Archiwum kategorii 'Lotnictwo'

Miejsca stojące w samolotach?

Prywatny chiński niskokosztowy przewoźnik Spring Airlines rozmawiał z firmą Airbus odnośnie dodania miejsc stojących w swoich Airbusach A320, tak by móc przewozić 40% więcej pasażerów.

A320 Spring Airlines

Zhang Wuan, przedstawiciel szanghajskiej linii, mówi:

Planujemy wprowadzić miejsca stojące, przeprowadziliśmy już wstępne konsultacje z Airbusem, by dowiedzieć się, czy kwestie bezpieczeństwa mogą zostać rozwiązane

“Chcemy tego, by więcej ludzi mogło pozwolić sobie na latanie”, mówi Zhang, dodając, że przewoźnik szacuje, że w takiej sytuacji może zmieścić 40% więcej pasażerów na pokładzie swoich A320.

Stojące miejsca najprawdopodobniej wyglądałyby jak stołek barowy, z pasem bezpieczeństwa. Zhang mówi, że Spring Airlines obecnie posiada 13 samolotów, ale dwa lub trzy więcej zostaną dołączone do floty jeszcze w tym roku.

za flightglobal.com

Komentarz mój – źródło zdaje się dosyć poważne, ale ta wiadomość mnie co najmniej zaskoczyła. Nie wyobrażam sobie takiego latania, ale jeśli wejdzie to w życie w Chinach, niedługo zobaczymy takie miejsca w naszych tanich przewoźnikach. Ryanair bardzo chętnie zapewne wprowadziłby takie miejsca, a dla chcących normalnego opłata dodatkowa w wysokości 10 funtów. ;]

Great Circle

greatcircle.py is a little console script, written in python to calculate the distance between two points on our planet. It uses Great-circle distance measuring. Latitude / longitude coordinates must be given in decimal format, you can find a good converter here. Of course, there are many tools (like Google Maps) giving same possibilities as this script, but I needed to code something :)

Download the script, right-clicking on the first word of this post, or here and choosing “Save target as…” or something like this. You’ll need python to run it. Windows users would possibly like to read the result before command line window exits, so you would have to run it directly from command line.

Start -> Run -> cmd.exe -> find the folder you put the script in -> run it, using python (smth like python greatcircle.py or, in some cases, [full path to python interpreter] greatcircle.py).

greatcircle.py to mały konsolowy skrypt, napisany w pythonie do wyliczania odległości między dwoma punktami na naszej planecie. Używa Ortodromy. Współrzędne muszą być podane w formacie dziesiętnym, dobry konwerter do tego formatu. Oczywiście, jest wiele innych narzędzi, na przykład Mapy Google) o takich samych możliwościach, ale miałem po prostu ochotę napisać jakiś skrypt :)

Pobierz skrypt, klikając tutaj i wybierając “Zapisz element docelowy jako…”. Do uruchomienia skryptu, potrzebny jest python. Użytkownicy Windowsa zapewne mogą spotkać się ze “zniknięciem” okienka z wierszem poleceń natychmiast po wpisaniu wszystkich danych, można to jednak obejść.

Start -> Uruchom -> cmd.exe -> wybrać folder, w którym umieszczono skrypt -> uruchomić go, używając polecenia “python greatcircle.py” lub, w niektórych przypadkach “[ścieżka do interpretera pythona - może być różna] greatcircle.py”

Lotniczy gość

Godzina 16:45. Siedzę sobie przed komputerem, nic szczególnie ciekawego nie robię.

Nagle słychać szum. To samolot przelatuje nad Tczewem. Biorąc pod uwagę, że trwają obchody 25 rocznicy przyznania Wałęsie Nobla, szybko włączam radar.piopawlu.net, by zobaczyć, jaki samolot właśnie nade mną przelatuje. Miałem dobre przeczucie – rejestracja nietutejsza. Odczytuję HZ-MF2, strony ze zdjęciami samolotów natychmiast pokazują mi wszystkie potrzebne informacje.

To przelatuje Boeing 737 z Arabii Saudyjskiej, należący – wg różnych źródeł – albo do Ministerstwa Finansów i Gospodarki, albo do pałacu królewskiego. Czy to leci król Abdullah, czy może jakiś jego wysoki urzędnik? Nieważne, i tak niecodzienny gość nad tczewskim niebem. Widział miasto? Niespecjalnie, mgła dość szczelnie dzisiaj okrywa wszystko.

Nie jest to pierwsza sytuacja, gdy w okolicy pojawiają się ważne osoby. W trakcie wizyt papieża Jana Pawła II, dość często śmigłowce z nim przelatywały w pobliżu. Podczas wizyty na Wybrzeżu prezydenta George’a Busha, kilkadziesiąt minut przed lądowaniem Air Force One, biało-czerwone śmigłowce minęły moje osiedle z prędkością przelotową na niezbyt dużej wysokości.

UPDATE:

W czasie obrad po raz pierwszy przyznana zostanie Nagroda Lecha Wałęsy. Za zasługi m.in. na rzecz dialogu międzyreligijnego otrzyma ją król Arabii Saudyjskiej Abdullah Bin Abdulazi Al Saud. Wyróżnienie, w formie ozdobnej plakiety, dyplomu oraz czeku na 100 tys. euro, w imieniu króla Arabii Saudyjskiej, odbierze jego syn.


za fakty.interia.pl

Przyjazd do Soliny

Jestem sobie akurat w Solinie, położonej w Bieszczadach, tuż obok zapory solińskiej. Nie mam może widoku na zaporę, ale do samego hotelu zbytnio przyczepić się nie można, nie jest zbytnio zimno, stoi telewizorek maleńki, prąd jest, zasięg świetny i internet poprzez Orange Free na kartę świetnie działa, po wyłączeniu grafik, flasha, javy i javascriptu nie zużywa nawet zbyt wiele transferu.

Jechaliśmy tutaj jednak pewnym autokarem marki Bova, należącym do tczewskiej firmy. Nie był on najwyższym osiągnięciem techniki, porównałbym go do niektórych radzieckich samolotów – ładnie wygląda, a w środku już gorzej – gdy ciężarówki przejeżdżały drugim pasem, to czułem jak odgina się “ścianka” autobusu. Po drodze też zerwał się jakiś pasek, i konieczna była jego wymiana. Sami kierowcy też nie należeli do najbardziej zorientowanych w trasie – jechaliśmy po pierwsze przez Łódź, co mi wydaje się nieco dziwną trasą, po drugie przed Sanokiem skręcili na Nowy Sącz, zamiast na Ustrzyki Dolne. W pomyłce zorientowali się po kilku minutach. Jechaliśmy w sumie 15 godzin.

Z tego, co zdążyłem się o późnej porze zorientować, Solina należy do miejscowości typowo turystycznych, po wyjściu z hotelu zaraz wpada się na alejkę barów, stoisk z pamiątkami i tym podobnych. Nie jest to zbyt przyjemne, ale cóż – w końcu i w Bieszczady mogą jeździć ludzie, którzy nie bardzo chcą łazić po górach, więc muszą mieć swoje atrakcje.

Po drodze natknąłem się na kilka ciekawostek, a raczej samolotów. Koło Piotrkowa Trybunalskiego widziałem spadochroniarzy i awionetkę, zaś nad Kielcami latały sobie właśnie samoloty (jeden z nich zidentyfikowałem jako żółty An-2, z tego co przeglądałem strony Aeroklubu Kieleckiego, to An-2 służą do transportu spadochroniarzy, więc możliwe, że był w nim ten feralny spadochroniarz, który zabił się tego dnia w Kielcach). W dwóch miejscowościach za Rzeszowem – Boguchwale i jeszcze jednej, bliżej niezidentyfikowanej – przy restauracjach stoją stare samoloty transportowo-pasażerskie. Zwiedziłem też około 6-7 toalet na stacjach benzynowych.

Na razie nie żałuję wyjazdu, dzisiaj jeziora bieszczadzkie, czyli głównie Solina, a także zwiedzanie Leska. Nic szczególnie męczącego, a przy okazji rejs stateczkiem po Solinie ;]

A w Czadzie zamieszanie

Jak podaje bbc, tysiące czadyjskich rebeliantów wkroczyły do stolicy Czadu, N’Djameny i zmierzają w kierunku pałacu prezydenckiego. Jak zwykle w przypadku wojen domowych, które są bliskie rozstrzygnięcia, temat mnie interesuje, chociaż tym razem z nieco innej strony. a właściwie paru stron.

Po pierwsze, jak zachowają się francuskie wojska, które znajdują się w stolicy? Czy będą jej bronić, czy zostaną zaatakowane? Rzecznik francuskiego ministerstwa obrony powiedział BBC, że siły rebeliantów w stolicy liczą sobie kilka tysięcy ludzi, i że wkroczyli do stolicy zadziwiająco łatwo. Jedna z grup rebeliantów zadeklarowała w zeszłym roku stan wojny przeciwko francuskim wojskom. W N’Djamenie znajduje się francuskie wojsko, ale także około tysiąca cywilów. Co z nimi? Armia co prawda ma plany ewakuacji (wg BBC przygotowywane są samoloty, które ewakuowałyby Francuzów), czy będzie ona potrzebna?

Jak wygląda życie zwykłych ludzi w mieście w takiej sytuacji, poza tym, że pozostają w domu? Jak podaje BBC, szkoły są zamknięte, telewizja i radio zaprzestały nadawania, ciężko jest kupić benzynę, a siły rebeliantów są około 1,5 km od pałacu prezydenckiego. Odcięte zostały także niektóre linie telefoniczne. Główny bazar pozostaje zamknięty od czwartku. Jak podaje strona Air France:

Słabo znam francuski, ale o ile dobrze rozumiem, jest tu napisane, że dzisiejszy lot z Paryża o 16:10 odwołali. Zapewne lotnisko albo w tej chwili ma większość lotów odwołanych, albo zostało zupełnie zamknięte i jedynymi samolotami tam latającymi są wojskowe (trzeba tu wspomnieć, że Czad nie posiada wg Wikipedii myśliwców takich jak nasze MiG-i, czy F16, a jedynie nieco samolotów transportowych, treningowych ewentualnie do użycia w walce i śmigłowców, ale na lotnisku w N’Djamenie stacjonują też francuskie Mirage).

Pewnie wszystko okaże się jeszcze dziś. Jeśli rebelianci wygrają, to co potem? Czy wszystko będzie toczyć się jak dotąd? No i co się stanie z Idrissem Deby?

Pierwszy Tu-204 dostarczony do Air Koryo

Wygląda na to, że pierwszy w Polsce znalazłem i umieściłem na forum o KRLD konkretne dowody potwierdzające dostarczenie pierwszego Tu-204 do Air Koryo, północnokoreańskich linii lotniczych. Informację o tym podała strona Frontier India, a także dwa fora – Luchtzak Aviation i Nordkorea-Info.de (to ostatnie po niemiecku). Więcej informacji odnośnie samolotu można znaleźć na airliners.net. Jeden z samolotów jest całkiem nowy, drugi służył już w liniach Vnukovo.

Co to oznacza dla Air Koryo? Linia ta jako jedna z trzech linii lotniczych otrzymała jedną gwiazdkę w rankingu Skytrax, ponieważ jej dotychczasowa flota składała się wyłącznie ze starożytnych samolotów produkcji radzieckiej – Iłujszynów Ił-18, Ił-62, Ił-76 Antonov An-24 (ach, gdzie te czasy gdy An-2 latały do Gdańska… :D), Tupolewów Tu-134 i Tu-154. Absolutnie żadnego z tych samolotów nie można określić jako “nowoczesne”, chociaż działają jakoś nawet bez większych katastrof.

Zakup dwóch Tu-204 można określić jako duże unowocześnienie floty, może to pozwoli na zdjęcie Air Koryo (przynajmniej tych samolotów) z czarnej listy przewoźników w Unii Europejskiej, co dałoby możliwość wznowienia lotów do któregoś z krajów UE. Czy jednak stanie się to w chwili, gdy (podobno, a przynajmniej tak podaje www.northkorea.pl) trwają dyskusje nad zamknięciem niepotrzebnych ambasad, w tym ambasady w Polsce? Spotterzy mogą zacierać ręce, co prawda jeden z samolotów był już używany przez linię Vnukovo, ale mimo wszystko dwa nowe kąski w barwach tak specyficznych linii lotniczych…

Wojny śmietnikowe, koniec ferii i takie tam

Kilka dni temu ze zdziwieniem stwierdziłem, że przy śmietniku widzianym przeze mnie z okna majstrują robotnicy. Następnego dnia okazało się, że montują drzwiczki. Zastanawiałem się, po co drzwiczki do ceglano-blaszanej wiateczki z trzema pojemnikami na śmieci. Odpowiedź poznałem dwa dni później, a zarazem dwa dni temu, wynosząc tam śmieci. Otóż, drzwiczki były już niemalże gotowe, a w środku stała sprzątaczka z bloku obok. Wyrzuciłem śmieci, i grzecznie spojrzałem na nią, jako że obserwowała mnie z odległości około jednego metra. Zapytała, z którego bloku jestem, wskazałem więc na miejsce, z którego piszę notkę, po czym rozmowa potoczyła się dalej:

Sprzątaczka: Nie będziecie już tu przychodzić wyrzucać śmieci.
Ja: A przepraszam, z jakiego powodu?
Sprzątaczka: Właśnie montowane są drzwiczki i śmietnik będzie zamykany.
Ja: Po co?
Sprzątaczka: Ten śmietnik należy do TEGO bloku. [wskazała przy tym na blok obok] Wy macie swój śmietnik gdzieś tam. Odtąd tam będziecie chodzić.
Ja: Hmm… Głupie, ale cóż.

Sprzątaczka uśmiechnęła się, cała radosna z tego, że udało jej się pokazać mi moje miejsce w szeregu. Wybyłem zatem, zmierzając w kierunku babci, z którą miałem iść na zakupy, śmiejąc się coraz bardziej. Wyjaśniłem jej, co się stało, po czym wyruszyliśmy na zakupy. Najwyraźniej ta kwestia niesamowicie ją zajmowała, ponieważ co chwila wracała do niej w dyskusji. Stwierdziłem, że mam dość rozmowy o tym, chcę po prostu wiedzieć, gdzie ja w końcu do cholery mam te śmieci wyrzucać? Zrozumiała.

Zaraz po powrocie do domu usiadłem do komputera, by zająć się kolejnym niesamowicie ważnym przelotem (o tym później), wyjrzałem jednak przez okno, by zobaczyć, że śmietnik już zamknięty, najwyraźniej na klucz (nie wiem, nie dotarłem tam jeszcze), a przed śmietnikiem stoi już pierwszy worek z czyjąś produkcją zbędną. Poinformowałem o tym babcię, i podczas mojego przelotu na trasie, której już nie pamiętam (zapewne Pruszcz Gdański – Wilno, albo Wilno – Mińsk, o ile dobrze kojarzę daty) usłyszałem rozmowę telefoniczną, dobiegającą z przedpokoju. Była ona bardzo emocjonalna, ale zawierała kilka tez i postulatów, z którymi się zgadzam, a mianowicie:

    • - Do czego to dochodzi, by śmietniki zamykać.
      - Śmietnik, do którego teraz podobno mamy chodzić, znajduje się o 50 metrów dalej, i jest współdzielony z jednym lub dwoma blokami (aż tak dokładnie nie znam rozkładu śmietników na osiedlu :D), podczas gdy większość bloków ma własne śmietniki, niektóre nawet dwa.
      - Do czasu rozwiązania tej kwestii pod drzwiczkami nowozamkniętego śmietnika będą pojawiać się kolejne worki.
  • Pojawiły się też odpowiedzi i usprawiedliwienia:

    • - Administracja dowiedziała się o tym dopiero dzisiaj, jako że okazuje się, że blok stojący 30 m stąd należy do innej spółdzielni.
      - Jak wynika z informacji administracji naszej spółdzielni, tamten śmietnik został zamknięty z powodu regularnego przepełniania go przez okoliczne: sklep spożywczy, aptekę, solarium, salon fryzjerski, kebabownię, a także nasz blok.
      - Kluczyki do śmietnika posiadają wyłącznie mieszkańcy sąsiedniego bloku.
  • Wnioski wyszły takie, że nasz blok powinien mieć swój śmietnik. Aby jednak tego dokonać, musiałoby znaleźć się na niego miejsce, co oznacza ograniczenie miejsca na plac zabaw. Bardzo przyjemna sytuacja, nieprawdaż? Niemniej, co za różnica, do którego śmietnika kto wyrzuca śmieci, skoro i tak trafiają w to samo miejsce?

    Kończą się ferie zimowe w moim województwie. Zaliczam je do udanych, jako że 20 godzin spędziłem grając w Microsoft Flight Simulator 2004, co zaliczam do czasu zmarnowanego, niemniej było fajnie, rozbiłem w tym czasie około sześciu samolotów, nie licząc gry multiplayer z kolegą, w trakcie której dokonaliśmy chyba czterech czy pięciu zderzeń (nie zapomnę tego “O fuck, zrzuciłem paliwo!!!” nad Zatoką Gdańską podczas przelotu na trasie Babie Doły – Kaliningrad ;]). Swoją drogą, w tym czasie miejsce miała również jedna katastrofa realna (wypadek samolotu CASA w Mirosławcu – chciałem tam polecieć, ale lotniska w Mirosławcu nie ma w FS2004), cóż, samoloty czasem spadają, zdarza się. A że ILS był niesprawny – cóż, można uznać, że nigdy go tam właściwie nie było, skoro stał od sześciu lat nieruszany. Jest też jedna pozytywna strona żałoby narodowej – strony w odcieniach szarości wyglądają moim zdaniem wyjątkowo dobrze (ma ktoś stary czarno-biały monitor na stanie? :D) i niektóre przynajmniej mogłyby takimi pozostać. W trakcie ferii wpadłem też przynajmniej na kilka szaleńczych pomysłów, ale o tym niewykluczone, że opowiem później. Na dzisiaj wystarczy ;)


    Blog Stats

    • 23,817 hits