Tuluttut – blog o niczym

Tuluttut – blog about nothing, mostly in Polish.

Jutro kolokwium, mówisz?

O, masz jutro jedno z trudniejszych kolokwiów w tym semestrze?

Oznajmiam, że wystarczy tego uczenia się.

Naziemna stacja radiowa w Tczewie?

Pojawiła się możliwość uruchomienia naziemnego nadajnika radiowego w Tczewie. Niewykluczone, że w ciągu paru lat na 100.8 MHz będziemy mogli usłyszeć nowego lub któregoś z już istniejących nadawców radiowych.

Jak podaje serwis Radiopolska, w Tczewie na częstotliwości 100.8 MHz może powstać nadajnik o mocy (ERP) 0.1 kW. Nie oznacza to jednak na razie konkursu na tę częstotliwość, a jedynie wskazanie, że jest ona dostępna do wykorzystania.

Oczywiście, najlepiej byłoby usłyszeć tam kiedyś Radio Fabryka

Zbieranie list wyborczych na uczelni? Czemu by nie!

Dwa razy dzisiaj, w różnych miejscach na uczelni, natrafiliśmy na zbieranie podpisów w wyborach do europarlamentu. Dla kogo? Ano Ruchu Narodowego.

W obu przypadkach byli to młodzi, niespecjalnie wyróżniający się studenci*. Działali też w bardzo podobny sposób.

Brzmiało to mniej więcej tak:

Cześć, czy podpisałbyś mi tę listę? Jeśli zbiorę dwadzieścia podpisów, dostanę się do komisji wyborczej i zarobię 150 zł.

Dopiero po dopytaniu okazywało się, że lista, którą podają do podpisania, to lista kandydatów Ruchu Narodowego, którą ten chce zgłosić do wyborów do europarlamentu.

Okazuje się, że to nie jest jedyna partia, która w zamian za podpisy wymagane do rejestracji listy oferuje rekomendację do komisji wyborczej. Podobnie robi Demokracja Bezpośrednia.

Dla chcących dostać się w ten sposób do komisji wyborczych, przywołam PKW:

- samo zgłoszenie kandydata na członka komisji nie gwarantuje, że dana osoba zostanie powołana w skład komisji, ponieważ, tak jak wskazano wyżej, w przypadku zgłoszenia do danej komisji większej liczby kandydatów niż ustawowo przewidywana, konieczne będzie przeprowadzenie losowania ich składu,

– przepisy Kodeksu wyborczego nie wiążą w żaden sposób kwestii zgłoszenia kandydata na członka obwodowej komisji wyborczej z zebraniem przez tę osobę podpisów popierających określoną listę kandydatów na posłów do Parlamentu Europejskiego

KNP przynajmniej rozstawił kramik zaraz za bramą…

* – może poza jednym. Jeden z nich na podkładce pod kartkę miał mnóstwo naklejek Młodzieży Wszechpolskiej.

Szybko mi się te widoki nie znudzą.

Ostatnio w Ergo Arenie były halowe Mistrzostwa Świata w lekkoatletyce, ulica Gospody była zamknięta, a wjazdu na niej strzegła Żandarmeria Wojskowa. Jeszcze kilka dni po mistrzostwach między hotelami a Ergo Areną kursowały specjalne autobusy dla zawodników i obsługi.

Jak zamawiać online z Telepizzy na Żabiankę?

Tak się złożyło, że przez pobyt w Warszawie całkiem polubiliśmy Telepizzę. Głównie ze względu na kosmiczne promocje online, w rodzaju „3 pizze w cenie 1″. Gdy przeniosłem się do Gdańska, w końcu pojawiła się możliwość zamawiania z Telepizzy. Tylko na stronie pizzerii (gdzie czasami pojawiają się komunikaty błędów po hiszpańsku*, a adres trzeba koniecznie wpisać z „www” na początku) okazało się, że w Gdańsku nie istnieje ulica Pomorska. Dało się nią za to wybrać w Sopocie, gdzie takiej ulicy nie ma. Jest za to położony blisko Żabianki oddział Telepizzy w Sopocie-Wyścigach, z którego regularnie docierają do mnie ulotki.

Po wymianie paru maili z kierownikiem lokalu okazało się, że aby dostarczono poprawnie pizzę, należy w systemie wybrać Sopot jako swoje miasto.

Oczywiście, numeru klatki też nie da się wpisać tak, jak jest napisane w systemie, że się da. A dostawa na Żabiankę kosztuje 2 zł, o czym dowiedziałem się dopiero z telefonu miłej pani z Telepizzy, która prosiła o potwierdzenie zamówienia. Niemniej, promocje obowiązują tak samo, a są niezłe.

* – nie żeby to było coś dziwnego, pizzaportal czasami ma komunikaty po szwedzku.

Lifelong Learning

Instytucja wiecznego studenta, mimo przeszkód stawianych przez władze, nadal ma się dobrze.

Byłem dzisiaj na wykładzie drugiego roku i znowu ujrzałem dwie znajome twarze. Znałem te osoby już z moich zajęć z jednego przedmiotu, gdzie były spadochroniarzami. Ciekawe, czy jeśli kiedyś poszedłbym na doktorat, też pojawiliby się na jakichś zajęciach, które bym prowadził.

Nie są to jedyne takie osoby – jedną z legend wydziału była para braci, którzy studiowali podobno już dziesiąty rok. Co najmniej jeden z nich nadal na ETI chodzi.

Co takiego w sobie ma ten wydział, że ludzie nie chcą z niego odchodzić?

Mój nowy sublokator

Dwa dni temu zamieszkał ze mną sublokator. Nazywa się Kicak.

Znamy się już parę lat, więc nie jest nam trudno się ze sobą oswoić. Jego hobby to zwracanie na siebie uwagi (zwłaszcza, gdy siada się przed komputerem albo robi coś do jedzenia, co ma w sobie mięso lub wędliny) i ściganie ptaków za oknem.

A z balkonu widzę morze

Zmieniłem ostatnio trochę widok z okna. Teraz też patrzę na inny blok, tyle że blok jakby wyższy. I jakby kilkadziesiąt kilometrów dalej na północ. A nad nim w tej chwili widzę sierp księżyca.

Gdy wyjdę na balkon, to jestem w stanie zobaczyć morze. A wygląda to mniej więcej tak:

Jak klikniecie na zdjęcie, otworzy się większe. Czy jesteście w stanie dostrzec, w którym miejscu jest morze? ;)

Mam na tyle blisko, że w weekend wybrałem się na mały spacer w tamtą stronę. Z bliska trochę łatwiej dotrzec, gdzie jest woda.

Przy okazji, z powodów światopoglądowych i finansowych, postanowiłem zrobić mały eksperyment. Na dzień dobry nie instaluję sobie żadnego stałego połączenia internetowego, a działam jedynie na Aero2 i pakiecie netu w telefonie. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Póki co, odkryłem, że autowznawianie połączenia na windowsie działa perfekcyjnie.

inż.

Kilka dni temu dostałem SMS z dziekanatu. Jego treść była dość konkretna.

Przybyłem więc dzisiaj na Politechnikę (pociąg, którym chciałem jechać, zwiększał swoje opóźnienie, aż dotarł do 75 minut, gdzie cała trasa, którą wcześniej przejechał, powinna zająć ok. 20) w marynarce, białej koszuli i spodniach garniturowych. W pasujących do ubioru butach ślizgałem się niemiłosiernie na całej trasie.

Wszedłem co najmniej pół godziny przed czasem. Miałem 3 pytania, i chwilę na przygotowanie się. Potem usiadłem przed komisją i odpowiedziałem.

Teraz, jeśli będę miał taką ochotę, mogę podpisywać się

inż. Mateusz Kulewicz.

Jakie pytania miałem?

Zasady budowy interfejsów użytkownika systemów informatycznych
Opis wybranej metodyki wytwarzania oprogramowania
Sposoby prezentacji danych w aplikacjach webowych

Studia pierwszego stopnia za mną. Nie oznacza to, że przestanę jeździć na Politechnikę, bo jedno wiem na pewno – idę na magisterskie. Na co dokładnie trafię, jeszcze zobaczymy.

To wszystko nie oznacza jednak, że przestaję od dzisiaj do 24 lutego jeździć do Gdańska. Dlaczego? Otóż obecnie 1/7 każdego tygodnia spędzam w pracy. Już niedługo ograniczę komunikację na trasie Gdańsk – Tczew, ale to z innego powodu.

Hello World, po 3 miesiącach

Ostanie trzy miesiące były ostre. Ostatni post pisałem w drodze do Warszawy i przed nami było jeszcze ładnych parę tygodni tam. Co zdarzyło się od tego czasu?

  • Byłem na Bemowie na pikniku lotniczym. Co prawda pogoda była taka sobie i część samolotów nie przyleciała, ale i tak cieszyłem się niemożliwie.
  • Pojechaliśmy na jeden dzień Polskim Busem do Berlina. Wyjazd opisała Kasia, używając przy okazji moich zdjęć. Dodałbym tylko, że komunikacja miejska w Berlinie, choć bardzo skutecznie nas wszędzie dowoziła, była zadziwiająco niezadbana.
  • Z Warszawy wróciliśmy do Tczewa i z pracy na studia zarazem. To był zadziwiająco intensywny semestr, jak na raptem 11 godzin tygodniowo, na których musiałem być. Zapewne w dużej mierze przez projekt inżynierski – napisaliśmy aplikację, która wymyśla neologizmy. Może nie robi wszystkiego, co miała robić, ale niekiedy wychodzą fajne rzeczy.
  • Nagle doszedłem do wniosku, że chce mi się kupować urządzenia elektroniczne. Zaopatrzyłem się więc w Kindla (świetny zakup!), programowalny zegarek (tu jeszcze nie wiem), a w ostatnich dniach w maksymalnie low-endowy tablet za 159 zł. Jak na wydaną kasę, jestem zadowolony.
  • Kupiłem nie-chcę-wiedzieć-ile ebooków. To uzależnia.

Przez ten czas w zasadzie nie miałem kiedy się zatrzymać i odpocząć. Ciągle w myślach było tylko „jeszcze wytrzymać ten tydzień”, a potem następny, i tak do świąt. W końcu jednak mam wolne i odpoczywamy z Kasią we Wrocławiu, korzystając z kolejnego superdługiego weekendu sponsorowanego przez Politechnikę Gdańską.

A co w tym roku? Trochę rzeczy się zmieni. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to już za niecały miesiąc przed personaliami będę miał „inż.”, ale na studia drugiego stopnia jak najbardziej pójdę, i to dziennie. I uczelnia nie będzie jedynym miejscem poza domem, gdzie będę spędzał godziny czasu dziennie, ale o tym później. W planach mam też razem z początkiem wiosny wrócić do biegania i pobiec w paru biegach.

Tradycji noworocznej musi stać się zadość, pora więc na garść statystyk z zeszłego roku:

  • Rower: 4 wyjścia, 55 minut, 10,2 km. Średnia prędkość: 11,09 km/h. Słabo.
  • Bieganie: 52 razy, 21 godzin 38 minut, 191,72 km. Średnie tempo: 6 minut 46 sekund na kilometr. Także mój pierwszy start w Biegu Powstania Warszawskiego. Plan na ten rok: biegać dalej.
  • Książki: 38 książek, 12 832 strony. O 5 książek mniej niż rok temu i o 2 mniej niż chciałem. Mniej więcej w listopadzie zaczęło iść niezgodnie z planem. Moje ulubione książki w tym roku: Syn zarządcy sierocińca i Księżniczka z lodu. Na ten rok też planuję 40 książek.
  • Filmy: 26 filmów. Najbardziej podobali mi się: Stażyści, Grawitacja i Sęp.
  • Postcrossing: 9 wysłanych, 8 odebranych kartek. Jakoś po podwyżce cen Poczty Polskiej się trochę odechciało.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.