiadomo czy koncert się odbędzie, ale żałoba narodowa została jednak ogłoszona dopiero w nocy), po czym przeszła do piosenek. Na początku było dość sporo skocznych piosenek, co zostało przywitane przez publikę pod sceną żywiołowym pogo, w którym chcąc nie chcąc (bardziej chcąc :D) uczestniczyć musiałem. Jakieś 20 minut wszystko przybierało w miarę cywilizowaną formę, ale stwierdziłem, że pora usunąć się tuż spod sceny i przenieść jakieś 10 m w bok. I słusznie, bo pod sceną zebrało się około 10-12 rosłych chłopaków i to co robili nie wyglądało na trzeźwe działanie…
Koncert właściwie dzielił się na dwie części, pierwszą skoczną i drugą, bardziej melancholijną, ale trzeba przyznać, że Nosowska śpiewa na koncertach tak jak na płytach, mimo że nie miała dobrze ustawione głośności mikrofonu. Generalnie, miło było.

Perspektywy na przyszłość, Aj Lern Korijan, nieco matmy, Jurowiżyn raz jeszcze, LP ciągle niezrecenzowane i co jest zawodem

Wpis może niespecjalnie długi, ale wynika to z tego, że w sumie niewiele przemyśleń mi się nasuwa, to normalne po powrocie do szkoły, gdzie trzeba się skupić na codziennej nauce itepe itede. Tak, wiem, to takie frazesy, a w praktyce zdarzają się dni, w których cały czas tylko leżę/siedzę w internecie i nic nie robię.

Temat 1 – przyszłość. Najbliższa przyszłość to w zasadzie liceum. Szykowała się bardzo ciekawa klasa, ale jak zwykle plany biorą w łeb (większość interesujących chętnych do klasy matematyczno-fizycznej wybiera sąsiednie liceum, o podobnym poziomie, co zaskakujące, bo część z nich w ogóle o tym nie myślała wcześniej) i zupełnie nie wiadomo, z kim przyjdzie mi się 3 lata męczyć, no może prócz paru osób, które z pewnością pójdą, niezależnie jakie mam do tego odczucia (do niektórych pozytywne, niektórych mniej). Można się spodziewać klasy złożonej z nowych osób, w większości mieszkających w dwóch miejscowościach 23 km od mojej mieściny, czyli 45 minut autobusem, ale skoro chcą się tak telepać to tylko im współczuć. Niby nowi ludzie, ale nie wiadomo właściwie, jacy. Dobrze, że chociaż nauczyciele zgodnie z planem… :)

Taa, uczym się nieco koreańskiego. Nareszcie znalazłem coś w rodzaju podstawowych rozmówek i kursu, ale bez nauczenia się draństwa zwanego Hangul (alfabet koreański) się nie obejdzie, cóż, i tak dobrze, że nie jest to alfabet japoński bądź chiński, o setkach, tysiącach różnych znaczków, bo koreański ma tylko 24, sposób zapisu już znam, ba, umiem wymówić większość głosek, co jest wręcz zadziwiające, jak się słucha rozmowy po koreańsku (powiedziałbym że to połączenie świstów z gulgotaniem indyka i różnych szelestów) :) Nawet się nie nastawiam, że będę się tego uczył jakoś konkretnie, to raczej rozrywka na wolny czas, tak samo jak C++, za które chwilowo nie mam ochoty dalej się brać, może dlatego że moja humanistyczna część osobowości całkiem miło się uaktywnia.

Ale skoro już o częściach osobowości, to zapewne wynika to z tego, że dziś bawiłem się w zabawę zwaną “moje pierwsze odkrycie”. Na sprawdzianie mieliśmy bardzo milutkie zadanie dodatkowe:

Różnica kwadratów dwóch liczb naturalnych wynosi 23. Podaj, co to za liczby.

Jak każdy nierasowy matematyk, zacząłem od ulubionej metody większości chcących rozwiązać takie zadanie jak najszybciej – wypisywania kwadratów kolejnych liczb naturalnych i sprawdzania, czy w końcu któreś podpasują, oczywiście po pół minuty miałem wynik – 12 i 11. Co to jednak za radocha, tak szybko skończyć, nie ma tak! Miałem jeszcze jakieś 20 minut czasu, więc patrzyłem na te liczby, gdy nagle coś zaczęło mi się układać. 12+11=23. Hmm. 6+5=11 6^2=36 [tak sie pisze 6 do kwadratu?], 5^2=25. 36-25=11. Mamy więc już jakąś prawidłowość! Dobra, ale co będzie jeśli weźmiemy dwie liczby, które NIE SĄ kolejne, a na przykład 5 i 3? 5+3=8 Tymczasem 5^2-3^2=25-9=16 Ale przecież 16=8*2 5=3+2, więc najwyraźniej ciągle mamy tu jakąś prawidłowość, ale w tym momencie przychodzi pora na użycie argumentu, który rozwieje wątpliwości. Zamieniamy liczby na x i y, a różnicę między x i y na n. Do czego doszedłem?
dla x-y=n, x,y należą do zbioru liczb naturalnych, x>y
x^2-y^2=n(x+y)

Ha! Oczywiście, to wszystko napisałem na mojej kartce ze sprawdzianem, choć w formie dużo bardziej nieczytelnej, zdaję sobię sprawę, że ciężko będzie się z tego rozczytać i zrozumieć, nawet tutaj. Niemniej, radość z tego była niesamowita, tylko jedno mi ją przysłoniło. Nie pomyślałem o prostym ruchu:

-/ x-y=n
{
-\ x^2-y^2=n(x+y)

zmienić na

x^2-y^2=(x-y)(x+y)
I miałbym te cyferki co na początku z uczonego równania. Niestety, aż taki inteligentny nie jestem, by na to od razu wpaść.

Co do Eurowizji – cóż, wygrała Serbia. Jak się wyłączy wizję i zostawi fonię, nawet da się wytrzymać. Niemniej popieram tutaj zdanie pewnej Moniki – Gruzja i Ukraina rządzą! Jak się później okazało, całkiem miłe etniczne rytmy miała też Bułgaria, a z różnych powodów podobały mi się jeszcze Izrael i Finlandia. Tym razem filmików nie daję, każdy może sobie sam znaleźć na youtube.

Co do Linkin Parku – cóż, jakoś nie mam ochoty pędzić po płytę póki co, te mp3 rozbestwiają. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że większość płyty mi się widzi :)

Jako, że dwa poprzednie akapity zacząłem od “co do”, tym razem inny początek :) Miała miejsce pierwsza minidyskusja w moich komentarzach, a raczej odpowiedz komentarzem na jeden komentarz, pomiedzy Walkerem a Kerin. Chodziło o poczciwego hakera. Czy haker to zawód? Owszem, zgodzę się z Walkerem, to jest pasja, która jednak może być zawodem. Wszystko, za co można dostawać pieniądze to zawód :) Tak samo polityka, piłka nożna, czy nawet testowanie gier na komórkę (tak, za to też można zarabiać! :D). Krótko mówiąc – pasja i zawód się nie wykluczają, a jeśli jeszcze się łączą, to tym lepiej, większa przyjemność zarówno dla ducha jak i kieszeni.

A miał być krótki wpis…

Następna strona »


Blog Stats

  • 23,817 hits